Recenzja książki L. Żebrowski, Mity przeciwko Polsce. Żydzi. Polacy. Komunizm. 1939-2012.

Share Button

„Mity przeciwko Polsce. Żydzi. Polacy. Komunizm. 1939-2012”. – książka Leszka Żebrowskiego, którą każdy Polak przeczytać powinien

 

Leszek Żebrowski, znany publicysta, z zamiłowania historyk, z wykształcenia ekonomista, autor licznych publikacji i artykułów publikowanych m. In. w „Naszym Dzienniku” i „Naszej Polsce”. Do księgarń pod koniec 2012r. trafiła jego najnowsza książka „Mity przeciwko Polsce. Żydzi. Polacy. Komunizm. 1939-2012”. Książka Żebrowskiego to antidotum na różne „Pokłosia” i odważny krok w stronę zapisu zbrodni żydowskich popełnianych na Polakach w czasie II wojny światowej oraz po jej zakończeniu — w okresie stalinizmu — przez funkcjonariuszy NKWD czy „polskiej” bezpieki. Wstępem opatrzył książkę Marek Jan Chodakiewicz. Najnowsza książka Żebrowskiego ukazała się jako drugi tom Biblioteki „Naszej Polski”.

Książka składa się z trzech rozdziałów po kolei traktujących o okresach II Wojny Światowej – tu autor bez taryfy ulgowej odnosi się do różnych aspektów aktywności Żydów, do PRL i III RP – tematy w dwóch ostatnich przeplatają się wzajemnie, ponieważ poświęcone są „elitom” III RP i kłamstwom pismaków, ze szczególnym uwzględnieniem GW.

Jest to wybór artykułów publicystycznych z zakresu najnowszej historii Polski oraz polityki z ostatnich kilkunastu lat, zamieszczanych w tygodniku „Nasza Polska”. Upływ czasu nie spowodował ich dezaktualizacji, wprost przeciwnie – dziś, bowiem teksty te, nabierają dodatkowej mocy, dotykając najbardziej drażliwych spraw. Dotyczą one szeroko pojętych zagadnień polsko-żydowskich i dziejów komuny w Polsce w okresie II wojny światowej a także w tzw. Polsce Ludowej. Są też artykuły odnoszące się do współczesnej sytuacji politycznej. Książkę zamyka obszerne podsumowanie autora na temat zmian, jakie zaszły (i nie zaszły) w Polsce po 1989 r.

Leszek Żebrowski to człowiek, który od niemal trzech dziesięcioleci niezmordowanie zajmuje się przywracaniem dobrego imienia legendarnej formacji polskiego podziemia – Narodowym Siłom Zbrojnym (NSZ) i który w sposób znaczący przyczynił się do przywrócenia pamięci o „Żołnierzach Wyklętych”. Dziś nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele potrzebna było zmagań, by postacie takie jak Witold Pilecki czy Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” zyskały należne im miejsce w pamięci rodaków. Polska po roku 1989 bowiem leniwie i niezmiernie powoli pozbywała się balastu komunistycznej mentalności i komunistycznej propagandy. A przecież trzeba było poznać prawdę o najnowszej powojennej przeszłości Polski, co oznaczało w praktyce zmierzenie się z propagandą komunistycznego kłamstwa. Na tym polu Leszek Żebrowski ma wielkie zasługi. Zarówno samodzielnie, jak i wspólnie z historykami tej miary co Marek Jan Chodakiewicz czy Piotr Gontarczyk przyczynił się do przedstawienia prawdziwego obrazu komunistycznej formacji zbrojnej – Gwardii Ludowej (następnie Armii Ludowej) oraz „Polskiej” Partii Robotniczej, która objęła po roku 1944 rządy w Polsce. To dzięki tym historykom wiemy dziś, że były to formacje w pełni kierowane przez Moskwę, składające się z obywateli sowieckich i agentów NKWD. Znamy też ich prawdziwe oblicze, dalekie od wizerunku propagandowego, oblicze formacji zorganizowanych na zasadzie mafii, składające się głównie z osób o przeszłości kryminalnej, dokonujących grabieży a nawet masowych mordów.

Frontów walki o prawdę historyczną niestety było i jest wiele. Po roku 1989 nie zdecydowano się bowiem na dekomunizację Polski a tysiące skompromitowanych w okresie komunizmu członków partii, funkcjonariuszy UB i SB a także ich agentów zajmuje eksponowane stanowiska państwowe i przywdziewa jednocześnie szaty „postępowców”, „Europejczyków” a nawet „opozycjonistów”. Niszczy to nasz kraj, nie dając mu szansy modernizacji. Na tym polu zasługi Leszka Żebrowskiego są również znamienne. Nie przejmując się atakami rozmaitych mediów (głownie „Gazety Wyborczej”), zajmował i zajmuje się badaniem przeszłości takich postaci, demaskując ich kompromitującą przeszłość. Dzięki tej działalności mity lewicowych autorytetów obracają się w pył a coraz więcej ludzi zaczyna uświadamiać sobie, że rzeczywiście mamy do czynienia ze zjawiskiem „trzech pokoleń UB”.

Jest niestety jeszcze i kolejny, może najtrudniejszy front walki o prawdę, który powstał po roku 1989. W sposób planowy rozpętano na zachodzie Europy a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych propagandową nagonkę na Polskę mającą na celu uczynienie z Polaków antysemitów i współpracowników nazistów. Ta akcja ma za sobą wpływowe media, wydawnictwa i duże pieniądze. Polskie ofiary komunizmu i niemieckiego nazizmu mają stać się winne lub współwinne dokonanych zbrodni. Nie sposób zliczyć ogromnej liczby najbardziej perfidnych kłamstw i manipulacji jakie tu zastosowano. Wymieńmy chociażby kłamliwe pseudonaukowe publikacje pana J. Grossa czy propagandową zbitkę medialną „polskie obozy koncentracyjne”. Siła perswazji tej propagandy jest bardzo mocna. Ma jednak jedną słabość – jest oparta na kłamstwie.

Podsumowaniem tych wszystkich działań Leszka Żebrowskiego jest jego najnowsza książka „Mity przeciwko Polsce. Żydzi. Polacy. Komunizm. 1939-2012”. Książka dzieli się na trzy części: artykuły dotyczące wydarzeń II wojny światowej, okresu PRL (1944-1989) oraz Polski współczesnej. Nawet pobieżny przegląd zagadnień opisanych w każdej z tych części pozwala na stwierdzenie, że autor nie boi się poruszać tematów najtrudniejszych, przemilczanych, zapomnianych czy do tej pory całkowicie fałszywie przedstawianych. Nie waha się również ferować surowych ocen wobec zbrodniarzy, zdrajców czy zwykłych konformistów z czasów wojny lub okresu powojennego, nawet jeśli oceny te dotyczą osób pochodzenia żydowskiego czy też osób będących przodkami wpływowych dziś ludzi mediów, polityki czy kultury. Wchodząc na tak niebezpieczny teren, którego unika wielu pisarzy i historyków, na to swoiste pole minowe, jest Leszek Żebrowski wyposażony w doskonałą i niezawodną broń – znakomitą wiedzę historyczną opartą o solidne badania źródłowe (archiwalne) a także informacje zdobyte w związku z wieloletnią pracą w Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Oręż do walki z propagandą i nagonką medialną jest więc prosty: fakty, dane, źródła. Właśnie z tych faktów, z tych danych i z tych źródeł składa się najnowsza książka Leszka Żebrowskiego.

Trudno wymienić wszystkie zagadnienia poruszane w „Mitach przeciwko Polsce”.

Z pierwszej części książki dotyczącej okresu drugiej wojny światowej wymienić warto artykuł o wspomnieniach członka komunistycznej Armii Ludowej żydowskiego pochodzenia, który przedstawił polskie podziemie i Armie Krajową jako rzekomo antysemicką. Wydanie tych pełnych przekłamań wspomnień w Polsce jest tym bardziej bulwersujące, że ich autor był po wojnie pracownikiem … stalinowskiego resortu bezpieczeństwa.

W pierwszej części książki Leszka Żebrowskiego możemy też przeczytać między innymi o Bykowni oraz innych miejscach mordowania ofiar zbrodni katyńskiej, o dyskusji na temat istnienia niemieckiego obozu KL Warschau, o prawdziwym obliczu partyzantki komunistycznej w Polsce a także o zbrodni w Drohiczynie, która zamiast mordem Polaków na Żydach okazała się mordem … Żydów dokonanym na Polakach. W części dotyczącej okresu Polski komunistycznej dowiemy się o kapitanie Urzędu Bezpieczeństwa Marcelim Reich – Ranickim, który został wpływowym krytykiem literackim w Niemczech, o komunistycznej rodzinie Adama Michnika oraz o życiorysie Anatola Fejgina pułkownika stalinowskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W części dotyczącej okresu III RP przeczytamy między innymi o początkach kariery Czesława Kiszczaka w zbrodniczej Informacji Wojskowej, o komunistycznej przeszłości znanego filozofa Leszka Kołakowskiego, o istocie procesu zmian w Polsce po roku 1989, czy o wprowadzeniu dnia pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Żebrowski dobitnie podkreśla w książce, że w celu zakłamania rzeczywistości wytworzone zostały liczne mity dotyczące naszej historii i współczesności. Książka powstała po to, aby je obalać.

Poniżej przedstawiam wybrane przykłady takich mitów.

Jednym z pierwszych mitów III RP stał się mit prof. Leszka Balcerowicza, wykreowanego na „zbawcę” polskiej gospodarki.

Mówi się, że gdyby nie on, umarlibyśmy z głodu i nic by w Polsce nie było. Możemy jednak zauważyć, że są kraje, gdzie Balcerowicza nie było i to są dziś kraje liberalne. Mówi się, że Balcerowicz jest liberałem. A on przecież zaczynał swoją karierę w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. Przez wiele lat publikował w zeszytach naukowych Szkoły Głównej Planowania i Statystyki. Zachęcam do poczytania jego tekstów z tamtego czasu i zobaczenia, jaki to był „liberalizm”. Taki „liberalizm”, jak u towarzysza Minca”.

Kolejnym mitem omówionym przez Żebrowskiego jest mit tzw. „opozycji demokratycznej”.
W latach 70. mieliśmy różne ruchy opozycyjne. Jedne były autentyczne, a inne nie. Jedne były nastawione na grę pod jakąś frakcję partyjną, a inne dążyły do odzyskania niepodległości”.

Powstał mit mówiący o tym, że była opozycja demokratyczna wywodząca się z ruchu „komandosów” i od tego wszystko się zaczęło. I oni potem mieli obalić komunizm. Aleksander Kwaśniewski wręczając Ordery Orła Białego Jackowi Kuroniowi i Karolowi Modzelewskiemu mówił, że to oni pierwsi podjęli walkę z reżimem. Od nich miało wszystko się zacząć. Tak, jakby nie było „Żołnierzy Wyklętych”, powstania antykomunistycznego, innych ruchów opozycyjnych. A oni chcieli przecież jedynie „socjalizmu z ludzką twarzą”. Tak jakby bydlę w ogóle mogło mieć ludzkie oblicze”.

Jeśli oni byli opozycją demokratyczną, to chyba każda inna musiała być niedemokratyczna. To jaka była ta inna opozycja? Autorytarna, totalitarna czy może wręcz faszystowska?” – pyta retorycznie historyk, który zauważył, że w budowie tego mitu nieświadomie uczestniczyło całe pokolenie Polaków, którym przyświecały zresztą słuszne intencje, ale dali się zmanipulować.

Pamiętam takie spotkania, które były organizowane w okresie karnawału Solidarności w roku 1980 i 1981. Tzw. opozycja demokratyczna wyciągnęła wtedy różnych łobuzów z UB, z Informacji Wojskowej, jakiś lewych profesorów. Pamiętam strajk na Akademii Medycznej, którego szefem był mój kolega. Pamiętam, że im z Regionu Mazowsze sprowadzono prelegentkę, która opowiadała o…. Róży Luksemburg. Była to niejaka tow. prof. Maria Turlejska, przyjaciółka Adama Michnika. Ja się pytam tego kolegę, czemu wy ją zaprosiliście? Odpowiedział, że nie mają na to wpływu, bo Region im ją przysłał. A ona opowiadała o tych „szlachetnych odruchach” Róży Luksemburg, o tym jak to na początku wieku XX ludzie chcieli tego pięknego, dobrego socjalizmu, bo ten, co jest teraz, to już nie jest taki dobry, bo został wypaczony” – pisze Żebrowski.

Ktoś w Regionie pilnował, żeby przysyłać takich ludzi. Pamiętam spotkanie na Politechnice Warszawskiej, które prowadził „wybitny działacz opozycji” Krzysztof Wolicki. Ja mówię kolegom, że przecież on był w UB. Oni się zdziwili. Ja im wtedy mówię, to zapytajcie go. Zapytali. A on im odpowiedział: „Byłem w UB, ale krótko, bo potem mnie partia skierowała do „Trybuny Ludu”. Pamiętam też takie zebranie w Regionie Mazowsze, gdzie występował Waldemar Kuczyński. On był wtedy zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność”. Opowiadał, jak to tygodnik świetnie pracuje. Nie wolno było zadawać pytań. Można było je pisać na kartkach. Napisałem na kartce pytanie „Co w składzie redakcji robi pułkownik Informacji Wojskowej?” i podałem nazwisko. Kuczyński te pytania sobie przeglądał. Nie przeczytał mojego, ale gdy je zauważył wykrzyknął, że na sali jest agent, prowokator. Tłum natychmiast zaczął szukać, który to” – dodawał i przypomniał jeszcze jeden przykład: „Doradcą Komisji Krajowej Solidarności ds. rolnych został Wiktor Herer – podpułkownik Urzędu Bezpieczeństwa. Przyprowadził go Kuroń. Jego kwalifikacją na doradcę od rolnictwa było chyba to, że jego ofiary leżą w ziemi”.

To są ludzie bez życiorysów. Urodzili się i od razu wstąpili do Solidarności. My tą lukę powinniśmy zbadać, żeby wiedzieć, kto nami rządzi. Niedawno w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł Mirosława Czecha pisany w duchu „odczepcie się od naszych żon, babć, dziadków itp.” Oni grzebią w przeszłości rodzinnej innych. Siebie lustrować nie pozwalają” – pisze Żebrowski.

Czy jest to możliwe w normalnym kraju, żeby Aleksander Kwaśniewski – dwukrotny prezydent RP nie miał swojej biografii? Żeby Tadeusz Mazowiecki, którego „Gazeta Wyborcza” ogłosiła „Człowiekiem Dwudziestolecia” nie miał biografii? Żebyśmy nic nie wiedzieli? O Mazowieckim wyczytałem jedynie, że w czasie okupacji ukrywał się. A potem? A potem to był taki „katolik postępowy”. Dwa razy był w Sejmie PRL z nominacji Kliszki. Wcześniej jeszcze wrocławskie „WTK”, gdzie pisał o biskupie Kaczmarku” – przypominał.

Jak to się stało, że naród, który ma tysiącletnią historię dopuścił, żeby władzę przejęli ludzie z kręgów Komunistycznej Partii Polski, Urzędu Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej. A równocześnie dla innych zabrakło miejsca?” – pyta w książce Żebrowski.

W 1989 roku startowali na Żoliborzu do Sejmu Jacek Kuroń i mec. Władysław Siła-Nowicki – człowiek niezłomny i nieposzlakowany. Na wspólnym wystąpieniu przedwyborczym, Siła-Nowicki mówił Kuroniowi „Pan był dwukrotnie w partii. Pan Polskę psuł, niszczył”. A Kuroń mu odpowiedział: „Przez takich jak Pan, socjalizm w Polsce się nie udał”. I Kuroń wygrał. Wyborcy są nieświadomi tego, co robią. Oddają głos przeciwko sobie” – napisał.

Kolejnym mitem, jakim zajął się Leszek Żebrowski jest próba zdjęcia z Niemców odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej. „Zobaczcie, jak szybko zmieniła się sytuacja. Dzisiaj mamy wypędzonych, jako polską winę. Pojawiają się nawet oskarżenia o ludobójstwo, bo część Niemców wtedy zginęła. A przecież olbrzymia większość tych ludzi była wypędzana przez niemieckie wojsko, które przepędzało ludność cywilną przed frontem” – pisze.

W latach 40. nikt nie miał wątpliwość, co do tego, co zrobili Niemcy. Podczas okupacji nikt nie mówił, że „naziści idą”, że „naziści rozstrzeliwują”, że „naziści wysyłają do nazistowskich obozów”. To pojęcie w ogóle nie funkcjonowało. Nikt tym Niemcom nie zaglądał do legitymacji partyjnych. Wrogiem był Niemiec, a nie nazista. A kiedy ta narracja się zmieniła? W 1956 roku były urzędnik z czasów III Rzeszy Alfred Benzinger wpadł na pomysł, który miał Niemców wybielić. On wymyślił, żeby pisać o „polskich obozach koncentracyjnych” (analogicznie wg położenia geograficznego), dlatego, że „polskie obozy” mogą przyczynić się do zamazania niemieckiej odpowiedzialności za Zagładę

W tej chwili masowo używa się pojęcia „polskie obozy zagłady”. Także w pismach naukowych. Sami Niemcy tak piszą, bo już zapomnieli, co zrobili, ale tak piszą też autorzy na całym świecie. Pojawiają się sformułowania „polskie nazistowskie obozy”. Niemcy z siebie to odium bardzo umiejętnie zdejmują. To jest mit, ale proszę zobaczyć jak trwały”.

„A w Polsce równocześnie wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej – „Bellona” wydaje bez jakiegokolwiek wstępu czy komentarza historycznego album „19 Dywizja Pancerna Wehrmachtu 1939-1945”, gdzie chwalone są niemieckie jednostki z czasów wojny, które dokonywały zbrodni na Polakach” – dodał Żebrowski.

Następna rzecz to mity sowieckie, a teraz rosyjskie. Dla nich Katyń to jest epizod w historii. Państwo polskie nie domaga się w tej sprawie prawdy i sprawiedliwości. Oni stworzyli, więc mit polskiego ludobójstwa z czasów wojny 1920 roku. Wtedy jeńcy bolszewiccy trafiali do obozów. Wielu było zarażonych chorobami zakaźnymi, więc umierali m.in. od tyfusu. Tak samo umierali wówczas Polacy i przedstawiciele innych narodów. I to ma być ich odpowiedź na Katyń czy wręcz równoważnik Katynia” – podkreślał, przypominając stosunek elit III RP do historycznych kłamstw niemieckich i rosyjskich.

W 1979 Adam Michnik, Marek Beylin, Konrad Bieliński w artykule „Polska leży w Europie” opublikowanym w „Krytyce” napisali, że w Polsce odżywają antyniemieckie i antysowieckie resentymenty i grozi to zepchnięciem polskich aspiracji w formułę anachronicznego nacjonalizmu i ksenofobii oraz odcięciem od Europy. To nie jest tak, że to, co się działo po 1989 roku było spontaniczne. Oni to mieli zaplanowane”.

Kolejna sprawa to mity polsko-żydowskie. Powstaje mit Polaków, jako sprawców Holocaustu. Dzisiaj, jako sensację wyciąga się to, że raport prof. Andrzej Koli ws. Jedwabnego nie został opublikowany. Przecież to było wiadomo od samego początku. A to był jedyny materiał dowodowy w tej sprawie. Cała reszta to publicystyka. Jak się okazało, że są kule w kościach, że ci ludzie zostali uduszeni, że nie było tyle ofiar, ile miało być, to skończyło się badanie, a zaczęły spekulacje. Powstał święty dogmat o Polakach, którzy mordowali Żydów. Gross pomylił wszystko, co tylko mógł, a i tak dla wielu jest świętym

Waldemar Kuczyński napisał nawet taki tekst „Stodoła i ja”. A czemu nie napisze artykułu „Naliboki i ja”, „Koniuchy i ja”, „Drzewica i ja”. To by zburzyło mit. Polacy mają być postrzegani jako antysemici. Polityka Alfreda Benzignera poskutkowała” – pisze.

O Koniuchach w „Gazecie Wyborczej” znajdziecie malutką informację, że postawiono tam krzyż. Komu go postawiono, nie napisano. Jak wyszła na jaw sprawa Naliboków, gdzie ponad 100 osób zabiły bandy Bielskiego, to „Wyborcza” podniosła larum. Wysyłała reporterów, którzy napisali książkę na ten temat. Kompletna kompromitacja. Książkę wycofano” – podkreślił historyk, dodając, że później nastąpiło charakterystyczne dla spraw niewygodnych dla tego środowiska zakończenie tematu w momencie wyjścia na jaw prawdy.

Podobnie było w sprawie Powstania Warszawskiego, gdzie w „Gazecie Wyborczej” pisano, że AK i NSZ mordowały Żydów. Jak tezy te zostały obalone, nastąpiła cisza. Na świecie źródłem informacji o Powstaniu Warszawskim są jednak wciąż właśnie te teksty Adama Michnika i Michała Cichego” – pisze.

Następnie Żebrowski podał kilka kolejnych przykładów zakłamywania historii II wojny światowej.

W latach 70. „stworzono” Międzynarodową Żydowską Brygadę Armii Ludowej, która rzekomo brała udział w Powstaniu Warszawskim. Wszyscy jej członkowie ponoć zginęli w obronie Starówki. Z Powstania jest bardzo wiele dokumentów, a informacji o tej brygadzie brak. Oni jednak załatwili papiery przez ZBoWiD. Tylko nie ma podstawowych informacji o tej formacji np. na jakich barykadach walczyła” – zaakcentował.

 „Jest też sprawa KL Warschau. Warszawa była jedyną stolicą europejską, w której centrum istniał obóz koncentracyjny. Tego obozu jednak oficjalnie nie ma w publikacjach naukowych. Weźcie sobie np. książkę Władysława Bartoszewskiego „Warszawski pierścień śmierci”. Nie ma tam tego obozu. Są niemieckie dokumenty, są druki obozowe, świadkowie, a w publikacjach nie ma. Bartoszewski napisał wręcz w „Rzeczpospolitej”, że był wtedy w Warszawie i nic o tym nie wiedział, więc tego obozu nie było

Do tego cała mitologia dotycząca Polskiego Państwa Podziemnego. Polska była krajem, w którym groziła kara śmierci za udzielenie jakiejkolwiek pomocy, a nawet informacji Żydom. Nawet za szklankę wody. I to nie tylko dla tej osoby, czy rodziny, która pomocy udzieliła, bo Niemcy stosowali odpowiedzialność zbiorową. Są dokumenty niemieckie, które mówią o tym, że jeśli we wsi odkryje się ukrytych Żydów, najlepiej wymordować całą wieś.

W Polsce dyskryminuje się NSZ, ale na świecie o NSZ mało kto wie. Tam to AK to są ci „polscy bandyci”. Widziałem naukowe publikacje, w których żydowscy historycy twierdzili, że do czasu Stalingradu AK wraz z Niemcami jawnie występowała przeciwko Żydom. Potem partyzanci mieli uciec do lasu, ale czasem wracali, jeżeli pojawiały się jakieś akcje przeciwko Żydom. Dlaczego państwo polskie nic z tym nie robi?

Mamy dziś „bohatera z Auschwitz” Władysława Bartoszewskiego, a nie pamięta się o Witoldzie Pileckim. On jest do dzisiaj „niesłuszny”. Skrajnie prawicowy, w powstaniu warszawskim dowódca kompanii w batalionie NSZ-owskim, gorący, żarliwy tradycyjny katolik, mąż i ojciec, a nie żaden „różowy”. Obcy o nim piszą więcej, niż Polacy. Był problem, by przyznać mu pośmiertnie Order Orła Białego, bo członkowie Kapituły wyrazili sprzeciw. Na szczęście nie mieli głosu decydującego”.

W książce wspomina o kreowanym przez środowiska lewicowo-liberalne micie zagrożenia ze strony tradycji endeckiej. W ramach tego mitu nastąpiła np. „stopniowalność antysemityzmu”. W jednym ze swych tekstów Adam Michnik uznał za najgroźniejszych antysemitów przedwojennych ONR-owców, którzy według niego mieli czerpać wzorce z hitlerowskiego rasizmu. Nie wspomniał jednak, że przywódca ONR Jan Mosdorf został zamordowany przez Niemców w Auschwitz, dlatego, że niósł pomoc Żydom.

„A Jacek Kuroń z kolei w 1978 roku napisał: „Jestem przekonany, że ideologia narodowa, totalitarna odrodzi się w naszym kraju. Komunizm jako ideologia w Polsce nie istnieje. Za głównego przeciwnika opozycji demokratycznej uważam więc totalitaryzm narodowy”.

 „Pamiętam, jak w Ciechanowie w 1993 roku było spotkanie z Cimoszewiczem, Siemiątkowskim i Sierakowską. Próbowałem wtedy wraz z lokalnymi działaczami Porozumienia Centrum iść na to spotkanie. Oni się wycofali, bo bali się szykan. Poszedłem sam. Usiadłem w drzwiach. Podszyłem się pod zwolennika Ryszarda Bugaja. Początkowo zadałem dwa neutralne pytania. Trzecie pytanie już nie było neutralne. Zapytałem o tatusia pana Cimoszewicza, o rodzinę Siemiątkowskich. Chciałem jeszcze zadać pytanie Sierakowskiej, ale nie zdążyłem… bo musiałem stamtąd uciekać. Spotkanie jednak zostało przerwane. Nie chodzi o to, by zakłócać spokój czy obrażać, ale by im burzyć ich koncepcje. Jak oni mówią, żeby nie rozliczać przeszłości, to się trzeba pana Cimoszewicza zapytać czy chodzi mu o tatusia. On przecież mówi, że walczył o demokrację. Może zaraz powie, że z „Wyklętymi” w lesie był…..” – zaznacza.

W Norwegii w 1945 roku nie patyczkowali się z kolaborantami. Wydawali i wykonywali na nich wyroki śmierci, a ich rodziny nie mogły zajmować stanowisk publicznych. Nie miały wstępu na uczelnie czy do administracji. Poradzili sobie z denazyfikacją. Gdybyśmy to zastosowali w 1989 roku, gdyby nawet nie stosować kar śmierci, ale kary dożywocia, to też byśmy sobie poradzili. Dekomunizacja to podstawowy warunek. Każdy, kto był na stanowisku w partii powinien mieć zakaz pracy państwowej, pracy na wyższych uczelniach. Oni do dziś tworzą rady naukowe i produkują swoich doktorów. Ta grupa cały czas się rozrasta” – dodał.

 „Nie zapomnę słów prof. Adama Strzembosza, pierwszego prezesa Sądu Najwyższego po 1989 roku, gdy były postulaty, by zdekomunizować wymiar sprawiedliwości, by odsunąć odpowiedzialnych za zbrodnie sądowe. Powiedział wtedy, że to są zawody wysokiej etyki, że przecież winni sami odejdą. Proszę go zapytać, co on teraz o tym myśli. Niech pokaże jeden przykład kogoś, kto odszedł. Dzisiaj sędzia mówi, że jak się kogoś łapie za łapówki, to jest stalinizm, a czy ten sędzia wie, że ani jeden stalinowski prokurator czy sędzia nigdy nie odpowiedział za to, co wtedy robił?

Żebrowski podkreślił, że docenia pracę IPN w odkłamywaniu historycznych mitów, ale, że trzeba dodać, że niektórych tematów instytucja ta nie ruszyła. „Nie ma np. monografii poświęconej działalności Informacji Wojskowej. Wojsko jest pod szczególną opieką. Jak było głosowanie w Sejmie, żeby rozwiązać WSI Bronisław Komorowski był przeciw. I powiązania polityków z tym, co Stanisław Michalkiewicz nazywa „razwiedką” są oczywiste. To widać gołym okiem

Jeśli mamy dziś premiera, który mówi, że „polskość to nienormalność”, polityków, którzy mówią, że powinniśmy przestać być Polakami, to znaczy, że mamy być po prostu bydłem roboczym. Produkować te miliardy i oddawać, pluć własną krwią i spłacać długi. Długi gierkowskie spłaciliśmy w tym roku. Ale po co? Jak teraz mamy znacznie większe długi. Mamy świętować urodziny pana Mazowieckiego, przyklejać sobie serduszka, zbierać na sprzęt dla staruszków, po to, żeby ich potem nie ratować. Patriotyzm to ma być sprzątanie psich kup i płacenie abonamentu na głupią telewizję. Człowiek bez przeszłości nie będzie miał przyszłości, a to nam zabierają powoli. Na szczęście wyrosło nowe pokolenie, które się nie boi iść na marsz, mimo, że TVN wrzeszczy, że są nienawistnikami, Powstają grupy rekonstrukcyjne. Rodzi się poczucie wspólnoty z poprzednimi pokoleniami, tego, że jesteśmy kolejnym ogniwem w sztafecie pokoleń”.

Share Button