Laureaci antypolskich nagród

Share Button

Zdumiewającą normą polskiego życia publicznego stało się przyjmowanie nagród od obcych władz państwowych, niepolskich organizacji i instytucji. Rodzi to pytania o lojalność osób nagradzanych w stosunku do Państwa Polskiego. Zwłaszcza wówczas, gdy honory za „szczególne osiągnięcia w pogłębianiu dialogu i partnerstwa” przyznają naszym obywatelom państwa (i organizacje w nich działające), znane z wrogości wobec Polski i Polaków. Przyjmowanie takich nagród budzi wątpliwości tym bardziej, że ingerują one w nasz wewnętrzny dyskurs dotyczący stosunku tych państw i narodów do polskości. Nominowania te mają bowiem na celu przesunięcie akcentów wewnątrzkrajowej dyskusji w kierunku korzystnym dla strony nagradzającej.

Do państw, których nagrody mogą bezpośrednio godzić w polski interes narodowy, należy zaliczyć wszystkich naszych sąsiadów, poza Czechami i Słowacją. Z uwagi jednak na bardzo trudną sytuację polskiej mniejszości narodowej i niszczenie naszej kultury w Republice Litewskiej i na Ukrainie, szczególnie szkodliwy dla Narodu Polskiego jest lobbing Żmudzinów i Ukraińców.

            Głównym bodajże narzędziem lobbingu żmudzińskiego w Polsce jest „Gazeta Wyborcza” i jej redaktor naczelny Adam Michnik. W dniu 22 maja 2014 r. został on nagrodzony przez Polsko-Litewskie Forum Dialogu i Współpracy im. Jerzego Giedroycia.

Adam Michnik jest głównym kontynuatorem dzieła Giedroycia, twórcą wolnej Europy w naszym regionie. Jak Lech Wałęsa, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki. Jego gazeta rozbraja demagogię i głupotę, których nigdy nie brakuje – powiedział w laudacji żmudziński poeta i eseista Tomas Venclova.

Można przypuszczać, że nagroda ta miała związek z niedawnym listem otwartym ponad sześćdziesięciu przedstawicieli żmudzińskiej nauki i kultury, wystosowanym do najwyższych władz Republiki Litewskiej. W piśmie tym zawarto żądanie usunięcia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z rządzącej Litwą koalicji. Napisano tam również, że Polacy w Sejmasie i w Parlamencie Europejskim „stale kłamią na temat sytuacji prawnej mniejszości narodowych na Litwie”. Według sygnatariuszy listu, rząd w Wilnie jest „zakładnikiem antypaństwowych zachcianek AWPL”, natomiast „obywatele Litwy polskiego pochodzenia stają się manipulowaną masą”. W ocenie autorów pisma, Akcja Wyborcza Polaków na Litwie podżega do waśni narodowościowych, co szkodzi stosunkom polsko-litewskim.[1]

Po usunięciu AWPL z rządu Republiki Litewskiej trzeba było więc złagodzić wymowę owego wrogiego Polakom aktu. I przyznanie nagrody głównemu krajowemu bojownikowi z „polskim nacjonalizmem” rolę tę miało wypełnić.

https://cyklista.wordpress.com/2014/05/24/nagroda-litewskich-antypolakow-dla-michnika/
https://cyklista.wordpress.com/2014/05/24/nagroda-litewskich-antypolakow-dla-michnika/

Żmudzini najwyraźniej uważają, że stawiając na Adama Michnika obstawiają właściwego człowieka w grze o pozyskanie przychylności polskiej opinii publicznej, skoro w kilka miesięcy później, 18 listopada 2014 r., redaktora naczelnego „Wyborczej” nagradza już sam parlament Republiki Litewskiej.

Polski publicysta, eseista, pisarz [?], historyk [?] i działacz polityczny [sic!], redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” w 1991 roku wraz z innymi polskimi politykami zademonstrował bezwarunkowe [sic!] poparcie dla wolności Litwy, wspierał Litwinów [Żmudzinów] w walce z sowiecką agresją – podkreśliła w uzasadnieniu sejmasowa komisja ds. przyznawania Nagrody Wolności. Wiceprzewodnicząca Sejmasu Irena Degutienė wskazała, że jego działalność zawsze była przychylna wobec Litwy oraz przypomniała, że wzywał polski rząd do uznania niepodległości Litwy i starał się o dyplomatyczne uznanie Litwy na arenie międzynarodowej.[2]

Należy przyznać rację Sejmasowi, że Adam Michnik i inni politycy wymienieni powyżej przez Tomasa Venclovę, a ponadto przewodniczący Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Bronisław Geremek, posiadają wybitne zasługi wobec żmudzińskiego szowinizmu. Tylko bowiem dzieki uporczywemu dyskredytowaniu przez ówczesne władze Polski, złożone z politycznych przyjaciół Adama Michnika, autonomicznych dążeń wileńskich Polaków, Żmudzini mogli rozprawić się z proklamowanym 6 września 1990 r. przez samorządy Wileńszczyzny Polskim Krajem Narodowo-Terytorialnym.

            Również lobbing ukraiński korzysta z nadzwyczajnej przychylności „Gazety Wyborczej”. Ostatnio jednak postawił on głównie na media związane z Prawem i Sprawiedliwością. Ukraińcy mają jednak od Żmudzinów mniej wyczucia w takich sprawach, skoro nagrodę redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi przyznało nie jakieś tam forum dialogu i współpracy, ale sama Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, zajmująca się tworzeniem siatki agentów wpływu na terenie obcych państw.

Takiego bowiem przypadku jeszcze nie było we współczesnym polskim świecie dziennikarskim, który broni się jak może, aby nie być podejrzewanym o jakiekolwiek związki z zagranicznymi służbami specjalnymi. Inna sprawa, że Sakiewicz i jego podwładni ciężko na to odznaczenie pracowali, oskarżając non-stop wielu polskich patriotów, że są „ruskimi agentami”, „agentami wpływu” lub „pożytecznymi idiotami” – skomentował przyznanie nagrody ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.[3]

foto: Tomasz Hamrat http://niezalezna.pl/61317-ukraina-dziekuje-tomaszowi-sakiewiczowi-medal-dla-strefy-wolnego-slowa
foto: Tomasz Hamrat
http://niezalezna.pl/61317-ukraina-dziekuje-tomaszowi-sakiewiczowi-medal-dla-strefy-wolnego-slowa

Funkcjonujący w polskich mediach i polityce ludzie, którzy z jakichkolwiek powodów, choćby z daleko posuniętej sympatii, utożsamiają się tak bardzo z interesami obcych państw i narodów, że przyjmują od nich nagrody, winni być pod szczególną obserwacją komentatorów polskiej sceny politycznej, o ile nie służb specjalnych Państwa Polskiego. Nadmierne utożsamienie się z obcymi ośrodkami może bowiem prowadzić, i często właśnie prowadzi, do podejmowania działań niezgodnych z interesami naszej Ojczyzny.

I tak, polityczno-medialne środowisko „Gazety Wyborczej” pod pozorem realizacji idei Jerzego Giedroycia pacyfikuje polski interes narodowy i solidaryzm etniczny. Symulacja dotyczy jednak nie tylko racji stanu Polski, lecz także interesu narodowego Republiki Litewskiej i pozostałych państw Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego. W istocie bowiem nie jest w tym przypadku motywem przewodnim popieranie krajów ULB, ale eliminacja ze świadomości społeczeństwa polskiego tych kwestii, w szczególności związanych z Kresami Wschodnimi, które mogłyby skutkować pobudzeniem naszych uczuć patriotycznych i solidaryzmu narodowego. Kwestia Ukrainy i Litwy jest w tym kontekście jedynie tłem rozgrywki, z punktu widzenia michnikowszczyzny niejako przypadkowym. Gdyby bowiem patriotyczne zaangażowanie Narodu Polskiego dotyczyło bardziej np. Śląska Cieszyńskiego niż Wilna i Lwowa, to zapewne głównym obszarem zabiegów środowiska „Gazety Wyborczej” byłoby potępianie zajęcia Zaolzia w 1938 r. i najazdu „Wojska Polskiego” na Czechosłowację w roku 1968. I zapewne kwestia czechosłowacka jeszcze korzystniej mogłaby zostać wyeksponowana przez obóz polityczny Adama Michnika dla wykazania „krótkowzroczności”, „głupoty” oraz „ciasnego nacjonalizmu” Polaków.

Z kolei drugie środowisko polityczno-dziennikarskie identyfikujące się z plemiennym interesem Żmudzinów i Ukraińców – obóz „Gazety Polskiej” -, znamion polskiego interesu narodowego upatruje w misji walki z Rosją.

Zwolenników Adama Michnika i Tomasza Sakiewicza widzimy w pierwszym szeregu Majdanów i kolorowych rewolucji na Wschodzie. I jakkolwiek kierują się odmienną motywacją, to jednak drogę do władzy i wpływów wrogim Polsce szowinistom torują solidarnie. Nie zważają też na to, że z powodu konfliktu z Moskwą umieszczone zostaną w naszej Ojczyźnie, jakoby dla naszego bezpieczeństwa, obce bazy wojskowe. Zdają się nie rozumieć również tego, że interes naszych sojuszników w walce z Moskwą, głównie Niemiec i lobby żydowskiego w USA, może polegać na destabilizacji Polski i osiągnięciu celów politycznych nie w Rosji, ale właśnie kosztem naszego Kraju.

            Analogiczna do obecnej sytuacja międzynarodowa miała miejsce w roku 1790. Polska powoli podnosiła się ze stanu upadłości, do której doprowadziły ją rządy niemieckiej dynastii Sasów (1697–1763). Polityka króla Stanisława Augusta Poniatowskiego zmierzała do uzyskania przyzwolenia Rosji na wzmocnienie p    aństwa. Po dekadach anarchii ustanowiono sprawny, centralny rząd – Radę Nieustającą  z departamentami skarbu i wojskowości. W zamian za polską lojalność Rosja osłaniała nasze słabe państwo przez apetytami terytorialnymi Prus. Z kolei państwo niemieckie dążyło do skłócenia Warszawy z Kremlem, oferując nam przeciwrosyjskie przymierze. W rzeczywistości zaś dążyło do skompromitowania Polski w oczach Rosjan i skłonienia Moskwy do wyrażenia zgody na rozbiory Rzeczypospolitej.

W raporcie Girolamo Lucchesiniego – ambasadora Królestwa Prus w Warszawie, współautora polsko-pruskiego przymierza z 1790 r. do Ewalda Friedricha von Hertzberga – pruskiego ministra spraw zagranicznych w latach 1768-1791 napisano: Choćby nas wszystko zawiodło z tego, co się tutaj gotuje, to Rosjanie, upierając się przy zimowych leżach w Polsce, dadzą pewno powód do zadarcia z Polakami. Mam już gotowego warchoła, który poleci na Ukrainę zaczepić Rosjan w kilkuset szlachty i dać sygnał do ruchawki, bylebym mu powiedział, że król pruski wesprze naród polski.[4]

Gdyby choć można było oczekiwać, że walka z Rosją, niezależnie od zagrożeń, które czyhają na nas ze strony wiarołomnych sojuszników – Niemiec i USA, może przynieść naszemu Krajowi istotne korzyści – odzyskanie Kresów Wschodnich, czy też choćby osadzenie w krajach ULB rządów naprawdę Polsce przychylnych, to podjecie tej ryzykownej gry można by jeszcze jakoś usprawiedliwić. Ale narażanie bezpieczeństwa Ojczyzny dla zainstalowania w państwach Międzymorza antypolaków na zrozumienie zasługiwać nie może.

Patrząc z takiej perspektywy, obcej naturalnie spojrzeniu żydowskiemu i prometeistycznemu, pozbawione korzyści dla Polski było obalenie neutralnego naszemu Krajowi i posiadającego polskie pochodzenie prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Zastąpienie go przez polityków pokroju Ołeha Laszki poważnie zaś niepokoi.

Według bowiem owego lidera ukraińskiej Partii Radykalnej, ziemie ukraińskie znajdują się obecnie pod „obcą okupacją”. Jako kraje, które muszą oddać swoje terytorium Ukrainie wymienił Mołdawię, Polskę, Białoruś i Rumunię. Z jego słów wynika, że po „oczyszczeniu” Donbasu z „separtystów i terrorystów” – jak wyraził się o wszystkich mieszkańcach regionów Doniecka i Ługańska, którzy nie uznają nowych władz Kijowa – wojna będzie kontynuowana, tylko na innych frontach. Będziemy nadal walczyć o świętą sprawę – którą jest stworzenie wielkiego imperium ze stolicą w Kijowiepowiedział ukraiński poseł.[5]

Z kolei rzecznik Prawego Sektora Andrij Tarasenko stwierdził, że Po wojnie operacja „Wisła” spowodowała, że Ukraińcy z tych ziem etnicznych zostali wyrzuceni i sprawiedliwość nakazywałaby, aby te ziemie do Ukrainy wróciły. Mówię o Przemyślu i kilkunastu innych powiatach. Według Tarasenki opowieści o rzezi wołyńskiej, wskazujące na 100 tys. polskich ofiar ukraińskich szowinistów, to „brednie”. – Owszem, Bandera zalecał stosowanie radykalnych metod, ale przecież z okupantem należy walczyć wszystkimi metodami [sic!]. Tym bardziej  kiedy ten okupant nie chce opuścić twojej ziemi – wyjaśnił rzecznik.[6]

Ziemie objęte ukraińskimi roszczeniami terytorialnymi wobec Polski
Ziemie objęte ukraińskimi roszczeniami terytorialnymi wobec Polski
http://www.konwent-narodowy-polski.com/index.php?option=com_content&view=article&id=95:roszczenia-terytorialne-ukrainskich-nacjonalistow-wobec-polski&catid=19:polacy-historia-tradycje-patriotyzm&Itemid=132

W podobny do żmudzińskiego i ukraińskiego sposób „odwdzięczają się” Polakom za poparcie w walce z reżimem Aleksandra Łukaszenki także nacjonaliści białoruscy. Na facebooku białoruskiego Radia Svaboda zamieszczają oni mapę Białorusi, z której wynika, że do Białorusi winny przynależeć takie polskie miasta jak: Wilno, Białystok, Łomża, Suwałki, Olsztyn i Elbląg.

https://www.facebook.com/svaboda.org/photos/a.210902638934007.59660.117352898288982/872171936140404/?type=1&theater http://polacygrodzienszczyzny.blogspot.com/2014/11/biaoruskie-radio-svaboda-chce-odebrac.html#!/2014/11/biaoruskie-radio-svaboda-chce-odebrac.html
https://www.facebook.com/svaboda.org/photos/a.210902638934007.59660.117352898288982/872171936140404/?type=1&theater
http://polacygrodzienszczyzny.blogspot.com/2014/11/biaoruskie-radio-svaboda-chce-odebrac.html#!/2014/11/biaoruskie-radio-svaboda-chce-odebrac.html

W naszej ocenie, podejściem zapewniającym realizację polskiej racji stanu jest przeciwdziałanie wzmacnianiu się żmudzińskiego, białoruskiego i ukraińskiego szowinizmu, a z Rosją, o ile to możliwe, budowa stosunków pragmatycznych, nie wchodzenie sobie w drogę. Z polskiego punktu widzenia walka z Moskwą staje się celowa dopiero wtedy, gdy Moskale popierają antypolaków na naszych ziemiach wschodnich i kwestionują lechickie do nich prawa.

Należy również zauważyć, że prowadzenie polityki zgodnej z wolą ukraińskich i żmudzińskich lobbystów skutkuje nie tyle osłabieniem Rosji, co ograniczaniem praw polskiej mniejszości na Kresach Wschodnich i niszczeniem tam naszej kultury. Jest także ciosem wymierzonym w polską gospodarkę. Powoduje w praktyce nie tylko utratę rynków rosyjskich, ale i nałożenie embarga na nasze produkty na Ukrainie!

            Trzeba też wskazać, że gdy Rosja zechce pozyskać dla swojej polityki żmudziński, białoruski i ukraiński szowinizm, to po prostu zaoferuje tym narodom oczekiwane przez nich korzyści terytorialne. Oczywiście kosztem Narodu Polskiego. Nie będzie to zresztą pierwsze pokolenie Polaków płacących za naszą krótkowzroczność. Nasi pradziadowie tworzyli bowiem podwaliny tożsamości kulturowej Żmudzinów, Białorusinów i Ukraińców, kształtowali ich języki literackie, bronili nawet zbrojnie ich młodych państwowości, a ku zdumieniu dobrodziei, podmioty polskiej kreacji stawały się sprzymierzeńcami Rosji i Niemiec w walce z naszą państwowością, kulturą i językiem. Przepędzały Polaków i polskość z ziem, które uznawały za swoje. Czyniły to również zbrojnie, w sojuszu bądź to z Rosją bądź z Niemcami. Ponieważ zaś do wymierzonej w nasze interesy współpracy Rosji z krajami ULB dochodziło wielokrotnie, to nie sposób zakładać, że sytuacja taka nie powtórzy się po raz kolejny. Tym bardziej, że po fiasku polityki rosyjskiej w pozyskaniu przychylności Polski w konflikcie Kremla z Kijowem, Moskwa zaczyna puszczać oko w kierunku Żmudzinów i Ukraińców, „ostrzegając” ich przed polskim rewizjonizmem.

Oby zatem za popieranie tych wszystkich Majdanów, ukraińskich banderowców, białoruskich „odrodzeniowców”, czy antypolaków ze Żmudzi, oraz za brak reakcji na lobbing Żmudzinów i Ukraińców w naszym Kraju, nie przyszło nam znowu słono płacić.

 

[1] http://www.artur-gorski.waw.pl/?p=3892

[2] http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/47124,Adam-Michnik-z-nagroda-litewskiego-parlamentu

[3] http://www.prawy.pl/z-kraju/7495-bez-precedensu-red-sakiewicz-nagrodzony-przez-ukrainska-bezpieke

[4] Walerian Kalinka, Sejm Czteroletni, t. I, Lwów 1881, s. 187.

[5] http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/roszczenia-terytorialne-ukrainskich-nacjonalistow-dotycza-rowniez-polski

[6] http://natemat.pl/90333,polska-powinna-oddac-nam-przemysl-ukrainscy-nacjonalisci-zglaszaja-roszczenia-terytorialne

Share Button

Artykuły, które mogą Cię zainteresować:


Patriotyzm à la PRL a patriotyzm Polski niepodległej.
Czesław Podlidecki: „Patriotyzm à la PRL a patriotyzm Polski niepodległej.”


Żmudziński dziennikarz manipuluje Polakami
Czesław Podlidecki: Skoro stosunki polsko-żmudzińskie cechuje nieusuwalna sprzeczność interesów narodowych, której wileńscy Polacy są ofiarą, to oznac…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *