Paraliżuje nas lęk

Share Button

Mówi się, że każdy naród ma takich przywódców na jakich zasługuje. Czesi mają Vaclava Havla i Vaclava Klausa, Węgrzy Viktora Orbana a my TW Bolka, Aleksandra Kwaśniewskiego, Bronisława Geremka i innych wywodzących się ze stalinizmu.

Nic nie możemy zrobić? A czy coś robimy? Czy zbieraliśmy podpisy w obronie Telewizji Trwam? Czy byliśmy przed Sejmem aby razem z „Solidarnością” protestować przeciwko pracy aż do śmierci (Arbeit macht frei)? Prawdopodobnie wielu z nas nie było. Nie znaczy to oczywiście, że nie solidaryzujemy się z podjętą czy podejmowanymi akcjami, tyle że nasze w nich uczestnictwo odbywa się za pośrednictwem mediów i sprowadza się do pomstowania przed telewizorem w kapciach. Usprawiedliwiliśmy się prawdopodobnie brakiem czasu.

            Rzeczywistość nasza w istocie jest taka, że każdy dzień wypełniony jest szeregiem obowiązków, z realizacją których trudno nadążyć. Co jednak będzie jeśli nie zdążymy z wypełnieniem obowiązków patriotycznych? Czy usprawiedliwienie brakiem czasu będzie wystarczające, gdy odebrane nam zostanie prawo do samostanowienia? Historia naszej Ojczyzny pokazuje, że jego odzyskiwanie jest długotrwałe, bardzo kosztowne i nie zawsze skuteczne. Nasze nieznajdowanie czasu na sprawy dobra wspólnego to zielone światło dla tych, którzy chętnie dobro wspólne wszystkich Polaków zamienią na partykularny interes, wystawiając gospodarkę narodową na sprzedaż, a wartości narodowe na sponiewieranie.

Jeśli więc brakuje nam czasu, to czasu na refleksję o tym, przed jakże ważnymi kwestiami staje nasze pokolenie.

            Wydaje się ponadto, że bardzo często przyczyną naszej bierności w sprawach społecznych  jest  lęk. I choć Ojczyzna nasza jest deklaratywnie wolna, to jej obywatele pozostają w dużej mierze zniewoleni lękiem (podkreślmy, że nie mamy tu na myśli strachu wpisanego w ludzką naturę i koniecznego do przetrwania, lecz stan szkodliwy dla realizacji interesów człowieka). Człowiek zalękniony działa wbrew swojemu interesowi, wycofując się z współuczestnictwa w życiu społecznym (apatia) lub prezentując postawy agresywne (przypomnijmy ekscesy pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu lub zabójstwo w biurze poselskim Janusza Wojciechowskiego). Czasami boimy się, że jak pójdziemy protestować, to ktoś zrobi nam zdjęcie, które trafi w niepowołane ręce i stracimy pracę, więc (o ironio!) zgodnie z założeniami rządzących, mamy gwarancję pracy aż do śmierci. Wyobrażamy sobie jedynie negatywne konsekwencje naszej osobistej aktywności, a gdy chodzi o konsekwencje naszej bierności dla Ojczyzny i Narodu, to zakładamy, że nie jest aż tak źle (coś w rodzaju: „Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie”). Nie chcemy dostrzec celowego rozbijania i niszczenia Narodu Polskiego. Wolimy myśleć, że najgłębsze różnice kulturowe, które dzielą Polaków-katolików od polskojęzycznych liberałów – Europejczyków są tylko wyrazem pluralizmu poglądów w obrębie jednego narodu.

            Chcemy mieć choć namiastkę bezpieczeństwa, a tymczasem nasze państwo, a tym samym każdy obywatel z osobna, traci to bezpieczeństwo. Pragniemy mieć święty spokój, a dany nam jest spokój jak najdalszy od świętości (likwidacja krzyży z przestrzeni publicznej, ataki na wiarę i Kościół rzymskokatolicki). Zakładamy, że walka o prawa obywatelskie jest atrybutem elit, a przecież elity narodu zostały eksterminowane i w tej sytuacji obowiązki ojczyźniane przeszły na nas.

            Często bywa tak, że myśl o aktywności obywatelskiej odsuwamy na później, gdy ustabilizujemy swoją sytuację zawodową i materialną. Tymczasem jeśli nie uda nam się zmienić systemu wyzysku ekonomicznego (konieczne jest nasze uczestnictwo w życiu Narodu), to założony cel nie będzie mógł zostać osiągnięty, gdyż zabieganie o dobra materialne pozostanie drogą bez końca.

Lękamy się nie rzeczywistych konsekwencji naszych działań, ale swoich myśli, wyobrażeń tych konsekwencji i dlatego nie jesteśmy w stanie powiedzieć farbowanym „elitom” NIE.

            Postawy lękowe są skutkiem codziennie przyjmowanych dawek propagandy medialnej, która wszelkie oddolne obywatelskie inicjatywy ośmiesza, lekceważy i poniża. Działania te skutecznie obniżają samoocenę jednostek i tworzonego przez nie narodu.  Jak się przed tym bronić? W sposób bardzo prosty – wyrzucając telewizor na śmietnik. Łatwiej będzie nam pokonać lęk i racjonalnie oceniać otaczającą nas rzeczywistość kiedy przestaniemy słuchać kłamstw mainstreamowych mediów, będących tubą propagandową narzuconych nam „elit”.

Share Button