Wołyń’43. Dlaczego przegraliśmy z Ukraińcami?

Share Button

Wołyń’43. Dlaczego przegraliśmy z Ukraińcami?

Porażki Polaków w zmaganiach z Ukraińcami biorą swe źródło w braku wiedzy o podstawowych wartościach kultury ukraińskiej, jej cywilizacyjnej przynależności oraz w pragnieniu budowy z Ukrainą wspólnego frontu przeciwko Rosji, w woli osiągnięcia porozumienia za wszelką cenę. Brak wiedzy o kulturze Ukraińców, a w wielu przypadkach uporczywe nieprzyjmowanie do wiadomości wiedzy już naukowo ustalonej, w połączeniu z silną ideologizacją relacji polsko-ukraińskich w duchu prometejskim (antyrosyjskim) skutkuje infantylizacją podejścia Polaków do naszych południowo-wschodnich sąsiadów i trudną do zaakceptowania pobłażliwością oraz ustępliwością.

Początki polskiej obecności na ziemiach Rusi południowo-zachodniej były dla nas bardzo obiecujące. Misja Kościoła rzymskokatolickiego przynosiła liczne konwersje wśród miejscowej szlachty i możnowładztwa. Językiem urzędowym, a wkrótce także domowym ruskiej szlachty stawał się język polski. Na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej powstawały dzieła budownictwa łacińskiego – kościoły, kolegiaty i pałace.

Równolegle jednak wyrastał nad Dniestrem i Dnieprem na podłożu rodzimej kultury sprzeciw wobec wpływów cywilizacji łacińskiej, którego Królestwo Polskie nie potrafiło spacyfikować. Część narodu szlacheckiego mniemała, że da się obłaskawić kozactwo przywilejami szlacheckimi i ustępstwami politycznymi. Wówczas to pojawiło się po raz pierwszy żądanie opuszczenia obszaru projektowanego Księstwa Ruskiego[1] przez szlachtę i duchowieństwo wyznania rzymskokatolickiego. Żądanie to stało się następnie trwałym elementem stosunku narodowości ukraińskiej do Polaków i Kościoła łacińskiego. Swój ostatni akord znalazło ono w ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-44.

Unia z Kozakami zawarta w Hadziaczu w dniu 16 września 1658 r. okazała się nietrwała, choć nigdy polscy politycy nie przeanalizowali kulturowych (cywilizacyjnych) przeszkód do jej wdrożenia. Być może brakowało naukowych opracowań tej problematyki, bowiem dostarczone one zostały przez polskiego historiozofa Feliksa Konecznego (1862-1949) dopiero w I połowie XX w., który ustalił, że kulturę kozacką zalicza się do cywilizacji turańskiej[2]. W każdym razie wraz z zajęciem Ukrainy zadnieprzańskiej przez Moskwę i zniknięciem kozaczyzny jako samodzielnego bytu politycznego, Polacy przestali zaprzątać sobie głowę kwestiami tożsamości południowo-wschodnich sąsiadów.

Gdy w wyniku rozbiorów 80% terytorium naszego państwa zostało połknięte przez Rosję, przedmiotem polskiego zainteresowania na trwałe stała się kultura organizująca państwo moskiewskie.[3] Skoro to Rosja była naszą główną antagonistką w całym wieku XIX i następnie, w wersji sowieckiej, przez kolejne dekady XX w., znowu Polacy nie zawracali sobie głowy kwestią tożsamości ukraińskiej. Z kolei po powstaniu styczniowym ukraińskość zaczęto uważać za ruch dla Polski korzystny, przeciwmoskiewski, który można wykorzystać do walki ze wspólnym wrogiem – Rosją. Ponieważ zaś wiele obiecywano sobie ze współdziałania z Ukraińcami, chętnie przypisywano ruchowi ukraińskiemu cechy których on w istocie nie posiadał, w szczególności przywiązanie do wspólnych z Polakami wartości. Infantylnie przyjmowano, że skoro Rosja to państwo oparte na tyranii, nagiej sile, programowo antypolskie, antykatolickie, antyłacińskie i bezetyczne, to antyrosyjski ruch ukraiński musi mieć oblicze demokratyczne, propolskie, prokatolickie i że swoje cele realizuje w sposób etyczny. Skoro też z doświadczeń wynikających z dziewiętnastowiecznych walk z Rosją wynikało, że wrogiem Polski i Polaków jest przede wszystkim państwo moskiewskie, a stosunki pomiędzy nami i Rosjanami układają się w sferze prywatnej zgodnie z zasadami moralności i często przyjaźnie – pomimo oficjalnej polityki państwowej Moskwy[4], to nie wyobrażano sobie, aby pozbawieni własnego państwa Ukraińcy, dla których politycznym wrogiem powinno być państwo moskiewskie, mogli być wrogo usposobieni do Polaków. Tym bardziej by w imię samostijnej Ukrainy mogli dopuścić się względem nas najpotworniejszych zbrodni.

W dalszym ciągu Polacy nie odrobili lekcji odnośnie podłoża cywilizacyjnego, na którym budowała się ukraińskość. Jednoznacznie określano cywilizacyjnie Rosję – jako twór bezetyczny, oparty na woli władcy, terrorze i słabości podporządkowanego mu społeczeństwa, a na Ukrainę spoglądano jak na nieukształtowany cywilizacyjnie obszar, podatny na wpływy, o który zabiega obca jakoby tam cywilizacji turańska[5] (wg Konecznego pozbawiona moralności, nietrwała i nastawiona jedynie na gromadną ekspansję, której przewodzi jednostka mająca w swoim władztwie ślepy tłum posłuszny jej zwierzchnictwu) i obecna nad Dnieprem już od stuleci cywilizacja łacińska (wytwarzająca naród, opierająca państwo na społeczeństwie a od życia publicznego wymagająca etyki[6]). Nie chciano zauważyć, że w przypadku Ukraińców źródłem generującym konflikt z Polakami może nie być państwo, lecz czynniki plemienno-kulturowe zakorzenione w świadomości ukraińskiej. Nie chciano także zauważyć, że stosunki pomiędzy samymi Ukraińcami oparte są na kulcie siły i terroru wypływającego z głębokich doświadczeń bytu plemiennego. Słowem, abstrahowano od faktu, że kultura ukraińska jest emanacją tej samej cywilizacji turańskiej do której należy kultura moskiewska i że wartości tej cywilizacji ujawniają się w życiu zbiorowym ludu ukraińskiego w znacznie wyższym stopniu niż w utożsamianym przez Polaków z turańszczyzną narodzie rosyjskim.

Odmienność kultury moskiewskiej od kultury ukraińskiej polega na tym, że czynnikiem organizującym życie zbiorowe w Rosji jest państwo. W kulturze moskiewskiej dostrzec można również relikty po wpływach biurokratyzmu bizantyńskiego. Rosjanie w pełni utożsamiają się z państwem i to ono stanowi dla nich zasadniczy punkt odniesienia. Z kolei na Ukrainie wpływy bizantyńskie zostały w całości zmiecione przez obecność mongolsko-tatarską, której brutalność odcisnęła w Kijowie piętno o wiele głębiej niż w Moskwie czy tym bardziej w Nowogrodzie Wielkim. Nie bez znaczenia jest również to, że zaszczepiona nad Dnieprem w końcu X w. cywilizacja bizantyńska nie została tam ugruntowana przed przybyciem wojowniczych turańskich ludów z Azji centralnej. Od początku bowiem wpływy Bizancjum były ograniczane przez wpływy cywilizacji żydowskiej, będące spadkiem po istniejącym do X w. na wschodniej Ukrainie państwie zjudazizowanego plemienia Chazarów[7].

Najistotniejszą różnicę pomiędzy turańszczyzną moskiewską a turańszczyzną ukraińską stanowi to, że ta ostatnia jest demokratyczna – w tym sensie, że nośnikiem podstawowych wartości cywilizacji nie jest tam państwo, lecz plemię, bowiem decyzje dotyczące urządzeń życia zbiorowego zapadają na plemiennym wiecu lub radzie (Sicz zaporoska, Majdan kijowski).

Rada kozacka Siczy zaporoskiej
Rada kozacka Siczy zaporoskiej https://pl.wikipedia.org/wiki/Sicz_Zaporoska

Różnice pomiędzy turańskimi kulturami moskiewską i ukraińską znalazły swój wyraz w ideologii integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, który także w żaden sposób nie jest porównywalny z nacjonalizmem rosyjskim. Nacjonalizm ukraiński ubóstwia „ducha narodu”[8] i podporządkowuje wszystkie aspekty życia zbiorowego jego woli (a nie jak w Rosji woli władcy). Niemniej „naród” należy w tym przypadku ujmować w kategoriach plemienia, a nie narodu w rozumieniu cywilizacji łacińskiej. Należy bowiem zgodzić się z oceną F. Konecznego, iż „na turańszczyźnie narodowość się nie wytworzy.”[9]

 

Alegoria ukraińskiego nacjonalizmu
Alegoria ukraińskiego nacjonalizmu – na górze prawdopodobnie sokół symbolizujący ukraińskiego „ducha odwiecznej walki”; w planie głównym bojownik UPA z karabinem w aureoli świętości – ubóstwienie siły i destrukcji; wieniec laurowy symbolizujący zapewne zwycięstwo nacji ukraińskiej; flagi i szarfa w kolorze państwowym oraz OUN-UPA i hasłem „Chwała bohaterom”; wreszcie u dołu czaszki ofiar terroru ukraińskiego nacjonalizmu jako symbol władztwa wykonywanego metodą zastraszania ludności i fizycznej eliminacji wrogów
http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tomasz-roch/o-ihor-pelehatyj-swoim-poswieceniem-zdarl-maske-milosci-i-prawdy-z

 

Nacjonalizm ukraiński oparty jest na kulcie siły, a terror jako narzędzie sprawowania władzy, swoisty wyznacznik suwerenności terytorialnej, stał się nieodłącznym jego atrybutem. Inna ważna różnica pomiędzy kulturą ukraińską a kulturą moskiewską polega właśnie na tym, że w Rosji stosowanie siły i terroru pozostaje jednak domeną państwa, a nie nacji. Inaczej rzecz ujmując, za wykonywanie władztwa przy pomocy strachu w kulturze moskiewskiej odpowiada państwo, a w kulturze ukraińskiej – nacja ujmowana metafizycznie jako „duch odwiecznej walki”.

Nieprzypadkowo więc ziemie ukrainne od czasów rebelii kozackich, poprzez hajdamaczyznę, koliszczyznę, do ludobójstwa dokonanego na Kresach Wschodnich II RP przez integralnych ukraińskich nacjonalistów, nieustannie spływały krwią, owiane były dymem pożarów i pogrążały się w niekończących się wojnach domowych.

Uważnego badacza cywilizacji nie powinien też dziwić renesans cywilizacji turańskiej na Ukrainie po obaleniu względnie stabilnych i niosących spokój na wiecznie płonącej Ukrainie rządów prorosyjskich.

Dlaczego zatem rządy rosyjskie uspokajają Ukrainę, a polskie – jątrzą „ducha odwiecznej walki”, tj. wyzwalają w Ukraińcach bunt i opór?

Wydaje się, że kluczem do utrzymania porządku i spokoju na Ukrainie jest stosowanie właściwych w tej cywilizacji i przez to skutecznych narzędzi. Rosja stosuje całe spektrum takich instrumentów[10] – siłę, terror, zsyłki na Sybir oraz dokonuje przesiedleń buntującej się ludności w inne regiony państwa. Dlatego rządy rosyjskie na Ukrainie pacyfikują ukraińskiego „ducha odwiecznej walki” i jakby nie patrzeć zapewniają tym ziemiom prosperity i rozwój.  Widać to było w szczególności w wieku XIX, chyba jedynym stuleciu względnego spokoju na ziemiach ukrainnych.

Z kolei Polacy nie zdołali dotąd przyjąć do wiadomości podstawowych wartości cywilizacji Ukraińców. Próbujemy zjednać sobie tę nację drogą ustępstw i aktów dobrej woli, co jest odbierane jako przejaw słabości i prowokuje eskalację roszczeń. Błędnie też założyliśmy, że główną przyczyną upadku I Rzeczypospolitej było nieosiągnięcie z Kozakami porozumienia, podczas gdy polską racją stanu było wówczas bezwzględne zdławienie rebelii kozackiej, bo stanowiło to w oczach miejscowego ludu dowód trwałości panowania Królestwa Polskiego.

Odnosząc się do poglądów części Polaków w kwestii porozumienia z Ukraińcami, Feliks Koneczny napisał, że „Poprzednicy nasi dopomagali z całych sił ruchom narodowym letuwskiemu i ruskiemu i dopomogli mu też walnie w wytwarzaniu piśmiennictw narodowych. Polskim rządom w Galicji zawdzięczają Rusini wprowadzenie pisowni fonetycznej i w ogóle ‘ukrainizację szkolnictwa’.” Wytykając zaś bezowocność dla nas tych działań Koneczny stanął na stanowisku, że „Nieprzyjaciołom państwa trzeba odjąć możność wyrządzania szkody. Podobnie jak Niemcy i Żydzi nie będą mogli Rusini i Letuwini sprawować żadnej funkcji publicznej, nie będą mogli być ani urzędnikami, ani oficerami. Nie będą też mogli posiadać broni. Wrogów państwa nie można robić równouprawnionymi obywatelami. Te środki zaradcze należą do polskiej samoobrony.”[11]

O ile jednak w Polsce szlacheckiej silny wpływ na politykę państwa na ziemiach ukrainnych  wywierała miejscowa szlachta ruska, z czołowym jej przedstawicielem – księciem Jeremim Wiśniowieckim, która doskonale znała miejscowy sposób rozumowania i nie pozwalała na daleko idące fantasmagorie zwolenników ugody z turańszczyzną, to w wiekach późniejszych jasność spojrzenia na kwestię ukraińską została przyćmiona.

Tymczasem II wojna światowa obudziła w masach ukraińskich atawistyczne, pierwotne instynkty plemienne odziedziczone po przybyłych ze stepów Azji koczowniczych przodkach. Jednym z nich był wewnętrzny nakaz zabijania i to zabijania okrutnego. Atawizm ten, uzasadniony nadto ideologią integralnego ukraińskiego nacjonalizmu, sprowadził piekło na żyjących z nimi zgodnie od pokoleń polskich sąsiadów.

O ile w narodach cywilizowanych zaporą przed ubóstwianiem destrukcyjności, bałwochwalstwem zniszczenia jest kultura, to w przypadku plemion wywodzących się ze stepu jedyną tamę przed okrucieństwem stanowi silne państwo, zdolne powstrzymywać hajdamackie instynkty.

Obecnie już wiemy, że na Ukrainie inaczej definiuje się pojęcia wolności i suwerenności, niż to robią narody cywilizacji łacińskiej. Pojęcia te, szczególnie na zachodniej i środkowej Ukrainie mają taką treść, jaką nadaje im ideologia ukraińskiego nacjonalizmu, tj., że Ukraina będzie naprawdę wolna i suwerenna dopiero wówczas, gdy zostanie uwolniona od  mniejszości narodowych – w szczególności od Polaków i Żydów,  i obejmie wszystkie ziemie tzw. Sobornej Ukrainy. W kulturze ukraińskiej inaczej też niż wśród narodów cywilizacji łacińskiej zapatruje się na kwestie moralności w sferze publicznej. Zgodnie bowiem z kanonami ukraińskiego nacjonalizmu wszystko co służy sprawie ukraińskiej jest dobre (makiawelizm). Zatem nawet metody postępowania budzące odrazę i oburzenie u ludzi Zachodu nacjonaliści ukraińscy uznają za właściwe. Stąd też na Ukrainie nie jest możliwe oddolne rozliczenie się ze zbrodniczą przeszłością Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zbrodniarze wojenni i ludobójcy Polaków i Żydów otrzymują nadawany przez państwo status narodowego bohatera Ukrainy, stawiane są im pomniki, a przeciwnicy banderyzacji państwa podlegają ściganiu karnemu za „przestępstwo” negowania „bohaterskich dokonań” Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Dlaczego zatem przegraliśmy z Ukraińcami bitwę o Wołyń w latach II wojny światowej? Otóż dlatego, że w okresie II wojny światowej niewiele wiedzieliśmy o wartościach kultury ukraińskiej, jej zakotwiczeniu w cywilizacji turańskiej. Nie zdawaliśmy sobie w szczególności sprawy z tego, że nie krępuje ona działalności w sferze publicznej zasadami etyki. Nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że czyha na nas śmiertelne niebezpieczeństwo, nawet groźniejsze niż zgotowane nam przez Niemców i sowietów.

Byliśmy kompletnie zaskoczeni niemożliwym do wytłumaczenia z punktu widzenia dekalogu chrześcijańskiego okrucieństwem naszych sąsiadów, wśród których mieszkaliśmy od stuleci. Nie mieliśmy pojęcia, że zasady, którymi kierują się ukraińscy nacjonaliści pochodzą z antychrystowego Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty.

Zostaliśmy na Wołyniu pokonani i wypędzeni także dlatego, że nieustannie od powstania styczniowego angażowaliśmy się kulturowo i politycznie w animację nacjonalizmu ukraińskiego, zwiększając jego siłę w stosunku do miejscowych sił polskich, rojąc o wykorzystaniu go do walki z Rosją, a następnie Związkiem Sowieckim. Ulegliśmy Ukraińcom również dlatego, że zamiast zaszczepiać na ziemiach ruskich wyznanie rzymskokatolickie, budowaliśmy unię religijną (grekokatolicyzm). W końcu zaś z tej przyczyny, że nie skłanialiśmy do wyjazdu na Ukrainę (do Ukraińskiej SSR) lub innych krajów, osób, które nie akceptując polskiej państwowości na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej i sięgając po terroryzm lub go usprawiedliwiając, stanowiły zagrożenie dla integralności terytorialnej państwa i bezpieczeństwa obywateli Rzeczypospolitej. Budowaliśmy tam, w szczególności rękoma wojewody wołyńskiego Henryka Józewskiego, bazę dla ukraińskiego terroryzmu i separatyzmu – ukraińskie szkoły i administrację lokalną, paramilitarne szkolenie młodzieży ukraińskiej w masowych organizacjach „Łuh” i „Sokił”[12]. Przełożyło się to następnie na tryumf celów nacji ukraińskiej określonych w ideologii Dymytro Doncowa  – oczyszczenie z Lachów ziem ruskich aż po San.

Lucyna Kulińska napisała, że „Wojewoda Józewski zasłużył sobie więc rzetelnie na określenie: ‘grabarz polskości Wołynia’. Za zniszczenie polskiego stanu posiadania; za wzmocnienie ukrainizmu przez likwidowanie polskiej własności drogą rozdziału ziemi polskiej wyłącznie między miejscową ludność ukraińską; za terroryzowanie polskiego społeczeństwa, rozbijanie jego spójności; za sprowadzanie z zagranicy (Niemiec, Czech) Ukraińców i obsadzanie nimi administracji przy równoczesnym usuwaniu ze stanowiska Polaków; za ukrainizowanie Cerkwi prawosławnej przez wprowadzenie do liturgii języka ukraińskiego w miejsce starosłowiańskiego; za zakładanie ukraińskich szkół; za założenie ukraińskiej partii politycznej ‘Wołyńskie Ukraińskie Objednanie’ oraz całego szeregu organizacji którym przewodzili sprowadzeni z Kijowszczyzny Ukraińcy. Procederu tego Józewski dopuszczał się przez 11 lat!”[13]

Nasza naiwność w odniesieniu do celów i metod działania ukraińskich nacjonalistów („Będziesz dążył do rozszerzenia siły, sławy, bogactwa i obszaru państwa ukraińskiego.” ; „Nienawiścią i bezwzględną walką będziesz przyjmował wroga Twego Narodu[14]) może nam podpowiadać, że skoro utraciliśmy na rzecz Ukrainy wszystko, co sami postrzegamy jako ziemie ruskie (co nie znaczy, że są one ukraińskie), to zaspokojoną w swoich najdalszych żądaniach nację ukraińską satysfakcjonować będzie zachowanie terytorialnego status quo. A zatem – w myśl tych założeń – nie drażniąc Ukraińców przypominaniem polskości Lwowa i wypominaniem ludobójstwa którego ich rodacy dopuścili się na Kresach południowo-wschodnich zyskamy pewnego sojusznika do walki z Rosją.

Wnioskowaniu takiemu nie sposób jednak przyznać racji, biorąc pod uwagę cytowane powyżej przykazania Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty, aktualną politykę historyczną Ukrainy w wykonaniu szefa Ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza oraz wpisanie do doktryny państwa ukraińskiego roszczeń terytorialnych do co najmniej 19 powiatów województw podkarpackiego, lubelskiego, krakowskiego i podlaskiego.[15]

ukraińskie mapy prawdy
Ukraińskie mapy prawdy – oficjalne roszczenia terytorialne Ukrainy wobec Polski – publikowane na stronach ambasad Ukrainy w USA i Niemczech.
http://kresywekrwi.blogspot.com/2016/08/ukrainskie-roszczenia-terytorialne.html

 

Ulotka rozbiór Polski

 

Założeniom o zaspokojeniu apetytu ukraińskiego nacjonalizmu przez aneksję polskich województw położonych na wschód od Bugu przeczą również ustalenia Feliksa Konecznego, który zauważył, że „Rusin posiada pewną szczególną cechę dla nas niezrozumiałą – musi mu być ‘kriuda’, inaczej nie uważałby się za patriotę… W polityce ‘wielkiej’ Rusini proponują nam, byśmy się wynieśli ‘za San’; gdybyśmy to zrobili, byłaby im krzywda, żeśmy się nie cofnęli za Wisłok, potem za Wisłokę, i jeszcze za Dunajec, a nawet gdzieś za Popradem jeszcze by im była krzywda. Na to nie ma rady.”[16]; „Za daleko trzeba by zbaczać, żeby wyjaśniać ten stan umysłów. Przyjmujemy po prostu pomiędzy założenia naszych projektów fakt, że Letuwini i Rusini są nam zaciekłymi wrogami i że na to nie pomogą żadne dowody przyjaźni z naszej strony. Oni nienawidzą w nas cywilizację łacińską.”[17]

Także Lucyna Kulińska podkreśla, że „Eksperyment wołyński był jednym z wielu przedsięwzięć władz sanacyjnych mających na celu zjednanie ludności ukraińskiej kolejnymi koncesjami, często kosztem polskiego stanu posiadania (reformy rolne, spółdzielczość, szkolnictwo itp.). Owe koncesje, zamiast lojalności ukraińskich mieszkańców państwa, przyniosły pogorszenie stanu bezpieczeństwa na Kresach na skutek terrorystycznych działań OUN i innych ukraińskich organizacji prowadzących antypolskie akcje w terenie. Ustępstwa odbierane były jedynie jako objaw słabości państwa. Kolejne zamachy i akty wrogości ze strony nacjonalistów ukraińskich wywoływały niekiedy reakcję władz. Spirala niechęci narastała.”[18]

Polska polityka wyrzekania się wobec państwa ukraińskiego roszczeń związanych z okupacją naszych południowo-wschodnich województw jedynie Ukraińców rozzuchwala. Przykładem tego jest np. to, że ci Ukraińcy, którzy zostali po wojnie przesiedleni z obecnej południowo-wschodniej Polski do USRR planują masowo wystąpić o odszkodowania za utracony majątek.[19]

Odrzucając nagromadzone przez pokolenia iluzje odnośnie Ukraińców i naszą rozbrajającą w swojej naiwności ustępliwość wobec tego plemienia, należy przyjąć jako cnotę stosowanie metod odpowiednich do walki z wrogą cywilizacją. W miejsce ustępliwości należy przyjąć nieustępliwość, w miejsce łatwowierności – przezorność i ostrożność. Zamiast uzasadniać przynależność Wołynia i Podola do Ukrainy, należy podkreślać ich polskość i związek z naszym państwem.  Zamiast wreszcie akceptować skutki Jałty i czystek etnicznych na Wołyniu – żądać ich przekreślenia i zwrotu tych ziem Polsce.

mapa

Czy nie odczuwamy dumy narodowej stojąc na murach najpotężniejszej twierdzy Rzeczypospolitej w Kamieńcu Podolskim?

O czym myślimy, gdy spoglądamy z Góry Królowej Bomy na Liceum Krzemienieckie, gdzie wzrastał wieszcz narodu Juliusz Słowacki?

Krzemieniec - widok z Góry Królowej Bony
Krzemieniec – widok z Góry Królowej Bony na Liceum Krzemienieckie. Fot. Archiwum galerii Labirynt
http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3030388,pod-gora-krolowej-bony,id,t.html

 

Czy nie skrywamy w głębi duszy pragnienia, by polski sztandar znowu załopotał nad Lwowem, a Mazurek Dąbrowskiego zabrzmiał na defiladzie zwycięstwa na Cmentarzu Orląt?

Zapewne chcielibyśmy ponownie wkroczyć na drogę wytyczoną przez naszych antenatów, która przez pokolenia wiodła na Kresy i doprowadziła naszą Ojczyznę do potęgi i wielkości.

Naprawdę nie musimy z tego zrezygnować tylko dlatego, że przegraliśmy z Ukraińcami w 1943 r. jedną z bitew. Wyciągnijmy lepiej z błędów przeszłości wnioski, ale konstruktywne, a nie kapitulanckie.

___________

Przypisy

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Unia_hadziacka

[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Koneczny

[3] Zob. Henryk Kamieński, Rosja i Europa. Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami, Paryż 1857.

[4] Zob. Adam Mickiewicz, Do przyjaciół Moskali http://sciaga.pl/tekst/32419-33-do_przyjaciol_moskali_interpretacja_wiersza_w_kontekscie_innych_utworow_poety

Przypomnieć należy, że nasz największy wieszcz narodowy Adam Mickiewicz nie był niechętny wszystkim Rosjanom. Miał wśród nich przyjaciół. Wielu Rosjan, było porządnymi ludźmi i starali się pomóc Polakom. Sami organizowali własne towarzystwa patriotyczne, tak jak np. Dekabryści, którzy walczyli o dobro swojego narodu i przeciwstawiali się rządom cara. Adam Mickiewicz, nie był negatywnie nastawiony do wszystkich Rosjan. Wiedział, że zniewoleni ludzie istnieją zarówno w Rosji, jak i w Polsce. Kiedy przebywał w Rosji, spotykał się z arystokracja rosyjską. Niektórzy z nich byli ludźmi rozumiejącymi Polaków. http://www.bryk.pl/wypracowania/jezyk_polski/romantyzm/61-obraz_rosji_i_rosjan_ukazany_przez_adama_mickiewicza_w_utworach_literackich_w_swojej_pracy_wykorzystaj_cytaty.html

[5] Terminologia według systematyki cywilizacji dokonanej przez Feliksa Konecznego, w XIX wieku jeszcze nieznana.

[6] F. Koneczny, O wielości cywilizacji, Warszawa 2002, s. 359; F. Koneczny, Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej, Warszawa – Komorów 2001, s. 96.

[7] https://pl.wikipedia.org/wiki/Chazarowie

[8] Ja – Duch odwiecznej walki, który uchronił Ciebie od potopu tatarskiego i postawił między dwoma światami, nakazuję nowe życie https://pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog_ukrai%C5%84skiego_nacjonalisty

[9] F. Koneczny, Państwo i prawo…, op. cit., s. 214.

[10] Abstrahujemy tutaj od ich oceny etycznej.

[11]  F. Koneczny, Państwo i prawo…, op. cit.,  s. 217.

[12] Lucyna Kulińska, Czy Polacy w polityce wschodniej są skazani na powtarzanie błędów?, „Polityka Polska” nr 9-10 (17-18), wrzesień – październik 2016, s. 66-76.

[13] Tamże.

[14] https://pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog_ukrai%C5%84skiego_nacjonalisty

[15] http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/ukraincy-twierdza-ze-wschodnia-polska-okupowana-zachodnia-ukrainahttps://forumemjot.wordpress.com/2015/02/11/ukrainskie-mapy-prawdy-oficjalne-roszczenia-terytorialne-wladcow-ukrainy-wobec-polski-publikowane-na-stronach-ambasad-usa-niemiec-ukrainy-polskie-elity-i-kosciol-milcza/

[16] F. Koneczny, Państwo i prawo…, op. cit., s. 215 .

[17] Tamże, s. 217.

[18] Lucyna Kulińska, op. cit.

[19] Leszek Pietrzak, Idą po nasze!, „Gazeta Warszawska” nr 09 (507), 3-9 marca 2017 r.

Share Button

Artykuły, które mogą Cię zainteresować:


Unia Europejska, Liga Środkowoeuropejska a polskie Kresy Wschodnie
Czesław Podlidecki: Unia Europejska, Liga Środkowoeuropejska a polskie Kresy Wschodnie.


Młodzi warszawiacy bronią praw Polaków na Litwie
Czesław Podlidecki: Młodzi warszawiacy bronią praw Polaków na Litwie.


Doktryna quasi-jagiellońska
Czesław Podlidecki: „Doktryna quasi-jagiellońska”


Odrzucenie polskiego dziedzictwa na Litwie i Rusi osią polityki jagiellońskiej w Polsce
Żądania Kresowian, aby Polska domagała się od Ukrainy i Republiki Litewskiej poszanowania polskiego dziedzictwa kulturowego oraz praw narodowych naszy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *