Bitwa o pamięć

Share Button

Dany naród może mieć tylko jedną wspólną pamięć, gdyż to pamięć buduje tożsamość. Sytuacja gdy ta sama zbiorowość etniczno-językowa posiada dwie lub więcej wykluczających się wersji pamięci, prowadzi do rozbicia tej społeczności na wrogie sobie wspólnoty. Dojść też musi wówczas niechybnie do konfrontacji pomiędzy tymi grupami, jako że jest to sytuacja niemożliwa do zaakceptowania przez żadną z owych, zamieszkujących to samo terytorium, zbiorowości.

            Polska pamięć zbiorowa, zanim osiągnęła znaną nam współcześnie treść, kształtowała się przez kilkaset lat, dzięki pracy takich narodowych dziejopisarzy jak: Wincenty Kadłubek (ur. ok. 1160 zm. 1223), Jan Długosz (1415-1480), Marcin Kromer (1512-1589), Adam Naruszewicz (1733-1796), Joachim Lelewel (1786-1861), Tadeusz Korzon (1839-1918), Michał Bobrzyński (1849-1935), Feliks Koneczny (1862-1949), Szymon Askenazy (1866-1935), Władysław Konopczyński (1880-1952), Paweł Jasienica (1909-1970), czy też Janusz Tazbir (ur. 1927).

            Pierwszym poważnym zagrożeniem rozbicia polskiej pamięci zbiorowej było pozbawienie naszego Kraju państwowości w XIX wieku, kiedy silne stały się: prąd słowianofilski, a także trójlojalność wobec Rosji, Prus i Austrii.

Jednak to II połowa XX w. przyniosła Polsce takie zmiany polityczne, że wiele obszarów historii Narodu stało się tematami tabu, „białymi plamami”. Dotyczyło to zwłaszcza konfrontacji polsko-bolszewickiej, antagonizmu polsko-żydowskiego i represji komunistycznych w Polsce.

Trzeba jednak gwoli sprawiedliwości wskazać, że poza wycięciem z polskiej pamięci zbiorowej poszczególnych połaci ojczystych dziejów i zniekształceniem, na potrzeby oficjalnej przyjaźni, XX-wiecznych stosunków polsko-sowieckich, okupanci bolszewiccy nie posunęli się do narzucenia naszemu Narodowi całkowicie odrębnej wizji historii od tej stworzonej przez autentycznie polskich historyków. Taką reinterpretacją historii kraju nad Wisłą mogło być jej ujęcie jako pasma zmagań ludu pracującego z polskim „antysemityzmem”, „nacjonalizmem” i „faszyzmem”. Pomimo silnych tendencji do zniekształcenia dziejów Polski przez pryzmat marksizmu, komuniści nie odważyli się jednak na frontalny atak na polską pamięć narodową. Decydującą w tej mierze przeszkodą był mocny w II poł. XX w. polski patriotyzm, ukształtowany w okresie międzywojennym i pozycja Kościoła rzymskokatolickiego.

            Bój o polską pamięć wszedł w kolejną, decydującą fazę po roku 1989, kiedy „elity” III RP rozpoczęły przekształcanie kulturowe Polaków w „Europejczyków”.

Znaczna część okrągłostołowej „opozycji” jedynie deklarowała, iż stanowi polski ruch antykomunistyczny, w istocie prowadząc walkę frakcyjną o wpływy w obozie marksistowskim. Ich „antykomunizm” polegał na sporze z tymi komunistami, którzy materializm dialektyczny usiłowałli połączyć z polską pamięcią historyczną.[1] Nie podobało się to działaczom i spadkobiercom b. Komunistycznej Partii Polski (frakcji puławian złożonej głównie z osób pochodzenia żydowskiego).[2]

Przypisanie komunizmowi budowanemu m.in. przez Władysława Gomułkę (I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w latach 1956-1970), Edwarda Gierka (I sekretarza PZPR w latach 1970-1980) czy gen. Wojciecha Jaruzelskiego cech nacjonalistycznych pozwoliło „elitom” III RP zrównać komunizm z polskim „nacjonalizmem”, pomimo, że ruch narodowy w Polsce został doszczętnie wytępiony właśnie przez stalinowców. Odrzucenie zaś w 1989 r. przez Polaków komunizmu zostało przez puławian wyzyskane do dokonania zamachu na polskość i zastąpienia wzorca Polaka-patrioty wyzutym z polskości Europejczykiem (homo europeaniensis), bliźniakiem „internacjonalistycznego” człowieka sowieckiego (homo sovieticus). W ten sposób nastąpił w naszym Kraju powrót do ideologii i haseł znanych Polakom z lat stalinizmu 1944-1956.

            Uderzenie w polskość przez potomków i naśladowców stalinowców, którzy po Okrągłym Stole licznie objęli stery władzy w naszym Kraju, wpisuje się w ich tradycję i dziwić nie może. Oryginalne jest natomiast współczesne uzasadnienie potrzeby wyzucia Polaków z tożsamości.

Jak twierdzą postkolonialne „elity” w naszym Kraju, pozwoli to dokonać modernizacji polskiego społeczeństwa. W ich ocenie tradycyjne wartości, takie jak tożsamość narodowa i wiara chrześcijańska, utrudniają przeprowadzenie w Polsce przemian cywilizacyjnych niezbędnych do polepszenia tzw. jakości życia[3]. Tak rozumiana modernizacja nie oznacza wszelako wdrożenia nowoczesnych rozwiązać infrastrukturalnych i podwyższenia poziomu konsumpcji. Chodzi w niej przede wszystkim o przebudowę kulturową społeczeństwa w duchu ideologii lewackiej. Skądinąd zaś daje się społeczeństwu do zrozumienia, że bez wdrożenia europejskich „wartości” będziemy krajem izolowanym w ramach UE, co negatywnie wpłynie na poziom pozyskiwania przez nasz Kraj środków z budżetu Unii.[4]

Sytuacja stała się dla potomków i naśladowców Komunistycznej Partii Polski wybitnie sprzyjająca, gdy na przełomie XX i XXI wieku ożywiła się w Europie dyskusja o potrzebie budowy ponadnarodowej tożsamości Europejczyków, koniecznej dla utrwalenia procesów integracyjnych na starym kontynencie. Niemniej, po upływie zaledwie dekady, okazało się, że elity wszystkich pozostałych, poza Polską, państw Unii Europejskiej nie dają jednoznacznej zgody na porzucenie swoich pamięci narodowych w imię tożsamości „ogólnoeuropejskiej”.

Niemożność zaimplementowania projektu człowieka internacjonalnego w ramach instytucjonalnych UE nie powstrzymała jednak „elit” III RP od zacierania podstaw tożsamości narodowej Polaków. Z uwagi bowiem na swój rodowód, jak też sprzeczne z polską racją stanu interesy, nie mogły one zaakceptować, aby wspólnota polska rozwijała się analogicznie jak np. społeczeństwo niemieckie czy francuskie, tj. poprzez kultywowanie pamięci własnego narodu. Konieczne stało się wdrożenie na Polakach polityki wstydu.

            Polska pamięć zbiorowa, generująca uczucie dumy narodowej i usposabiająca Polaków do obrony wartości narodowych i katolickich, była istotnym zagrożeniem pozycji postkolonialnych „elit”. Musiała być więc przez nie odrzucona jako „nacjonalistyczna” i „faszystowska”.

            Trzonem nowej pamięci Polaków ma być ideologia holokaustu, a wyśmiewana i obrzydzana martyrologia Narodu Polskiego zostanie ostatecznie z podręczników historii wykreślona. Polacy mają odtąd stać się narodem sprawców, w szczególności winnych ludobójstwa Żydów. Ponieważ zaś taka nasza rola w II wojnie światowej musi być teorią spójną, nowa pamięć nie może dopuszczać, aby Polacy, będący katami ludu Izraela, czuli się jednocześnie ofiarami zbrodni niemieckiego nazizmu, żydowskiego w znacznej mierze bolszewizmu, oraz ukraińskiego i żmudzkiego szowinizmu. Dlatego też pamięć zbiorowa narzucana nam przez „elity” III RP nie tylko uwalnia te etnosy i ideologie od odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na Narodzie Polskim[5], ale to Polaków czyni odpowiedzialnymi za nasze rzekome przeciwko nim przestępstwa. W ramach tej strategii polską zbrodnią ma być np. Akcja „Wisła”, mimo że wysiedlenie ludności ukraińskiej z Podkarpacia było efektem uprzedniego ludobójstwa Polaków dokonanego przez Ukraińską Powstańczą Armię i miało na celu zlikwidowanie zaplecza band UPA.

Polacy mają też odpowiadać za zorganizowanie obozów, w których po II wojnie światowej przetrzymywano ludność pochodzenia niemieckiego i śląskiego, pomimo, że Polska znajdowała się wówczas pod okupacją sowiecką i w żaden sposób nie mogła sprzeciwić się tworzeniu przez bolszewików takich więzień, tak jak nie była w stanie przeciwstawić się represjonowaniu setek tysięcy Polaków. To samo odnieść również należy do założonych przez Niemców na okupowanych ziemiach polskich niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych, które obecnie przedstawiane są jako „polskie” obozy koncentracyjne.

            „Elity” III RP prowadzą wobec Polaków politykę historyczną przychylną wrogim nam szowinizmom. Taka ocena chyba najbardziej adekwatnie ujmuje niechęć owych „elit” do martyrologii Narodu Polskiego, przy równoczesnym poparciu dla takiej interpretacji konfliktów: polsko-żydowskiego, polsko-sowieckiego, polsko-niemieckiego, polsko-ukraińskiego i polsko-żmudzkiego, która negatywnie ocenia prawie wyłącznie działania Polaków, a zbrodnie dokonane na naszych rodakach przez przedstawicieli owych narodów usprawiedliwia. O złej woli „elit” III RP wobec racji polskich świadczy też to, iż są one głuche na skargi, że politykę historyczną w III RP prowadzi się niewłaściwie i że bezpodstawnie pomniejsza się ilość i znaczenie polskich strat ludnościowych w latach II wojny światowej na rzecz ofiar żydowskich[6]. Tylko też alergia na polskość może być przyczyną zaniechania utrwalania relacji świadków ostatniej wojny czy też ustalania imiennych list ofiar.[7]

Jak też inaczej, niż zdradą polskiej racji stanu, trzeba by nazwać gotowość „elit” III RP do ciągłego przepraszania w naszym imieniu Ukraińców za Akcję „Wisła”, przy jednoczesnej wyrozumiałości dla antypolskiego faszyzmu na Ukrainie.[8]

Jest to to samo narzędzie, którym „elity” III RP posłużyły się do rozstrzygnięcia na niekorzyść Polaków sprawy Jedwabnego 1941 r. oraz kieleckiego pogromu Żydów w 1946 r. Również bowiem w tamtych przypadkach można wątpić w dobrą wolę „elit” III RP w przypisaniu odpowiedzialności Polakom.[9]

O wspólnocie interesów „elit” III RP z ukraińskim i żmudzkim szowinizmem świadczy też to, że masowe mordy ludności polskiej przez Ukraińską Powstańczą Armię na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-45, jak też ludobójstwo dokonane przez policję żmudzką w podwileńskich Ponarach w latach 1941-1944, stają się w kanonie nowej historiografii Polski mało znaczącymi epizodami, natychmiast usprawiedliwianymi reakcją na polski „nacjonalizm”, czyhający na tożsamość i „terytoria etniczne” Ukraińców i Żmudzinów.[10]

            W toczącej się walce o pamięć „elity” III RP przedstawiają Polaków jako aktywnych uczestników mordowania Żydów w latach II wojny światowej, których stalinowski aparat terroru jakby zasadnie za to ukarał w latach 1944-1956, żywym ogniem wypalając polski „antysemityzm” i „nacjonalizm”. Co więcej, postbolszewicy usiłują złożyć na karb rzekomego polskiego „antysemityzmu” odpowiedzialność za skutek wewnątrzpartyjnych rozgrywek frakcyjnych w PZPR w latach 1956-1968, w wyniku których część skompromitowanych funkcjonariuszy stalinowskiego aparatu została usunięta z wysokich stanowisk państwowych i wyemigrowała z PRL do krajów zapewniających im bezkarność, takich jak Izrael, Wielka Brytania czy Szwecja.

We współczesnej Polsce mamy zatem dwie nie dające się ze sobą pogodzić wizje polskiej pamięci zbiorowej, co dotyczy w szczególności historii najnowszej i II wojny światowej.

Pierwszą wizję prezentują polskie elity narodowe. Jest to pamięć o Polsce dumnej i sprawiedliwej, rycerskiej obrończyni wiary chrześcijańskiej oraz niesionych przez nią wartości, o Kraju zbrodniczo niszczonym przez niemieckich i sowieckich okupantów wraz z ich kolaborantami.

Z kolei druga wersja pamięci nie została stworzona przez Polaków, lecz do nich zaadresowana. Ma na celu zohydzenie polskiej pamięci narodowej i zburzenie dotychczasowej tożsamości. W ramach tej wizji pamięci zbiorowej, Polacy to przede wszystkim „antysemici” odpowiedzialni za holokaust, a uprzednio za getto ławkowe na uniwersytetach. Polska historia to źródło hańby i wstydu, nietolerancji i ksenofobii. To obszar krzywd wielu narodów wspólnie z nami lub obok nas zamieszkujących. Polacy mają bowiem na rękach krew nie tylko żydowską, ale także rosyjską, śląską, a pewnie i niemiecką. Ponadto w zwyczaju Polaków jest stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, czego wymownym przykładem była przywoływana już wyżej Akcja ‘Wisła”.

W owej polityce historycznej chodzi zapewne o to, aby „elity” III RP oderwały lud katolicki od cywilizacji polskiej i, po wykorzenieniu, ukształtowały wedle własnych potrzeb kulturowych.

Polityka historyczna oczerniania Polski i Polaków wynika też niewątpliwie ze zrozumiałego lęku „elit” III RP przed zdemaskowaniem ich pochodzenia i rozliczeniem za współdziałanie z sowietami.

            Trudno nie oburzać się na taką działalność „elit”. Należy jednakże mieć na uwadze, że w boju o pamięć to nie emocje odgrywają kluczową rolę, ale nasze faktyczne zaangażowanie w promocję polskości i historii ojczystej. Od tego zaś, którą wizję pamięci Polacy wybiorą zależy, czy odbudują oni swoje elity narodowe i nadal będą tworzyć ukształtowany na przestrzeni wieków Naród Polski, osadzony w cywilizacji łacińskiej, czy też staną się jedynym w Europie społeczeństwem ujarzmionym i wynarodowionym, ludem podporządkowanym „elitom”, których zamiary wobec Polski definiuje ich wrogość do polskich „antysemitów”.


[1] Frakcja natolińczyków, o której mowa, domagała się także indywidualnej odpowiedzialności za zbrodnie stalinowskie.

[2] Puławianie stanowili w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej grupę odrzucającą polską tradycję narodową i kierującą się „internacjonalizmem”.  Wielu z nich zostało usuniętych z PZPR w roku 1968.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Komunistyczna_Partia_Polski

[4] Jeżeli argument ten byłby prawdziwy, to należałoby go rozpatrywać na płaszczyźnie odpowiedzialności „elit” III RP za bezwarunkowe przyłączenie Polski do międzynarodowej struktury o obcych nam wartościach kulturowych i zmiennych, pod dyktando silniejszych, regułach uczestnictwa.

[5] Symbolami zbrodni popełnionych na Polakach przez Niemców są m.in.: Operacja Tannenberg, Koncentration Lager Auschwitz, Koncentration Lager Warschau, Nadzwyczajna Akcja Pacyfikacyjna (Ausserordentliche Befriedungsaktion – AB), Akcja Inteligencja (Inteligenzaktion na Pomorzu, Inteligenzaktion Posen, Schlesien, Masovien, mord na inteligencji krzemienieckiej, Sonderaktion Krakau, Tschenstochau, Bürgerbräukeller, Lublin, mord profesorów lwowskich, czy też mord w Czarnym Lesie w pobliżu Stanisławowa). Z kolei symbolami antypolskiego ludobójstwa sowietów są: Katyń, Charków i Twer, Operacja polska NKWD z 1937 r. (Kuropaty, Bykownia), obozy pracy przymusowej – GUŁag (Kołyma, Magadan, Wyspy Sołowieckie), egzekucja obrońców Grodna z 1939 r., masakry więzienne NKWD 1941 r. na tzw. Zachodniej Białorusi i tzw. Zachodniej Ukrainie (Lwów, Łuck, Wilno, Złoczów, Dubno, Prowieniszki, Drohobycz, Borysław, Czortków, Berezwecz, Sambor, Oleszyce, Nadwórna, Brzeżany) a także w Mińsku, Orle i Winnicy, w końcu zaś obława augustowska z 1945 r. Ludobójstwo dokonane przez Ukraińców dotyczy Wołynia i w Małopolski Wschodniej, a symbolem rzezi na Polakach popełnionej przez Żmudzinów są Ponary.

[6] Przykładem takiej polityki historycznej jest wydanie za publiczne pieniądze książki Moniki Tomkiewicz Zbrodnia w Ponarach 1941-1944, Warszawa 2008, której autorka twierdzi, że na ok. 100 tys. ofiar ludobójstwa w Ponarach, przytłaczającą większość stanowili Żydzi, a Polaków zginęło tam jedynie około 2 tysięcy. W ocenie bowiem Heleny Pasierbskiej, współpracowniczki Armii Krajowej, więzionej na Łukiszkach, od zakończenia wojny zajmującej się sprawą Ponar, autorki pierwszych prac o tej zbrodni i założycielki stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”, skala zamordowanych Polaków jest o wiele większa, wynosi kilkanaście tysięcy. Również polski historyk Piotr Szubarczyk uważa że liczba rozstrzelanych tam Polaków sięga 20 tysięcy. http://trybunalscy.pl/node/1917

Kolejnym przykładem pomniejszania strat polskich jest wieloletnie negowanie istnienia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego dla Polaków KL Warschau, którego funkcjonowanie wykazało śledztwo prowadzone przez sędzię Marię Trzcińską z Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Istnienie KL Warschau potwierdziła niedawno strona niemiecka, emitując znaczek pocztowy upamiętniający ów obóz zagłady.Sędzia Trzcińska twierdzi, że „Mordując po 400 osób na dobę, hitlerowcy zlikwidowali w ciągu dwóch lat funkcjonowania obozu co najmniej 200 tys. mieszkańców Warszawy.” http://www.wychowawca.pl/miesiecznik/04_136/07.htm

Maria Trzcińska w taki oto sposób wyjaśnia przyczynę utrzymywania w tajemnicy prawdy o wymordowaniu w KL Warschau 200 tys. osób: „Już w 1945 r. w obiektach pohitlerowskiego KL Warschau zorganizowano obóz pracy NKWD, który był miejscem izolacji i eksterminacji żołnierzy AK i polskiej inteligencji, sprzeciwiających się sowietyzacji Polski (…). Przyjęto więc kierunek stopniowego wyciszania KL Warschau, aż do całkowitego zanegowania jego istnienia. Zaś ofiary tego obozu, około 100 tys. osób wliczono do strat Powstania Warszawskiego, a drugie 100 tys. łączono z gettem (…)”. http://www.polwen.pl/idk-27/oboz_zaglady_w_centrum_warszawy_kl-warschau

Ustalenia sędzi Trzcińskiej są kwestionowane m.in. przez Instytut Pamięci Narodowej. W ocenie Bogusława Kopki pełna liczba śmiertelnych ofiar KL Warschau mogła sięgać jedynie 20 000 osób i że nie byli to głównie Polacy, lecz zazwyczaj Żydzi przywożeni tak z Warszawy i okolic, jak też z różnych państw Europy. (B. Kopka, Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa, Warszawa: Instytut Pamięci Narodowej 2007, s. 16 i 120)

Podawaną przez Marię Trzcińską liczbę ofiar KL Warschau kwestionuje również dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski argumentując, że niemożliwym było wymordowanie w ciągu trzech lat setek tysięcy warszawiaków i nie pozostawienie śladów. Odmówił on też promocji w kierowanym przez siebie Muzeum książki Marii Trzcińskiej Obóz zagłady w centrum Warszawy KL-Warschau, Radom 2002.

Dla porównania należy wskazać, że podważanie ilości ofiar ludobójstwa Żydów ścigane jest jako „kłamstwo oświęcimskie”. O sile rażenia tego zarzutu przekonał się historyk z Uniwersytetu Opolskiego dr Dariusz Ratajczak, z tego powodu zaszczuty, a następnie prawdopodobnie zamordowany. http://www.bibula.com/?p=22973

[7] Zjawisko to jest szczególnie wyraziste na przykładzie Warszawy, w której nie sporządzono imiennego bilansu strat ludnościowych w II wojnie światowej, a równocześnie przez niemal dwie dekady po Okrągłym Stole brakowało woli upamiętnienia powstania warszawskiego. Dopiero Lech Kaczyński jako Prezydent Warszawy, otwierając muzeum poświęcone temu wydarzeniu, przypomniał światowej opinii publicznej, że powstanie warszawskie nie było czynem zbrojnym Żydów w gettcie warszawskim, jak na Zachodzie dotąd sądzono, ale zrywem niepodległościowym Narodu Polskiego.

[8] Jak twierdzą „elity” III RP, szowinizm ukraiński, tzn. integralny nacjonalizm ukraiński (określany jednak przez byłych sowieckich kolaborantów jako zwykły nacjonalizm, tj. miłość do własnego narodu), jest konieczny do wykreowania tożsamości ukraińskiej, odrębnej od rosyjskiej, i żeby Ukraina nie stała się z powrotem częścią imperium rosyjskiego. Argumentują one również, że kult Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii jest jednym z nielicznych przejawów własnej pamięci Ukraińców i dlatego Polacy nie powinni oburzać się na stawianie na zachodniej Ukrainie pomników takim ludobójcom jak Stepan Bandera http://pl.wikipedia.org/wiki/Stepan_Bandera czy Roman Szuchewycz ps. Taras Czupryka http://pl.wikipedia.org/wiki/Roman_Szuchewycz

http://solidarni2010.pl/576-ukrainski-faszyzm.html?PHPSESSID=dbb9754981c5cc998ee336bb413749bf

http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/page66.php

Por.  http://www.lwow.home.pl/semper/rola-upa.html

[9] Prof. Krystyna Kersten wyraziła przekonanie, że pogrom kielecki został celowo zainspirowany przez Urząd Bezpieczeństwa, aby odwrócić uwagę opinii zagranicznej od sfałszowania odbywającego się bezpośrednio wcześniej referendum (które odbyło się pięć dni wcześniej), jak i sprawy Katynia na procesie norymberskim. Argumentem przemawiającym za tą hipotezą jest fakt przebywania w Kielcach na przełomie lat 1945 i 1946 Michaiła Aleksandrowicza Diomina, wysokiego rangą oficera NKWD odpowiedzialnego za akcje specjalne oraz fakt, że tego samego dnia (4 lipca) rozpoczęło się prezentowanie na posiedzeniu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze, podczas procesu najwyższych rangą zbrodniarzy nazistowskich, dowodów w sprawie zbrodni katyńskiej, niekorzystnych dla ZSRR. (K. Kersten, Kielce-4 lipca 1946 [w:] Tygodnik Solidarność 4 grudnia 1981.

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski twierdzi natomiast, że pogrom kielecki był tylko jednym ogniwem, w łańcuchu zbrodni sowieckich i syjonistycznych, mających na celu „stymulowanie” masowego wyjazdu Żydów do Izraela, w czasie tworzenia tego państwa.

http://www.owp.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=39&Itemid=12

Takie samo źródło pogromu wskazuje raport biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, wręczony zaraz po wydarzeniu ambasadorowi USA. Raport sugeruje, że: „Z tego postanowiły skorzystać pewne komunistyczne czynniki żydowskie w porozumieniu z opanowanym przez siebie Urzędem Bezpieczeństwa, aby wywołać pogrom, który by dało się potem rozgłosić jako dowód potrzeby emigracji Żydów do własnego kraju, jako dowód opanowania społeczeństwa polskiego przez antysemityzm i faszyzm i wreszcie jako dowód reakcyjności Kościoła (…)” (Łukasz Kamiński, Jan Żaryn (red.), Wokół pogromu kieleckiego, t. 1, Warszawa: IPN 2006, s. 185-201)

Natomiast Kardynał August Hlond w oświadczeniu przekazanym dziennikarzom 11 lipca 1946 r pisał, że „Przebieg nieszczęsnych i ubolewania godnych wypadków kieleckich wykazuje, że nie można ich przypisać rasizmowi. Wyrosły one na podłożu całkiem odmiennym, bolesnym a tragicznym. (…)” Stwierdził także, iż za zepsucie się wcześniejszego dobrego stosunku Polaków do Żydów „w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi, stojący w Polsce na przodujących stanowiskach w życiu państwowym a dążący do narzucenia form ustrojowych, których ogromna większość narodu nie chce.(…)”. http://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_kielecki 

Odnośnie natomiast sprawy Jedwabnego, to wiarygodna, w kontekście historycznym, wydaje się relacja księdza Edwarda Orłowskiego, który miał bardzo szczegółowe informacje o przebiegu mordu na Żydach od ks. Józefa Kęblińskiego, w czasie wojny wikariusza jedwabieńskiej parafii. Ksiadz Kębliński zaświadczył mianowicie, że stosunki polsko-żydowskie w Jedwabnem zostały zaognione współpracą miejscowych Żydów z sowieckim NKWD w latach 1939-1941, szpiegowaniem przez nich uczestników polskiego ruchu oporu z powiatów łomżyńskiego, białostockiego i augustowskiego oraz denuncjowaniem ich okupantowi. Ks. Józef Kębliński przekazał też świadectwo, iż to uzbrojeni Niemcy spędzili Żydów do stodoły w Jedwabnem. Nie mogliby tego uczynić Polacy, albowiem Niemcy nie zgodzili się dać broni nawet Karolakowi, agentowi niemieckiemu, którego mianowali burmistrzem. Rola Polaków w mordzie polegała na tym, że byli oni zmuszeni do pilnowania Żydów pod groźbą utraty życia.

http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/04/17/jedwabne-oszczerstwo-i-haniebne-przeprosiny/

http://web.archive.org/web/20120709100458/http://www.naszawitryna.pl:80/jedwabne_426.html

http://web.archive.org/web/20101127100841/http://naszawitryna.pl/jedwabne_889.html

[10] Taka zależność dotyczy w szczególności Akcji „Wisła”, pomimo że przyczyną wysiedleń Ukraińców z Podkarpacia były działania Ukraińskiej Powstańczej Armii, a nie odwrotnie: wysiedlenia tej ludności powodem aktywności zbrodniarzy z UPA.

Share Button

Artykuły, które mogą Cię zainteresować:


Źródła suwerenności w Polsce
Wiele wskazuje zatem na to, że Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe w zamian za zgodę i pomoc Zachodu, zwłaszcza Berlina, na sprawowanie…


Syryjska pułapka
Paweł Pomorski:
Presji Unii Europejskiej w kwestii przyjęcia przez Polskę imigrantów z Syrii warto przyjrzeć się z perspektywy takiej, że mają oni w …


Pomiędzy młotem globalizmu a kowadłem watykańskiego uniwersalizmu
Watykan mógłby ze zrozumieniem podchodzić nie tylko wobec potrzeb muzułmańskich imigrantów, skądinąd głównie ekonomicznych i niezwykle brutalnych, ale…


Chrześcijanie Europy – zapraszamy do Polski
Paweł Pomorski: W tolerancjonistycznej Unii Europejskiej brakuje tolerancji dla chrześcijan. Nie ma w niej też wolności, ani demokracji, choć na wolno…