Ustrój Polski niepodległej według W. Studnickiego i R. Dmowskiego

Share Button

Obaj ideolodzy ruchu narodowego rozumieli, że Polska w charakterze kraju niepodległego może utrzymać się jedynie wówczas, gdy będzie posiadała odpowiedni ku temu ustrój polityczny, przeciwdziałający zanarchizowaniu ludności i pozwalający naszemu narodowi na swobodne wypowiadanie się. Odrzucali zatem ustrój liberalno-demokratyczny, który w USA i w Europie Zachodniej doprowadził do odebrania narodom wpływu na funkcjonowanie ich państw – „Obecny system rządzenia w całej Europie szybko prowadzi do rozkładu wielu instynktów religijnych, moralnych i społecznych, tego cennego dziedzictwa przeszłości, na którym byt narodów i państw się opiera…

Zanarchizowanym zbiorowiskiem ludzkim, nie będącym w dostatecznej mierze spójną całością społeczną, nie związanym dość silnymi węzłami religijnymi, moralnymi, społecznymi, rządzić może albo władza, narzucona z zewnątrz, czyli podbój, albo … tajna organizacja. Ta właśnie ostatnia jest środkiem, przy którego pomocy ratuje się dzisiejsza Europa…

Na takiej podstawie oparte rządy, jakkolwiek w danej chwili częstokroć dogodne i względnie pomyślnie załatwiające sprawy państwa, przedstawiają wielkie niebezpieczeństwo. W chwilach najdonioślejszych, w których ważą się losy państwa, nie wiadomo, od kogo i skąd w ostatniej instancji przyjdzie rozkaz dla rządzących, w czyim interesie ten rozkaz będzie wydany, wreszcie jaka suma mądrości decyzję podyktuje.”[1]

Studnicki po pobycie za oceanem napisał, że „St. Zjedn. nie lubiłem. One mi wykazały, że to co nazywają demokracją, jest naogół panowaniem plutokracji[2], że więc wielką ujmą dla narodu jest zatrata monarchji, która jest związana z systemem hierarchji, będącej przeciwwagą plutokracji.”[3] Remedium na rządy pieniądza upatrywał zatem w monarchii – „Moi młodzi przyjaciele byli zwolennikami ustroju monarchicznego dla Polski, pragnąc, aby odrodzona Polska była silną i rozumiejąc, że monarchja łatwiej koncentruje siłę narodu i że łatwiej jest rządzić się w ustroju monarchicznym, niż republikańskim. Były to ideje niejednokrotnie rozwijane przezemnie.”[4]

Natomiast Roman Dmowski, nie negując wartości ustroju monarchicznego, wskazywał, że konserwatyzm, na którym monarchia była oparta w XIX w. już nie istnieje – „W ostatnich np. czasach mówi się u nas wiele o konserwatyzmie. A przecież konserwatyzm w tym sensie, jaki mu dał wiek XIX, już nie istnieje, to znaczy, nie istnieje jako realna dążność polityczna, bo przecież nie można brać w rachubę oderwanych od życia mrzonek w głowach osób, stojących poza politycznym życiem.”[5]

Rolę warstwy państwonośnej w ustroju państwa nowoczesnego Dmowski przypisuje zorganizowanemu narodowi, tj. tej części ludności państwa, która związana jest silnymi węzłami moralnymi, jednym uczuciem przywiązania do wspólnej sprawy – „Państwo i społeczeństwo dzisiejsze stają się statkami bez steru: na miejsce dawnych władz – korony, stanu uprzywilejowanego, biurokracji – poczuwających się do odpowiedzialności za państwo i z tym poczuciem kierujących jego losami, w państwach największych, stojących na czele naszej cywilizacji, nie ma dziś dostatecznej siły, która by zdolna była sterować statkiem państwowym i wziąć na siebie odpowiedzialność za jego losy. Tę rolę ewolucja dziejowa XIX wieku przeznaczyła narodowi, nie pojętemu formalnie, jako ludność państwa w całej swej masie, poczuwającej się do pełni praw bez poczuwania się do pełni obowiązków, ale narodowi w głębszym tego słowa znaczeniu, tej zbiorowej istocie, która stanowi spójną całość, związaną silnymi węzłami moralnymi, złączonej jednym uczuciem przywiązania do wspólnej sprawy, posiadającą zbiorową myśl i zbiorową wolę.”[6]

Nadto dodaje, że „Jakąkolwiek wszakże pomyślelibyśmy formę rządu dla dzisiejszego państwa europejskiego, nie znajdziemy takiej, która by posiadała trwałość bez oparcia się o silny fizycznie i moralnie, zwarty, mocno zorganizowany naród. I tylko zorganizowany naród może dla państwa odpowiednią formę rządu stworzyć.”[7]

„Na miejsce dawnego społeczeństwa, w którym sprawa publiczna, polityka państwowa należały do niewielkiej tylko części i tę część na ogół tylko obchodziły, zjawił się nowoczesny naród, ogarniający wewnątrz państwa coraz szersze żywioły, czujący się wielką jednostką zbiorową, z własną indywidualnością, z własnymi uczuciami i myślami, z własnymi celami i zadaniami, naród, patrzący na państwo jako na swe wspólne dobro, poczuwający się do prawa i obowiązku kierowania tym państwem według swej zbiorowej woli.”[8]

W nowoczesnym Państwie Polskim konieczne jest zatem, aby kierownicy życia religijnego i narodowego posiadali głęboką myśl katolicką i polską, bez czego państwo nie będzie mogło mieć charakteru suwerennego – „Do tego trzeba przede wszystkim, ażeby zwłaszcza kierownicy życia religijnego i narodowego nie tylko byli ożywieni gorącymi uczuciami katolickimi i polskimi, ale żeby posiadali głęboką myśl katolicką i polską. Bez tego czyn ich nigdy nie wejdzie na właściwą drogę, będzie się wykolejał, czy to samoistnie, czy pod wpływami tych, którzy dążą do rozkładu życia religijnego i narodowego w Polsce.”[9]

            Z myśli obu ideologów ruchu narodowego wynika, iż nie upatrują oni kluczowego czynnika ustrojowego, prawotwórczego i państwo-nośnego Polski niepodległej w tzw. „demokratycznej większości”. Uważają, że kształtowanie poglądów większości wcale nie następuje metodami demokratycznymi i że u nas też – tak jak na Zachodzie – owa większość może przestać być wyrazicielką interesów Narodu Polskiego – jego przeszłych, współczesnych i przyszłych pokoleń. Tym bardziej, że – jak sądzą – w ustroju liberalno-demokratycznym najpoważniejszy wpływ na emocje i zapatrywania naszego rzymskokatolickiego ludu uzyskuje czynnik polityczno-kulturowy, który z ducha polskiego się nie wywodzi.

Siła oddziaływania czynnika dezorganizującego państwo liberalno-demokratyczne, który plasuje się na szczytach władzy, przekłada się na sposób myślenia i morale bezwładnego ludu. Kluczowe zatem znaczenie ludu w ustroju liberalno-demokratycznym nie polega na tym, że jest on „suwerenem”, lecz na tym, iż nie odgrywa on samodzielnej roli politycznej.

Lud zorganizowany przez naród sensu stricte stanowi zaplecze i źródło mocy owego narodu. Gdy jednak kontrolę nad ludem przejmuje siła narodowi wroga, obcym narodowi staje się również jego etniczny lud.

Nie można zaś wykluczyć, że z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia we współczesnej Polsce. Świadczyć o tym może fakt, że Naród Polski ma zasadnicze trudności w odzyskaniu swojego państwa w sposób demokratyczny.

Niekonstruktywne są jednak żale wielu z nas, że lud nasz zupełnie zgłupiał, że głosuje na szkodę narodu i na własną zgubę. Niepłodne są też nasze zżymania, że lud bezmyślnie ulega mowie nienawiści płynącej z rządowych tub propagandowych i że z tego powodu nic w Polsce nie może ulec zmianie. Istotne jest bowiem to, że Roman Dmowski i Władysław Studnicki wcale się proponują nam hołubienia oświeceniowego dogmatu o suwerenności ludu i przeceniania ludu jako czynnika politycznego.

Winniśmy więc skoncentrować się na zorganizowaniu tej części społeczeństwa, która kieruje się instynktami narodowymi i w niej pokładać wiarę w zwycięstwo. To bowiem zorganizowana mniejszość, stanowiąca naród właściwy, a nie masy ludowe, jest zdolna pokierować walką z inną zorganizowaną mniejszością sprawującą władzę w Polsce, a Narodowi Polskiemu wrogą.

Jak jednak zdefiniować naszych przeciwników?

Nie jest to sprawa prosta, albowiem prawdopodobnie ulokowali się oni w każdym obszarze życia zbiorowego, w każdej sile politycznej mającej wpływ na kontrolowanie naszego społeczeństwa, jego zasobów i myśli. Nasi przeciwnicy mają bowiem wybitną umiejętność obejmowania wpływami wielu formalnie przeciwstawnych sobie formacji politycznych i to w stopniu proporcjonalnym do zdolności tych partii do sprawowania władzy. Walka o odzyskanie Państwa Polskiego nie może sprowadzać się zatem jedynie do batalii z rządem i jego zapleczem: Platformą Obywatelską i Polskim Stronnictwem Ludowym. Konieczne staje się rozpoznanie źródeł wrogich polskiemu interesowi narodowemu wpływów i ich zatamowanie. A oddziaływanie czynnika, który można umownie określić jako „międzynaród”, dostrzeżemy nierzadko i w rządzie i w opozycji.

„Międzynaród” w minionym stuleciu zajmował się u nas budowaniem międzynarodówki komunistycznej podporządkowanej Związkowi Sowieckiemu. Nie może więc dziwić, że również dziś „międzynaród” zmierza do wchłonięcia Polski przez organizacje i instytucje międzynarodowe, pozbawiające Polaków źródeł kulturowej i ekonomicznej samoistności. W konsekwencji „międzynaród” jest u nas także rzecznikiem interesów „międzynarodowego” kapitału.

Czy „międzynaród” jest jednak aż tak silny, aby zorganizowany Naród Polski nie mógł go z pleców rzymskokatolickiego polskiego ludu zrzucić?

Bezkrytyczne przywiązanie do liberalno-demokratycznych dogmatów nie ułatwia nam z pewnością pokonania „międzynarodu” i tych, którzy wobec niego prowadzą służalczą politykę. Bezowocność przekonywania do naszych racji ludu, uwarunkowana brakiem odpowiedniego dostępu do mediów i stanem emocjonalno-moralnym ludu, zmusza zapewne wielu z nas do opuszczenia Kraju.

Tymczasem nasz racjonalny przeciwnik wcale ludowładztwem się nie kieruje. Choć bowiem eksploatuje on zasady ustroju liberalno-demokratycznego, to jedynie dlatego, że jest mu to obecnie wygodne. Bynajmniej nie uznaje ich jednak za najlepsze i wyłączne instrumenty sprawowania władzy w Polsce. Wypacza wszak istotę demokracji, uzyskując poparcie ludu za pomocą medialnych kłamstw, propagandy i technik manipulacyjnych. Co więcej, w zamian za gwarancje nienaruszalności swojej pozycji w Kraju, zrzeka się suwerenności Państwa Polskiego (wykonywanej jakoby przez lud) na rzecz innych państw i organizacji międzynarodowych, głównie USA, Unii Europejskiej i Niemiec. Jaskrawym przykładem takiej strategii „międzynarodu” i jego sprzymierzeńców, a zarazem koronnym dowodem odrzucenia przez tę grupę teorii suwerenności ludu (istoty ustroju liberalno-demokratycznego) jest ustawa o tzw. „bratniej pomocy”, umożliwiająca pacyfikację niezadowolenia społecznego w Polsce przez siły policyjne państw obcych.

            A zatem z myśli Romana Dmowskiego i Władysława Studnickiego wypływa wniosek, że ustrój liberalno-demokratyczny nie jest właściwy dla swobodnego wypowiedzenia się Narodu Polskiego. Wynika z niej również, że źródło naszej siły tkwi w odpowiedniej organizacji politycznej narodu – jak należy przyjąć poza obecnym systemem partyjnym. To zatem głównie od nas zależy czy zaprowadzimy w Polsce taki ustrój społeczno-polityczny, który będzie adekwatny dla naszego niepodległego bytu.

[1] R. Dmowski, Zagadnienie rządu, Krzeszowice 2005, s. 10-11.

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Plutokracja

[3] W. Studnicki, Z przeżyć i walk, Warszawa 1928, s. 218-279.

[4] Tamże, s. 267.

[5] R. Dmowski, Zagadnienie…, op. cit., s. 12.

[6] Tamże, s. 27.

[7] Tamże, s. 30.

[8] Tamże, s. 15.

[9] Tamże, s. 21.

Share Button

Artykuły, które mogą Cię zainteresować:


Rozważania o ojcu Józefie Marii Bocheńskim
Piotr Pranajtis: „Rozważania o ojcu Józefie Marii Bocheńskim”


Rola Niemiec w programie Polski niepodległej
Spróbujmy tylko na chwilę przedstawić sobie, jakie byłyby losy Polski, gdyby Niemcom … udało się było rozbić potrójne porozumienie, związać Rosję z so…


Praca organiczna w XXI w.
Piotr Pranajtis: Praca organiczna w XXI w.


Zagadnienie Rosji w polskiej polityce narodowej
Roman Dmowski uważał, że w polskich warunkach geopolitycznych błędna jest polityka równowagi, polegająca na identycznym dystansie tak wobec Niemiec, j…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *