Między Polską piastowską a jagiellońską

Share Button

Idea piastowska jest Polakom dobrze znana jako idea polskiego państwa narodowego. Znana jest ona w szczególności polskim narodowcom, bo to na niej oparł swoją koncepcję polityczną Roman Dmowski. Jest to idea ze wszech miar słuszna, a ponadto wymaga wydobycia z głębokiej defensywy, do której z kolei zepchnęli ją fałszywi interpretatorzy idei jagiellońskiej.

Zarówno idea piastowska, jak też idea jagiellońska zostały stworzone przez polskich patriotów (Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego) i miały służyć potędze naszego Państwa i Narodu. Spór polegał na tym czy należy  ziemie zabużańskie włączyć wprost w skład Państwa Polskiego, czy też stworzyć tam marionetkowe państewka współzarządzane przez tamtejszą polską elitę i utrzymywane sojuszem militarnym (obecnością polskiego wojska) w federacji z Polską przedbużańską. Szkopuł w tym, że jak każda idea, oderwały się one od intencji swoich twórców i są wykorzystywane do celów sprzecznych z pierwotnymi założeniami.

Gdyby współcześnie stręczona nam idea jagiellońska nie służyła oszukiwaniu Polaków i pozbawianiu nas państwa narodowego w interesie globalistów, lecz rzeczywiście była realizowana przez polskich patriotów,  to czy  znalazłby się rozsądny polski narodowiec, który sprzeciwiłby się uzależnieniu od Polski państewek buforowych na dalekich kresach Polski historycznej (poza granicą z 1939 r.), gdzie nieliczni Polacy nieskrępowanie rozwijaliby się kulturowo i gospodarczo, a dzięki wsparciu z Macierzy uzyskaliby ważną pozycję społeczną, tak jak było kiedyś? Twory państwowe na wschód od Polski nie miałyby w takim przypadku służyć budowaniu suwerennych państw i odrębnych od Polaków narodów, tym bardziej że wrogo do nas nastawionych, lecz tworzone byłyby po to, aby wprowadzić tam naszą kulturę i wartości, a jednocześnie uchronić nas przed negatywnymi konsekwencjami przedwczesnego włączenia do Państwa Polskiego wielomilionowych mas ludności obcej kulturowo. Tak rozumiana idea jagiellońska daje narzędzia pozwalające na wstrzymanie się przed pospieszną inkorporacją obszarów naddnieprzańskich, do których Polska z racji historycznych i geopolitycznych pretenduje, na rzecz ich organicznej unifikacji z polskością w ramach formalnie odrębnych, jednakże całkowicie uzależnionych od Polski organizmów państwowych. Zrealizowania tej idei nie można z góry odrzucać. Tym bardziej nie wolno jej odrzucać tylko z tego powodu, że ideę jagiellońską rozgrywają po swojemu różni gracze, którym w ogóle nie chodzi o interes Polski, lecz o to, by Polskę wykorzystać.[1]

Nie może w szczególności polski narodowiec położyć na szali walki z Rosją o dominację nad obszarem Ziem Utraconych zaniechania obrony praw ojczyźnianych Polaków w krajach ULB, czego żądają od nas międzynarodowi gracze, w szczególności USA. A to dlatego, że zabezpieczenie trwania polskości na Ziemiach Utraconych jest absolutnym minimum koniecznym dla realizacji bardziej śmiałych koncepcji geopolitycznych na wypadek gdyby Państwo Polskie rosło w siłę, a nasi konkurenci i rywale na obszarze pomiędzy Bugiem a Dnieprem słabli. Nie można natomiast naszych najbardziej podstawowych interesów etnicznych w krajach ULB poświęcać w imię tworu geopolitycznego, którego może nigdy nie uda się zbudować.

Zatem odrzucając interesy globalistycznych moderatorów naszych narodowych doktryn politycznych, „piastowie” winni dążyć do porozumienia z „jagiellończykami”, co pozwoliłoby na uniemożliwienie rozgrywania polskimi imperialistami na szkodę polskiego interesu narodowego. Można bowiem wpływy na obszarze Bug-Dniepr odzyskiwać stopniowo, zabezpieczając najpierw najżywotniejsze i bezpośrednio zagrożone nasze interesy na tym obszarze, a dopiero po odbudowie potencjału militarnego państwa wdrażać imperialną politykę jagiellońską (zabrać się za efektywne wypychanie wpływów Rosji z całego obszaru Polski historycznej).

A zatem należy dokonać kwerendy polskiego narodowego stanu posiadania i dziedzictwa na Ziemiach Utraconych, a obszar ten jest wysoce zróżnicowany. I tak np. w obecnej Republice Białoruś na obszarze zaanektowanym od II Rzeczypospolitej Polskiej (Ziemia Wileńska i Nowogródzka) zamieszkuje wciąż, i to w sposób zwarty, około miliona katolików czujących się Polakami bądź mających świadomość polskiego pochodzenia (wydano 120 tys. Kart Polaka, w tym 20 tys. w ciągu ostatniego roku). Zamieszkują oni w zgodzie z ludnością prawosławno – białoruską, również głęboko zlatynizowaną w okresie I Rzeczypospolitej, czego niezatarte ślady pozostają w mentalności zachodnich Białorusinów do dziś. Białorusini jeżeli nawet czasami z polskością walczyli, to jedynie z obcej inspiracji i są Polsce w swej zasadniczej masie przychylni. Przyłączenie zatem do Polski terenów przedwojennego województwa wileńskiego, nowogródzkiego i poleskiego, gdy to kiedyś stanie się możliwe, w niczym nie naruszy narodowego charakteru Państwa Polskiego, lecz istotnie wzmocni polskość terytorialnie. Nawet na obszarach, w których zadeklarowani Polacy stanowią niewielki odsetek ludności, wystarczy ich do zorganizowania powracającego tam Państwa Polskiego, albowiem są to ludzie zahartowani, głęboko polskości oddani.  Oprócz nich są tam też Tutejsi katolicy, którym polskość jest bliska, ale nie chcą swojego życia i mienia narażać w walce o Polskę.

Nie do przecenienia dla polskiej narodowej tożsamości jest bogactwo kultury materialnej, które poprzednie pokolenia Polaków wytworzyły na Ziemi Wileńskiej i Nowogródzkiej, i która nadal kształtuje jej oblicze. To samo dotyczy tej części Wileńszczyzny wraz z miastem Wilnem, która została zaanektowana przez Republikę Litewską. Jeśliby ziemie te miały kiedyś wrócić do Polski, celowe jest umacnianie tam polskości i powinno być to priorytetem przed realizacją bardziej śmiałych projektów geopolitycznych. Pozostały natomiast obszar obecnej Republiki Litewskiej mógłby ewentualnie stanowić przedmiot realizacji koncepcji jagiellońskiej. I choć optymalne byłoby inkorporowanie całej Republiki Litewskiej do Polski, to można by też myśleć o inkorporowaniu okręgu wileńskiego, a z pozostałej części obecnej Republiki Litewskiej uczynić państewko z Polską sfederowane. Objęcie małej i słabo zaludnionej Republice Litewskiej polskim przywództwem jest absolutnie możliwe. W Republice Litewskiej nastąpiła głęboka depopulacja kraju (spadek ludności do 2,7 mln) związana z niskim poziomem życia i brakiem podstawowej infrastruktury na obszarach wiejskich (bieżącej wody, gazu, kanalizacji). Masowa emigracja Żmudzinów za granicę oraz brak u nich refleksji nad konsekwencjami globalizacji (przynależności do Unii Europejskiej) dowodzą fiaska nowolitewskiej strategii nacjonalistycznej. Żmudzini spragnieni są lepszego życia, które widzą w Europie Zachodniej. Nadto jest to ludność katolicka, której separatyzm od Narodu Polskiego datuje się dopiero od lat osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku.

Trzeba mieć także wizję politycznego urządzenia białoruskiej części Litwy Środkowej. Aby jednak koncepcję reaktywacji Litwy Środkowej przeprowadzić, Republika Białoruś musiałaby opuścić rosyjską strefę wpływów i sfederować się z Polską. W takiej sytuacji mógłby nawet oddolnie wyodrębnić się z Białorusi obszar Litwy Środkowej, który wespół z całą Republiką Litewską, ewentualnie tylko z okręgiem wileńskim, mógłby zostać przyłączony bezpośrednio do Polski. Ewentualnie zaś można by utworzyć Litwę Środkową jako formalnie odrębne państwo, które wraz z Republiką Litewską (kowieńską) i Republiką Białoruś wchodziłyby w skład federacji (unii) z Polską.

Należy wskazać, że Białorusini są ludem bardzo podatnym na polskie wpływy kulturowe, które są obecnie przytłumione głównie z racji przynależności Białorusi do świata „ruskiego mira”. Pomiędzy Polakami i Białorusinami nie ma istotnych różnic językowych i mentalnościowych. Wyznajemy te same wartości oparte na etyce chrześcijańskiej, jak szacunek dla zmarłych i miejsc pamięci, także nie pochodzących od naszych własnych narodów, tolerancja i rycerskość. Białorusini wielu naszych bohaterów narodowych, poetów, kompozytorów: Tadeusza Kościuszkę, Adama Mickiewicza, Jana Czeczota, Franciszka Bohuszewicza, Stanisława Moniuszkę, Michała Kleofasa Ogińskiego, Ignacego Domeykę, których Białorusini uważają za Białorusinów, co jest wprawdzie uzurpacją, ale ma to również w pewnym względzie wymiar pozytywny. Zbliża ich to bowiem do polskości oraz nie biorą sobie za bohaterów bandytów i zbrodniarzy, jak to robią Ukraińcy. Jesteśmy też ze sobą bardzo blisko spokrewnieni genetycznie (dużo bardziej niż ze Słowianami Zachodnimi – Czechami i Słowakami).

Haplogrupa R1a1 (M17)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Haplogrupa_R1a1_(Y-DNA)

To co nas różni – to wyznanie prawosławne Białorusinów i ich bardzo silna sowietyzacja. Niemniej coraz więcej Białorusinów jest świadomych, że prawosławie zostało im narzucone siłą w 1839 r. przez Rosjan i że w gruncie rzeczy mają pochodzenie greckokatolickie. Wiedzą też, że ich obecna tożsamość, język którym się posługują (rosyjski i trasianka) oraz sowieccy bohaterowie zostali im narzuceni terrorem, którego symbolem są Kuropaty. Z każdą dekadą wzrasta litewska tożsamość Białorusinów[2], co oznaczać będzie w niedalekiej przyszłości głębokie przemiany cywilizacyjne na Białorusi. Porzucenie przez Białorusinów rosyjskiego świata jest zatem jak najbardziej realne. Białorusini są jednak społeczeństwem ostrożnym i z niepokojem obserwują rosyjską wojnę hybrydową przeciwko Ukrainie, odnosząc podobny scenariusz do siebie. Kwestia secesji Białorusi z Unii Euroazjatyckiej zostanie zatem postawiona dopiero wówczas, gdy Rosja będzie na tyle słaba, aby nie sprzeciwić się zmianie przez Białoruś kierunku geostrategicznego.

Białorusini z pewnością nie są Rosjanami. Nie mają w sobie nic z rosyjskiego imperializmu. Białorusini są typowym ludem pogranicza bez wyrazistej i jednakowej dla wszystkich tożsamości narodowej. Na pograniczu możliwe są różne opcje narodowe, uwarunkowane przynależnością prawnopaństwową tego obszaru.

Od unii brzeskiej 1596 r. do jej kasaty na synodzie połockim 1839 r. prawosławna ludność obecnej Białorusi przeszła głęboką transformację cywilizacyjną w kierunku latynizacji i polonizacji. Symbolem finału tej transformacji jest postać Tadeusza Kościuszki – Starolitwina pochodzenia ruskiego i pierwszego obywatela nowoczesnej Polski. W tym czasie ziemie obecnej Białorusi wydały wielu świadomych Polaków i naszych bohaterów narodowych. Okres do powstania styczniowego 1863 r. to czas, w którym ludność obecnych ziem białoruskich była przez nią samą, mieszkańców innych ziem polskich, ale i przez zaborcę rosyjskiego, uważana za polską. To samo dotyczy nota bene ludności na Żmudzi (obecnie Republika Litewska).

W związku z taką sytuacją etnokonfesyjną ziem północno – wschodniej Polski Rosjanie podejmowali w XIX w. szereg działań administracyjno-policyjnych aby przywrócić ludności tych ziem ich ruską tożsamość, przy czym rozumieli to jako narzucenie ludności polskiej metodami państwowo-administracyjnymi tożsamości rosyjsko-prawosławnej. Klęska powstania styczniowego oznaczała zwycięstwo rosyjskiej polityki depolonizacji ziem białoruskich. Najdotkliwiej dotknęła ona wschodnią część obecnej Białorusi – kresy naddnieprzańskie. Rosyjska opcja narodowościowa wśród warstw wyższych stała się tam zasadą. Wymownym przykładem tej zmiany jest pisarz Fiodor Dostojewski, którego ojciec Michał pochodził gdzieś spod Mohylowa i nie skrywał swego polskiego pochodzenia.

Czy Białorusini mogą być Polakami?

Wiele wskazuje na to że tak, skoro ich przodkowie przez wiele pokoleń sami się za Polaków uważali. Stanowili etnos litewski (starolitewski), który wraz z etnosem pochodzenia lechickiego (Polska przedbużańska) i etnosem ruskim ograniczonym w tym ostatnim przypadku do szlachty i mieszczaństwa (Wołyń, Podole) składał się na ówczesny superetnos polski. Nie było w tym żadnej sprzeczności, bowiem ówcześni Polacy tożsamość swoją pojmowali dwu, a nawet trójstopniowo. Posiadali tożsamość regionalną wyrażającą się w świadomości swego np. litewskiego bądź ruskiego pochodzenia i tożsamość narodową wynikającą z polskiej opcji narodowej (gente Lithuanus, natione Polonus).

Bezalternatywna opcja rosyjska Białorusinów zapewne przeminie, a o ich przyszłej tożsamości decydować będzie tak jak dotychczas kontekst międzynarodowy – rywalizacja o terytorium obecnej Białorusi Rosji z krajami Zachodu. Nie jest wcale wykluczone, że po okresie rządów Aleksandra Łukaszenki Białoruś zwróci się do państw zachodnich, w szczególności do Polski, z prośbą o ochronę przed Rosją. W takiej sytuacji polska opcja narodowościowa znów stałaby się na Białorusi popularna. W szczególności tamtejsi Polacy nie musieliby się obawiać szykan ze strony państwa.

Odmienna sytuacja dotyczy natomiast Republiki Ukrainy. Jest to kraj duży i gęsto zaludniony, a lud Ukrainy, wychowany od pokoleń w tradycji hajdamackiej, jest do Polaków i polskości nastawiony zasadniczo wrogo, czego wielokrotnie dawał dowody. Wynika to nie tylko z przyczyn społecznych i etnicznych, tj. postrzegania Lacha-szlachcica jako wyzyskiwacza i zagrożenia dla stepowej wolności hajdamackiej (wolności rabunku na stepie), ale przede wszystkim z różnic cywilizacyjnych. Ukraińcy przynależą bowiem do cywilizacji turańskiej, a polska obecność państwowa pomimo wielu wieków nie zdołała ludu ruskiego na obszarze współczesnej Ukrainy zlatynizować. W czasie zaś II wojny światowej Ukraińcy nie inspirowani do tego ani przez Niemców, ani przez Sowietów, opracowali i masowo oraz systemowo zrealizowali plan zagłady Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Nie oznacza to, że absolutnie wszyscy współcześni Ukraińcy są do polskości nastawieni wrogo.[3] Część z nich zapewne chętnie by Polakami została, tak jak ich szlacheccy przodkowie z czasów I Rzeczypospolitej. Choćby po to, aby wyzwolić się z okowów hajdamacczyzny, oligarchicznego społeczeństwa, a przede wszystkim z ubóstwa. Szkopuł jednak w tym, że na Ukrainie jest bardzo silny etniczny szowinizm o podłożu nazistowskim, który zatruwa umysły znacznej części ludności. A to oznacza, że przyznanie Ukraińcom prawa polskiej opcji narodowej może prowadzić do niepożądanych skutków.

Dekalog ukraińskiego nazisty, będący obecnie uznaną przez państwo ukraińskie ideologią, nie da się pogodzić z dekalogiem chrześcijańskim stanowiącym podstawę etyki polskiej. Dziesięć przykazań ukraińskich „patriotów” brzmi bowiem jak poniżej:

Ja – Duch odwiecznej walki, który uchronił Ciebie od potopu tatarskiego i postawił między dwoma światami, nakazuję nowe życie:

  1. Zdobędziesz państwo ukraińskie albo zginiesz walcząc o nie.
  2. Nie pozwolisz nikomu plamić sławy ani czci Twego Narodu.
  3. Pamiętaj o wielkich dniach naszej walki wyzwoleńczej.
  4. Bądź dumny z tego, że jesteś spadkobiercą walki o chwałę Trójzęba Włodzimierzowego.
  5. Pomścij śmierć Wielkich Rycerzy.
  6. O sprawie nie rozmawiaj z kim można, ale z tym, z kim trzeba.
  7. Nie zawahasz się spełnić największej zbrodni, kiedy tego wymaga dobro sprawy.
  8. Nienawiścią oraz podstępem będziesz przyjmował wrogów Twego Narodu.
  9. Ani prośby, ani groźby, tortury, ani śmierć nie zmuszą Cię do wyjawienia tajemnic.
  10. Będziesz dążył do rozszerzenia siły, sławy, bogactwa i obszaru państwa ukraińskiego nawet drogą ujarzmienia cudzoziemców.[4]

Nie wiadomo jak źródła tego problemu zneutralizować oraz jak rozpoznać kto jest banderowskim prowodyrem i podżegaczem. Optymalne dla stosunków polsko-ukraińskich byłoby zmuszenie prowodyrów ukraińskiego nazizmu do opuszczenia Ukrainy lub ostra penalizacji banderyzmu i przymusowa reedukacja banderowców. Póki to jednak nie nastąpi, latynizacja mas Ukraińców jest nieprawdopodobna. Tym samym niemożliwe jest przyjęcie wspólnych wartości, w oparciu o które można by zbudować zgodne współżycie Ukraińców i Polaków, gdyby do Polski powróciły okupowane przez Ukrainę polskie województwa południowo-wschodnie. Trudno by też było na jakichkolwiek obszarach przez nich zamieszkiwanych realizować śmiałe koncepcje jagiellońskie.

Zatem, o ile na obszarze obecnej Republiki Białoruś i Republiki Litewskiej ze względu na ich przynależność do cywilizacji łacińskiej lub przychylność tej cywilizacji, potencjalnie możliwe do przeprowadzenia są zarówno koncepcje inkorporacyjne (koncepcja piastowska państwa narodowego), jak i koncepcje jagiellońskie (federalistyczne), a ludność tych obszarów można ponownie objąć polskim oddziaływaniem kulturowym a spodziewany opór ze strony środowisk nacjonalistycznych z łatwością przezwyciężyć, to Polska nie może sobie pozwolić na posiadanie nadmiernej i zorganizowanej mniejszości ukraińskiej, tak jak było w II Rzeczypospolitej.

W kontekście powyższego zdumiewa polityka rządu Mateusza Morawieckiego, który zamiast wypowiedzieć te wszystkie umowy międzynarodowe, które dla spętania Państwa i Narodu Polskiego, bez jakiejkolwiek naszej korzyści i zabezpieczenia narodowych interesów, podpisały rządy zdrady narodowej w latach 1989-2015, dalej je bezrefleksyjnie [!] wdraża. Wymienić wśród nich należy rezolucję przyjętą przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, w tym Polskę, w dniu 25 września 2015 r. Przekształcamy nasz świat: Agenda na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030 oraz ratyfikowany przez Polskę 9 października 2001 r. Rzymski Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego podpisany przez Polskę w dniu 17 lipca 1998 r. (Dz.U. 2003 Nr 78, poz. 708). Tymczasem państwa silne albo w ogóle Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego nie podpisały, albo w praktyce trybunałowi haskiemu nie podlegają.

Trzeba natomiast wskazać, że Artykuł 8 bis Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego penalizuje działania, które wchodziły dotąd i nadal wchodzić powinny w zakres suwerenności narodowej. Atrybutów takich jak prawo wypowiadania wojny, nie należy się wyzbywać tym bardziej, że oznacza to, że jedne państwa taki atrybut posiadają (jak też i broń atomową oraz prawo weta w ONZ), a inne – wśród nich Polska – nie.

Przeciwko podporządkowaniu się Polski globalistycznemu władztwu, do czego prowadzi przecież przyznanie międzynarodowemu trybunałowi kompetencji sądzenia naszych narodowych przywódców, przemawia również to, że dla Polski (rozumianej jako niepodległa II Rzeczypospolita) II wojna światowa wcale się nie zakończyła (nie brała ona udziału w konferencjach pokojowych), a jej skutki nie zostały zadośćuczynione, albowiem setki tysięcy jej obywateli i niemalże połowa terytorium nie zostało wyzwolonych. Nie sposób zaś oczekiwać, że okupanci zwrócą je nam z uwagi na nasze racje prawne lub ze względu na zasady słuszności. Żaden też międzynarodowy trybunał nie wyda orzeczenia w sprawie odpowiedzialności obecnego państwa ukraińskiego i jego obywateli za zbrodnie wojenne, pomimo, iż obecne państwo ukraińskie uważa się za spadkobiercę bojowników UPA i SS „Galizien”.

 

Statut MTK definiuje m.in. pojęcie ‚zbrodni agresji’ – jako „planowanie, przygotowanie, inicjowanie lub wykonanie, przez osobę zajmującą pozycję pozwalającą na sprawowanie efektywnej kontroli nad politycznymi lub militarnymi działaniami państwa lub też nimi kierowanie, aktu agresji, który przez swój charakter, wagę lub skalę w sposób oczywisty narusza Kartę Narodów Zjednoczonych.” Ponadto Statut MTK definiuje ‘akt agresji’ – jako  „użycie przez państwo sił zbrojnych przeciwko suwerenności, terytorialnej integralności lub politycznej niepodległości innego państwa lub w jakikolwiek inny sposób niezgodny z Kartą Narodów Zjednoczonych. Każdy z następujących czynów, bez względu na fakt wypowiedzenia wojny, jest, zgodnie z rezolucją Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych 3314 (XXIX) z dnia 14 grudnia 1974 r., uznawany za akt agresji”. Jest zatem oczywiste, że akt ten blokuje Polsce możliwość zatrzymania rozwoju banderyzmu choćby i siłą oraz ochrony przed nim okupowanych polskich województw.

Co więcej, Statut MTK definiuje jako „zbrodnię przeciwko ludzkości” deportację lub przymusowe przemieszczanie ludności (art. 7 ust. 1 lit. d). Uznaje też ‘bezprawną deportację lub przesiedlenie’ za zbrodnię wojenną (art. 8 ust. 2 lit. a tiret siódme). W praktyce będzie to interpretowane w ten sposób, że ewentualne dokonanie deportacji banderowskich terrorystów z terytorium Polski, po wyzwoleniu naszych ziem spod okupacji, jak też próby wysiedlenia osób zajmujących domostwa i gospodarstwa zagrabione Polakom w ramach czystek etnicznych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, skutkować ma pociągnięciem do odpowiedzialności karnej przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze „wszystkich osób, bez jakichkolwiek różnic wynikających z pełnienia funkcji publicznej. W szczególności pełnienie funkcji głowy państwa czy szefa rządu, członka rządu czy parlamentu, wybieralnego przedstawiciela lub funkcjonariusza państwowego w żadnym razie nie może zwolnić sprawcy od odpowiedzialności karnej przewidzianej niniejszym statutem, ani nie może samo w sobie stanowić podstawy do zmniejszenia wymiaru kary.” (Art. 27 ust. 1 Statutu MTK). „Immunitety i inne przywileje związane z pełnieniem funkcji publicznej danej osoby, przewidziane przez prawo krajowe lub międzynarodowe, nie stanowią przeszkody do wykonywania jurysdykcji Trybunału wobec takiej osoby.” (Art. 27 ust. 2 SMTK).

Odpowiedzialność karną ponosi także dowódca wojskowy lub inna osoba działająca faktycznie jako dowódca wojskowy „za zbrodnie objęte jurysdykcją Trybunału, popełnione przez siły zbrojne pozostające pod jego rzeczywistym dowództwem i kontrolą bądź rzeczywistą władzą i kontrolą, na skutek niewykonywania przez niego należytej kontroli nad siłami zbrojnymi” (Art. 28 lit. a Statutu MTK).

W wyniku agenturalnych działań rządów warszawskich po roku 1989 mamy zatem obecnie taką prawnomiędzynarodową sytuację, że Polska nie może, pod groźbą postawienia naszych przywódców przed sądem w Hadze, usunąć okupantów z naszego prawem międzynarodowym określonego terytorium, na których to ziemiach w latach 1943-1947 Ukraińcy dokonali nie osądzonego i nie ukaranego  ludobójstwa polskiej ludności cywilnej, a jednocześnie nie możemy w praktyce sprzeciwić się imigracji do Polski przedbużańskiej milionów potomków tych ludobójców. Rząd Mateusza Morawieckiego realizując podpisaną przez Polskę globalistyczną Agendę na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030 oraz przyjmując w ramach Procesu w Rabacie zobowiązania w sprawach imigracyjnych (Deklaracja Polityczna z Marrakeszu podpisana przez rząd PiS-u w dniu 2 maja 2018 r.[5]) zobowiązał się do przyjmowania do Polski imigrantów, w tym z Ukrainy, w celu wykonania globalistycznego planu „rozwoju” europejskich państw narodowych „przez regularną migrację”. Następnym krokiem ma być uczynienie z migracji „prawa człowieka”, co wynika z przygotowanego do podpisu projektu umowy Global Compact for Safe, Orderly and Regular Migration, która czeka na podpis na międzyrządowej konferencji, która odbędzie się w Marakeszu w dniach 10-11 grudnia 2018 r.[6]

Mamy więc taką sytuację, że Ukraińcy z uwagi na dogmat czystości krwi ukraińskiej i oczyszczenia Ukrainy od czużyńców wymordowali i wypędzili w latach 1943-1947 ludność polską z południowo – wschodnich województw polskich i nadal uważają, że na terytorium pozostającym pod ich władzą nie mogą zamieszkiwać inne narodowości i na tym ludobójstwie budują swoją państwowość i tożsamość, a jednocześnie 3 miliony obywateli ukraińskich ściągnęło do Polski przedbużańskiej nie widząc dla siebie przyszłości w upadłym państwie ukraińskim i chcą osiedlać się nad Wisłą i Odrą, tj. kolonizować nasz obszar etniczny postrzegany jako zasobniejszy i bezpieczniejszy.

A zatem jeżeli rząd w Warszawie zdecyduje się podpisać Globalne Porozumienie w sprawie Migracji, okazując swoje globalistyczne oblicze, to czy Polakom pozostanie inne rozwiązanie, jak tylko anulować mu kredyt zaufania i w kolejnych wyborach powołać rząd Polski Niepodległej, który w trybie pilnym wypowie wszystkie umowy o charakterze globalistycznym pętające suwerenność Narodu Polskiego, grożące kolonizacją ziem Polski przedbużańskiej oraz blokujące restytucję ziem zabużańskich? Rząd narodowy winien zatrzymać imigrację Ukraińców do Polski i nie zwiększać u nas liczebności ich diaspory tym bardziej, że jest ich i tak wystarczająco wielu na okupowanych ziemiach Polski południowo-wschodniej, kluczowych z punktu widzenia naszej kultury i tożsamości.

 

 

[1] Zob. George Friedman, Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek, 2009.

 

[2] https://imperiya.by/video/KExiCy7JVit/Zenon-ltvnyi-Litviny-Litwiny.html

[3] Zob. ks. Ihor Pełechatyj – wydawca książki bł. bp. Grzegorza Chomyszyna „Dwa królestwa”.

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog_ukrai%C5%84skiego_nacjonalisty

[5] http://trybun.org.pl/2018/10/11/deklaracja-polityczna-z-marrakeszu-w-jezyku-polskim-ten-dokument-podpisal-rzad-pis-u/

[6] https://www.iom.int/global-compact-migration

Share Button

Artykuły, które mogą Cię zainteresować:


Podstęp żmudzińskich separatystów
Żądanie separatystów żmudzińskich, aby Państwo Polskie przeprosiło za działania naszych pradziadów, którzy ich w 1920 r. zbrojnie z Ziemi Wileńskiej i…


Separatyści w Polsce w XIX i XX w. na przykładzie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Czesław Podlidecki: Separatyści w Polsce w XIX i XX w. na przykładzie Wielkiego Księstwa Litewskiego


Odrzucenie polskiego dziedzictwa na Litwie i Rusi osią polityki jagiellońskiej w Polsce
Żądania Kresowian, aby Polska domagała się od Ukrainy i Republiki Litewskiej poszanowania polskiego dziedzictwa kulturowego oraz praw narodowych naszy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.