Piewca polonofobii

Share Button

Wzorcem antypolonizmu właściwego „elitom” III RP, polegającego na obsesyjnym demaskowaniu i piętnowaniu polskiego nacjonalizmu, antypolonizmu objawiającego się m.in. znieczulicą na problemy Polaków na Kresach oraz życzliwością wobec antypolskich, szowinistycznych doktryn Ukrainy, bałtyckiej Republiki Litewskiej i Białorusi, jest myśl Czesława Miłosza.

Miłosz chętnie piętnował w swej twórczości polski nacjonalizm oraz krytykował tradycyjny polski katolicyzm – określany przez niego ciemnogrodem.

Dla zrozumienia osobistej motywacji poety w bezzasadnym oczernianiu Polaków, a naszych rodaków na Litwie w szczególności, konieczne jest zapoznanie Czytelnika z poglądami i biografią noblisty.

W wywiadzie udzielonym 19 grudnia 1980 r. Jerzemu Turowiczowi powiedział, że „Jestem laureatem Nobla z obozu przeciwnego obozowi zwanemu narodowym… Ocena jakichkolwiek przemian mentalności w Polsce nie może się obyć bez odpowiedzi na pytanie, w jakiej mierze ten podział jest przezwyciężony. Ponieważ dwie symboliczne postacie początku XX wieku, to znaczy Piłsudskiego i Dmowskiego, stale powracają, jak dobrze wiesz. Ludzie mojego pokolenia mieli dwojaki stosunek do Dmowskiego, to znaczy albo szli za nim, albo uważali go za jednego z największych szkodników, jacy pojawili się w Polsce. Należałem do tych drugich.”[1] Z kolei w wywiadzie dla Jerzego Illgi laureat literackiej nagrody Nobla wyznał, że „Formacja inteligencji polskiej była zasadniczo pozytywistyczna i racjonalistyczna, do czego później dochodzi patriotyzm i ojczyzna, czyli wartości zbiorowe. Jest mi to najzupełniej obce.”[2]

W ocenie Miłosza to nie komunizm był systemem niszczącym Polaków, ale właśnie katolicyzm i polski nacjonalizm – „Myślę, że trzeba tutaj przypomnieć cechy polskiego katolicyzmu. Istnieje zasadnicza teoria czy też doktryna duchowieństwa polskiego – nie zawsze występuje ona w postaci jaskrawej (jaką nadał jej Jędrzej Giertych), niekiedy pojawiają się tylko jej elementy. Jest to widzenie Polski jako przedmurza katolicyzmu, atakowanego zawsze przez wrogie siły. Działały one już w XVII wieku – wówczas były to siły protestancko-masońskie, które urządziły najazd szwedzki. Zderzenie z zewnętrznym światem, spiskującym przeciwko nam, nastąpiło na Jasnej Górze, która uratowała Polskę katolicką. Później zagrażały nam siły masonerii i międzynarodowej rewolucji, które doprowadziły do rozbiorów. Monarchowie występowali jako wspólnicy tych właśnie sił, a w przyszłości podobne siły masonerii, wkrótce potem komunizmu i żydostwa, starały się zniszczyć polskość i katolicyzm. Słyszałem z ust duchownych, że Stalin i Jego Politbiuro to byli masoni, Żydzi itd.”; „Muszę powiedzieć, że jest to dziedzina, której nie rozumiem. Ten katolicyzm w Polsce….”[3] W opinii Miłosza, odrzucenie więzi z narodową wspólnotą polską dało mu siłę literackiego tworzenia, uczyniło z niego pisarza tej miary, którym nie mógłby się stać koncentrując się na polskości – „Stajemy w ten sposób przed problemem Litwy. Gdybym był typowym przedstawicielem tzw. polskiego Wilna, nie mógłbym być międzynarodowym pisarzem. Jedno drugie wyklucza. Albo-albo. Ale mam też poczucie, że w pewnym sensie zdradziłem to polskie Wilno, które było właściwie ślepe na innych, skoncentrowane na polskości. Moim zdaniem, sądząc po uniwersytecie, ogromna większość była nastrojona endecko.”[4]

Czesław Miłosz postrzegał swoją postawę jako prometejską. Zdawał sobie sprawę, że wielu Polaków uważa go za zdrajcę, ale był przekonany – i w tym podobny do Jerzego Giedroycia[5] – że w swojej twórczości dotyka kwestii najistotniejszych, których wszyscy inni boją się poruszać. Omawiając jeden ze swoich wierszy laureat nagrody Nobla wyznaje, że „To pisze Miłosz-zdrajca, ten zdrajca polszczyzny, ale gdybym nim nie był, nie mógłbym tego napisać.”; „Kiedy się odchodzi od przyjętego myślenia, myślenia ziomkowskiego – to jest zdrada. Na przykład wobec Polaków w Wilnie jestem nie bardzo w porządku.”[6] Na pytanie zaś Ireny Grudzińskiej-Gross czy w Wilnie był Polakiem, odpowiedział: „Tak, oczywiście, tyle że zbuntowanym przeciwko tej polskości.”[7]

Należy również przypomnieć, że Czesław Miłosz był pomysłodawcą i żarliwym propagatorem tez o ciasnym nacjonalizmie wileńskich Polaków. Poglądy laureata nagrody Nobla dały „elitom” III RP uzasadnienie do szkalowania Polaków na Litwie.

Z kolei do szowinizmu litewskich Bałtów podchodził poeta z sympatią, dając temu wyraz w swojej twórczości i wypowiedziach. Twierdził mianowicie, że „Ten mały naród cudem zachował swoją tożsamość. On nie miał prawa przeżyć, zachować swego języka. Powinien był skończyć tak, jak skończyli Słowianie Połabscy. I obok niego żyją Polacy, którzy mają poczucie, że są uciskani, że są obywatelami drugiej kategorii i kompletnie nie aprobują prawa Litwinów do własnego państwa, własnego języka i własnej dumy narodowej. Jednocześnie są to ci sami Polacy, którzy uznawali sowieckie prawo do panowania na Litwie.”[8]

Czesław Miłosz, zarzuca wiernym Polsce Wilniukom, którzy ofiarnie i licznie zasilali oddziały Armii Krajowej, że „uznawali sowieckie prawo do panowania na Litwie”. Przewrotność tego zarzutu obnaża fakt, że on sam był narodowym renegatem i kolaborował z sowietami.

Nie do przyjęcia jest też przypisywanie przez Miłosza Polakom zamiaru quasi-likwidacji etnicznej litewskich Bałtów[9], poprzez sugestie, że „jedynie cudem zachowali swoją tożsamość i język”. Tym bardziej, że w latach II wojny światowej Bałtowie we współpracy z hitlerowskimi Niemcami dopuścili się w Ponarach eksterminacji polskiej ludności Wileńszczyzny, a zamiar zakładania obozów koncentracyjnych dla Polaków narodził się w smetonowskiej Republice Litewskiej tuż po wkroczeniu okupacyjnych wojsk „litewskich” do Wilna w roku 1939. Wykazał to profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie Konrad Górski.

Zupełnie oderwane od realiów jest też zarzucanie przez Czesława Miłosza Polakom na Litwie postaw prosowieckich w latach dziewięćdziesiątych XX w. Należy bowiem wskazać, że od zakończenia II wojny światowej, spośród nacji zamieszkujących Litewską Socjalistyczną Republikę Sowiecką, Polacy byli narodem ludzi najsłabiej wykształconych, zajmujących najniższe pozycje w społeczeństwie, odsuniętych od podejmowania decyzji partyjno – państwowych. Narodem najmniej upartyjnionym. Wynikało to z negatywnego stosunku polskiego ludu do okupacji sowieckiej wykonywanej przez administrację litewskich Bałtów (Żmudzinów). Ponadto z wymierzonej w Polaków dyskryminacyjnej polityki Bałtów i Rosjan, dążących do osłabienia więzi narodowej Wilniuków, ich przywiązania do religii rzymskokatolickiej i polskiego patriotyzmu.

Odnośnie zaś cech szowinizmu litewskich Bałtów należy przytoczyć słowa wzmiankowanego wyżej prof. Konrada Górskiego, który w latach II wojny światowej na polecenie Biura Informacji i Propagandy Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej napisał książkę uzasadniającą polskie prawa do Wilna. Wielce wymowna jest zwłaszcza relacja Górskiego dotyczącą nastrojów wśród Bałtów w Wilnie w roku 1941, przed nadejściem Niemców – „Wszyscy tu wiedzieli, że gorliwcy komunistyczni Litwy marzą o przyjściu Niemców, jako wybawców od bolszewickiego jarzma. To marzenie miało pewną dodatkową przyczynę, a mianowicie głębokie przekonanie, że Niemcy pozwolą Litwinom pohulać z Polakami. Dzielili to marzenie nawet członkowie bolszewickiego rządu litewskiego, jak choćby litewski komisarz ludowy od spraw oświaty Venclova, z zawodu literat. Na jakiejś pijatyce, na której był obecny i polski komunistyczny poeta, Anatol Mikułko, Venclova mając już w czubie powiedział do Mikułki: Nu, jak tu przyjdą Niemcy, to my z wami poigramy, my was wszystkich wyrżniemy.”[10] W ocenie Górskiego Bałtowie zawsze prowadzili „politykę chytrości”, przyłączając się raz do Rosjan, to znów do Niemców i odwrotnie, zmieniając poglądy w zależności od koniunktury międzynarodowej, kierując się niezmiennie swoiście pojmowaną racją stanu – dążeniem do opanowania Wileńszczyzny i prześladowaniem polskości. W związku z taką oceną „narodowych poglądów litewskich” Konrad Górski stawia retoryczne pytanie: „ale może są dwie Litwy, komunistyczna i hitlerowska? – Otóż nie! Ci sami ludzie, którzy za radzieckich czasów udawali gorliwych komunistów, z chwilą wejścia Niemców zrobili się fanatycznymi hitlerowcami. Ci sami ludzie (można to udowodnić nazwiskami), którzy w radzieckiej Litwie pełnili funkcje tzw. ‘politruków’, tj. politycznych kierowników różnych instytucji, po wejściu Niemców okazali się skrajnymi nacjonalistami, już nie potrzebującymi nosić więcej przybranej maski.”[11]

Wytyczonym przez Czesława Miłosza szlakiem przypisywania Polakom szowinizmu i  ciemnoty podążyła cała chmara żerujących na Polsce oszczerców. Wywodzą się oni po części z sowieckiej agentury osadzonej w Polsce w latach 1944-48.[12] Z agenturą Miłosz po II wojnie światowej aktywnie zresztą kolaborował, zrywając z komunizmem dopiero wówczas, gdy po roku 1968 usunięto z władz partyjno-państwowych wielu zbrodniarzy stalinowskich. Dopiero wówczas komunizm ujawnił w oczach poety podobieństwo do polskiego nacjonalizmu.[13] Tematyka ta związana jest z szeroko prowadzoną kampanią podstawiania Polski i szkalowania polskości, co wymaga odrębnego omówienia.

Renegatem od polskości był Miłosz już przed II wojną światową. Pracował wówczas w Polskim Radiu w Wilnie, z którego został zwolniony po oskarżeniach o wspieranie dążeń litewskich Bałtów do przejęcia Wilna. Kiedy po 17 września 1939 r. wojska ZSSR zajęły Wilno, przekazując go litewskim Bałtom, poeta powrócił do tego miasta, przyjmując obywatelstwo Republiki Litewskiej.[14]

[uwaga – usunięto fragment tekstu – po zapoznaniu się usuń uwagę]

            Polonofobia Czesława Miłosza, za którą – bo  przecież nie za mierne historyjki – nagrodzony został nagrodą Nobla, stała się nowym sztandarem ideowym wrogów polskości. Jego słowa: „Jest ONR-u spadkobiercą Partia” (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza), utożsamiające realny socjalizm z lat 1956-1989 z polskim przedwojennym nacjonalizmem pozwoliły neoluksemburgistom III RP na nowo uzasadnić ideologię walki z polskością, realizowaną uprzednio przez luksemburgistów[15] w latach 1944-1956. Uzasadnieniem walki z polskością jest odtąd nie wprowadzenie komunizmu, ale „wartości europejskich”.


[1] Pamięć ran. Z Czesławem Miłoszem rozmawia Jerzy Turowicz, „Tygodnik Powszechny”, 1981, nr 3.

[2] Wywiad Jerzego Illga: Grozi nam płaskość i wulgarność. „Apokryf”, nr 9, czerwiec 1996 – dodatek do „Tygodnika Powszechnego”.

[3] Tamże.

[4] Tamże.

[5] Więcej na temat Jerzego Giedroycia w tekście Kapitulanctwo Jerzego Giedroycia.

[6] Z dalekiego kontynentu. Wywiad Adama Michnika i Ireny Grudzińskiej-Gross, „Gazeta Wyborcza” nr 150. 1996.06.29.

[7] Tamże.

[8] Tamże.

[9] Pojęcia: „Litwin”, „litewski Bałt”, „litewski” zostały wyjaśnione w tekście Wileńszczyzny drogi kraj.

[10] K. Górski, Divide et impera, Białystok 1995, s. 448.

[11] Tamże, s. 449.

[12] A. Pawełczyńska, O istocie narodowej tożsamości, Lublin 2010, s. 262.

[13] F. Memches, Konserwatysta i prostak, „Nowe Państwo” nr 3/2008 r., s. 32

[14] L. Kucia, Życiorys Czesława Miłosza, http://www.kul.lublin.pl/art_11971.html  z 3.01.2009 r.; zob. też Czesław Miłosz 1911-2004 – kalendarium życia. Oprac. A. Pierzchała, M. Kuc, „Gazeta Wyborcza” z 9.03.2004 r.

[15] Luksemburgistami, od nazwiska ich głównego ideologa Róży Luksemburg (właśc. Rozalia Luxenburg), nazywamy wewnętrznych wrogów Państwa Polskiego, skupionych przez II wojną światową w szczególności w Komunistycznej Partii Polski i innych ekspozyturach Kominternu, a następnie w Polskiej Partii Robotniczej. Zob. też

http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCa_Luksemburg

http://zygmuntbialas.salon24.pl/249669,to-roza-luksemburg-wymyslila-unie-europejska

Share Button

Artykuły, które mogą Cię zainteresować:


Litwomani
Czesław Podlidecki – Litwomani – kolejny artykuł w cyklu „Separatyści w Polsce w XIX i XX w. na przykładzie Wielkiego Księstwa Litewskiego”


Białorusini to nie Litwini.
Czesław Podlidecki: Białorusini to nie Litwini. Walka z polskością pod sztandarami zachodniorusizmu i białoruskiego odrodzenia narodowego.


Jak przeciwdziałać globalistycznej wizji idei jagiellońskiej?
Rząd światowy popiera ideę jagiellońską dlatego, bo wykorzystuje ją dla własnych celów. Czyni to wbrew naszemu interesowi narodowemu, który wymaga wd…


Wileńszczyzny drogi kraj
Czesław Podlidecki: „Wileńszczyzny drogi kraj”