Syryjska pułapka

Komisja Europejska wyznaczyła Polsce wskaźnik 5,64 proc. imigrantów którzy w najbliższych latach przybywać będą z Afryki i Bliskiego Wschodu do Unii Europejskiej.[1] Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk wyjaśnił, że nasz udział w przyjęciu uchodźców odnosi się do 70  mln  osób w ciągu najbliższych 20 lat.[2] Na przyjęcie imigrantów już zgodzili się europosłowie Platformy Obywatelskiej.[3]

Z kolei wśród zwykłych Polaków wywołuje to żywiołowe protesty. W czasie bowiem gdy Polska ma być kolonizowana milionami Afrykanów i Arabów, nasi rodacy – gospodarze tej ziemi i jej rdzenni mieszkańcy zmuszani są przez politykę Unii Europejskiej do emigracji w poszukiwaniu pracy i środków do życia.

Nie został też rozwiązany problem powrotu do Polski potomków tych naszych rodaków, którzy zostali zesłani przez carat i Sowietów na Sybir i do Kazachstanu. Procedowany obecnie projekt zmiany ustawy o repatriacji zakłada, że spośród liczby 100-300 tysięcy Polaków w Rosji i 50 tys. w Kazachstanie[4] prawo powrotu do Ojczyzny w najbliższych 10 latach otrzyma zaledwie około 4 tysiące naszych rodaków. Po tej dacie problem repatriacji ma zostać uznany za oficjalnie „rozwiązany”.

Zatem w najbliższych dwóch dekadach Polska zmuszona będzie przyjąć na żądanie Komisji Europejskiej 4 miliony obcych nam kulturowo i etnicznie uchodźców, a własnych rodaków sprowadzimy zaledwie 4 tysiące. Na jednego polskiego repatrianta przypadnie tysiąc Murzynów i Arabów. W tym zaś czasie rdzenna ludność Polski ma znacząco się zmniejszyć. Spadnie też dzietność Polek, a społeczeństwo się zestarzeje. W konsekwencji wielodzietne rodziny imigrantów mogą mieć więcej dzieci, niż wszystkie rodziny polskie razem wzięte, a tym samym możemy utracić naszą Ojczyznę.

W czasie gdy Komisja Europejska ogłosiła arbitralnie przydzielone Polsce kwoty imigracyjne, w cudzoziemskich mediach nad Wisłą rozpoczęła się kampania na rzecz ratowania przed Państwem Islamskim syryjskich chrześcijan. Dziennikarze TVN wpletli ten temat nawet do pytań zadawanych kandydatom na prezydenta w trakcie telewizyjnej debaty w przededniu II tury wyborów prezydenckich. Jest to zdumiewające, albowiem cudzoziemskie media w Polsce od wielu lat realizują interesy swoich „międzynarodowych” właścicieli i nie obchodziła ich dotąd tragedia tysięcy chrześcijan mordowanych na całym świecie.

Z dnia na dzień dowiedzieliśmy się, że ktoś (?) powołał w Polsce fundację dla ratowania syryjskich chrześcijan, że fundacja ta skądś (?) dysponuje środkami na osiedlenie imigrantów w Polsce. Całą akcję rzekomo koordynuje dwudziestokilkuletnia dziewczyna, Miriam Shaded, córka Polki i syryjskiego pastora, założycielka fundacji Estera. W ciągu kilku dni zorganizowała ona w ubogiej Polsce, jakoby bez politycznego i finansowego wsparcia eurosowieckich komisarzy i globalistycznych organizacji, bazę dla 1500 obywateli Syrii. A odpowiada to przecież wysiłkowi repatriacyjnemu naszego państwa na najbliższe cztery lata! Imigranci mają przybyć do Polski tak szybko, że niemożliwa będzie jakakolwiek publiczna dyskusja w tej kwestii. Koloniści zostaną prawdopodobnie sprowadzeni bez przyjęcia adekwatnej wobec wagi problemu ustawy sejmowej, choć stosowne regulacje w odniesieniu do Polaków na Wschodzie procedowane są przez długie lata i to pomimo, iż obowiązek wydania ustawy określającej zasady osiedlania się w Polsce osób polskiego pochodzenia nałożony został przez art. 52 ust. 5 Konstytucji RP.[5]

Wiele zatem wskazuje na to, że w całej tej sprawie chodzi nie tyle o ratowanie syryjskich chrześcijan, co o wywołanie naszej dezorientacji i sprowokowanie nas do zaakceptowania dyktatu Komisji Europejskiej, a tym samym przyłożenia ręki do zniszczenia naszej własnej wspólnoty narodowej. Nasze przyzwolenie na przyjęcie pierwszej grupy imigrantów eurokomisarze i ich globalistyczni panowie zamierzają wyłudzić poprzez wywołanie naszej litości i chrześcijańskiej solidarności. Ale czy przybysze będą rzeczywiście chrześcijanami, czy też wyznawcami innych religii? I kto to zweryfikuje? Kto w końcu da gwarancję, że na wydane dokumenty tożsamości jednej grupie uchodźców nie będą przerzucane do Polski kolejne partie cudzoziemców? Niewątpliwie zaś po wyrażeniu zgody na ten kontyngent kolonistów zostaniemy zmuszeni do przyjmowania kolejnych. I nie będą to wcale chrześcijanie, lecz przede wszystkim muzułmanie.

 

Potrzebę przyjęcia Afrykanów i Azjatów w Europie ideologizuje się hasłami o humanitaryzmie, eksponowaniem okropieństw wojennych oraz koczujących w obozach dla uchodźców kobiet i dzieci. Równocześnie ukrywa się, że imigracja wiąże się z szeregiem poważnych zagrożeń dla naszego państwa i narodowej tożsamości.

Potrzebę przyjęcia Afrykanów i Azjatów w Europie ideologizuje się hasłami o humanitaryzmie, eksponowaniem okropieństw wojennych oraz koczujących w obozach dla uchodźców kobiet i dzieci. Równocześnie ukrywa się, że imigracja wiąże się z szeregiem poważnych zagrożeń dla naszego państwa i narodowej tożsamości. Źródło: http://www.euroislam.pl/index.php/2015/05/polska-jade-tam/

Ideowym założeniem Unii Europejskiej jest likwidacja dotychczasowych narodów w Europie i przekształcenie naszego kontynentu w wielokulturowy, wielowyznaniowy i wielorasowy tygiel, targany konfliktami wewnętrznymi. Umożliwiać to ma kontrolowanie tego obszaru przez jedną mniejszościową grupę etniczną posiadającą władzę i pieniądze.

epa01983584 A group of immigrants living in Rosarno, take part in a protest demonstration in Rosarno, Italy, on 08 January 2010. Thousands of immigrants protested against racism in the southern Italian town of Rosarno after a night of rioting that was sparked by an attack on African farm workers by a gang of white youths. EPA/FRANCO CUFARI Dostawca: PAP/EPA.

Imigranci z Afryki w starciach z Włochami. Styczeń 2010 r. Źródło: PAP/EPA / Franco Cufari http://wiadomosci.wp.pl/gid,11841496,gpage,11,img,11841554,kat,1348,title,Bunt-we-Wloszech,galeria.html

 

Young residents of Villiers-le-Bel, a northern Paris suburb, throw stones at riot police (unseen) while a garbage truck burns in the background during clashes late Monday, Nov. 26, 2007. Rampaging youths threw Molotov cocktails and set fire to cars in a troubled neighborhood outside Paris on Monday, the second night of street violence after two local teens were killed in a crash with a police patrol car. (AP Photo/Thibault Camus)

Zamieszki imigrantów na przedmieściach Paryża w listopadzie 2007 r. Źródło: THIBAULT CAMUS AP http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,4710973.html

 

 

Architekci UE wyposażyli zaprojektowane przez siebie instytucje w broń ideologiczną tzw. „europejskich wartości”, mających służyć zniszczeniu tradycyjnych więzi narodowych, społecznych i rodzinnych białych europejskich narodów. „Wartościami” tymi są w szczególności: tolerancjonizm oraz zasada niedyskryminacji ze względu na wyznanie, narodowość i rasę. Wykluczają one realizację polityki asymilacji przybyszów w krajach europejskich. Wbrew nazwie instrumenty te bynajmniej nie mają na celu powstrzymywania dyskryminacji, lecz jej eskalację na szkodę rdzennych Europejczyków, poprzez promowanie wszelkich imigrantów z krajów obcych Europie kulturowo i etnicznie.

 

Antychrześcijańską i antynarodową Europę zaplanowali architekci Unii Europejskiej.

Antychrześcijańską i antynarodową Europę zaplanowali architekci Unii Europejskiej.
Źródło: https://marucha.wordpress.com/2014/04/page/3/

Islamską Europę ostatecznie zbudują eurobolszewiccy komisarze.

Islamską Europę ostatecznie zbudują eurobolszewiccy komisarze.
Źródło: http://ndie.pl/rzekoma-oplacalnosc-pozaeuropejskiej-imigracji-to-mistyfikacja-eurokolchozu/

Ością w gardle twórcom Nowego Porządku Świata, którego integralną częścią jest Unia Europejska, stoi w szczególności konserwatywna, katolicka Polska. Winniśmy więc dobrze wczytać się w słowa lewackiego guru Jacka Żakowskiego, który wytyka rządowi Ewy Kopacz, że przyjmowanie uchodźców chrześcijańskich z Syrii ma wymiar „dyskryminacyjny”[6] oraz że kryterium wyznaniowe zostanie przez Komisję Europejska oprotestowane i na dłuższą metę w polityce imigracyjnej jest nie do utrzymania. Nasz ewentualny opór będzie zatem łamany bolszewickimi metodami eurokomisarzy – zmową silniejszych państw przeciwko „czarnej owcy”, ostracyzmem wobec narodowych polityków i ich ośmieszaniem, czarnym pijarem naszego Kraju oraz karami finansowymi nakładanymi na Polskę.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Cloud Juncker przy milczącej aprobacie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska ośmiesza i policzkuje prezydenta Węgier Victora Orbana za prowadzenie niepodległej narodowej polityki węgierskiej.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Cloud Juncker przy milczącej aprobacie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska ośmiesza i policzkuje prezydenta Węgier Victora Orbana za prowadzenie niepodległej narodowej polityki węgierskiej. fot. Reuters Źródło: http://pikio.pl/szef-ke-policzkuje-orbana-czesc-dyktatorze-video/

 

Imigracja stanowi dla naszego Narodu zagrożenie dużo poważniejsze niż dla innych państw Europy. Istnieją u nas bowiem całe regiony zamieszkałe przez ludzi nie odczuwających zbyt silnie więzi narodowej i przywiązania do zamieszkiwanej ziemi. Są to w szczególności odzyskane dla Polski w wyniku II wojny światowej ziemie zachodnie i północne. Komuniści nie zadbali bowiem o to, aby ludzie wyrwani ze swoich dotychczasowych wspólnot lokalnych, w których zbiorowej pamięci i tradycji byli wcześniej zakorzenieni, wytworzyli w nowych miejscach zamieszkania wspólnoty nowe. O pełną integrację narodową przesiedleńców na Ziemiach Odzyskanych nie troszczą się tym bardziej liberalni, kosmopolityczni włodarze postPeerelu. Ocalenie spójności narodowej wymaga zatem ponownej akulturacji mieszkańców ziem zachodnich i północnych w duchu kultury Narodu Polskiego.

 

Podział Polski na część narodowo-konserwatywną i europejsko-liberalną z perspektywy wyborów prezydenckich AD 2015.

Podział Polski na część narodowo-konserwatywną i europejsko-liberalną z perspektywy wyborów prezydenckich AD 2015.
Źródło: http://polska.newsweek.pl/wybory-prezydenckie-2015-wyniki-i-frekwencja-na-mapie,artykuly,363932,1.html

Prowadzenie skutecznej polityki uwrażliwiania narodowego Polaków z Ziem Odzyskanych napotykać będzie na przeciwdziałanie ze strony Komisji Europejskiej, instytucji globalistycznych, naszych zachodnich sąsiadów, jak też spotykać z niechęcią kosmopolitycznej części Polaków.

Ponieważ ludność obojętna wobec wartości narodowych i konserwatywnych nie ustępuje u nas ilościowo tym Polakom, którzy przywiązani są do tradycji, wiary i Ojczyzny, nawet niewielka ilość obcych kulturowo imigrantów będzie negatywnie wpływać na odzyskanie naszej narodowej spójności. Już bowiem po 5 latach uchodźcy otrzymają polskie obywatelstwo i dołączą do tej części wyborców, która z polskością związana jest póki co głównie więzami formalnymi (obywatelstwem i używaniem języka polskiego).

Dopóki więc nie odzyskamy narodowej suwerenności i nie przezwyciężymy terytorialnego podziału Polski na część liberalną i konserwatywną, nie będziemy w stanie asymilować przybyszów z innych kultur. Nasze narodowe być albo nie być wymaga zatem wymknięcia się z zastawionej na nas pułapki i stanowczego przeciwstawienia się napływowi do naszego Kraju niepolskich imigrantów. Komisji Europejskiej można zaś odpowiedzieć tak, jak feudałowie niemieccy odpowiedzieli na wezwanie papieża Euzebiusza III do uczestnictwa w II wyprawie krzyżowej.[7] Powinniśmy więc zabiegać, w ramach europejskiej solidarności, na którą w sprawie imigrantów powołuje się Komisja Europejska, o zwolnienie nas z kontyngentu imigracyjnego z uwagi na nierozwiązany problem polskich repatriantów ze Wschodu. Bo przecież lewacka Komisja Europejska nie znajdzie podstaw by odmówić nam racji, gdy uzasadniać to będziemy potrzebą zneutralizowania dyskryminacyjnych pod względem narodowości i wyznania kolonizatorskich poczynań imperialnej Rosji i zadośćuczynienia doznanych przez zesłańców krzywd moralnych. Mamy jeszcze i ten argument, że pilna ewakuacja naszych obywateli z Rosji i Ukrainy podyktowana jest koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa ludziom w ogarniętej wojną Ukrainie i będących zakładnikami imperialnej polityki Putina. Nie mogą być oni przecież traktowani gorzej niż uchodźcy z Syrii czy Libii. Co więcej, możemy wnioskować o wsparcie finansowe ewakuacji z unijnej perspektywy finansowej. Tym bardziej, że przed nami repatriację swoich rodaków z Rosji i Rumunii przeprowadzili Niemcy. Nieuwzględnienie więc naszego postulatu w tym zakresie byłoby rażącym przejawem dyskryminacji Polaków także względem Niemców, którzy przecież ponoszą odpowiedzialność za II wojnę światową i za będące jej konsekwencją krzywdy moralne i materialne doznane przez Polaków w Związku Sowieckim. Odpowiedzialność za nie ponoszą także inni członkowie Unii Europejskiej, a w latach II wojny światowej nasi wiarołomni sojusznicy – Wielka Brytania i Francja. Ewentualna zatem odmowa spełnienia naszych postulatów przez KE rozwiązałaby w zupełności, także na przyszłość, problem polskiej solidarności w kwestii imigrantów przybywających do Niemiec i innych bogatych krajów Europy Zachodniej.

W przeciwieństwie do autorów prowokacji z syryjskimi chrześcijanami, Polacy autentycznie zatroskani są o los mordowanych na Bliskim Wschodzie chrześcijan. Chodzi jednak o to, aby zapewnić im bezpieczeństwo w ich własnych ojczyznach, gdzie żyją od tysięcy lat i aby pomagać im właśnie w Syrii, Egipcie, Jordanii, Iraku i w innych krajach Bliskiego Wschodu. Nie można w szczególności akceptować tego, aby konsekwencje polityki Stanów Zjednoczonych i Izraela w tym regionie ponosili miejscowi chrześcijanie i narody Europy. Winniśmy zatem żądać, aby to Waszyngton i Tel-Aviv przywróciły porządek i bezpieczeństwo w Syrii i aby odbudowały zburzone domostwa chrześcijan. A presji Unii Europejskiej w kwestii przyjęcia przez Polskę imigrantów z Syrii warto przyjrzeć się z perspektywy takiej, że mają oni w naszej Ojczyźnie odegrać rolę konia trojańskiego. W ten sposób inżynierowie Nowego Porządku Świata, cynicznie wykorzystując nieszczęście syryjskich chrześcijan i naiwność Polaków, rozwiązaliby kwestię narodowego i katolickiego charakteru naszej Ojczyzny.[8]

 


 

 

 

[1] http://wyborcza.pl/1,75477,17912724,Komisja_Europejska_proponuje_obowiazkowy_rozdzielnik.html

[2] http://zonacezara.blogspot.com/2015/05/uchodzcy-z-afryki-zapytajmy-po-co-oni.html

[3] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/rmf-fm-europoslowie-po-godza-sie-na-przyjecie-uchodzcow-z-afryki-w-polsce/f22ezv

[4] http://wspolnota-polska.org.pl/polonia_w_liczbach.html

[5] „Osoba, której pochodzenie polskie zostało stwierdzone zgodnie z ustawą, może osiedlić się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na stałe.”

[6] http://wpolityce.pl/media/246225-lewacka-mentalnosc-zakowskiego-pomoc-polski-dla-syryjskich-chrzescijan-to-rasistowska-presja-pomoc-muzulmanom-jest-wspaniala

[7] Krucjata połabska – zbrojne wyprawy wojenne zorganizowane w XII wieku z upoważnienia papieża Eugeniusza III, przez feudałów niemieckich, skierowane przeciwko pogańskim plemionom Słowian połabskich[1]. Wyprawy te dawały rycerstwu niemieckiemu możliwość uniknięcia uczestnictwa w zorganizowanej w 1147 roku II wyprawie krzyżowej przy jednoczesnym zachowaniu ideałów rycerskich.  http://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_po%C5%82abska

[8] Zob. http://www.polskaniepodlegla.pl/filmy/item/1995-kukiz-prawdopodobnie-imigranci-z-afryki-maja-podzielic-i-oslabic-polski-narod

Katastrofa smoleńska a nowa sowietyzacja Polski i III wojna światowa

Po pięciu latach od 10 kwietnia 2010 r. można już chyba dojść do przekonania, że poza Wolną Polską, ani rządowi, ani naszym „sojusznikom”: Stanom Zjednoczonym i Niemcom, ani też Rosji, ani nawet większości opozycji, nie zależy na wyjaśnieniu rzeczywistych przyczyn katastrofy smoleńskiej. Skoro nie udało się przypisać winy polskim pilotom, to obarczy się nią np. rosyjskich nawigatorów lotniska Siewiernyj.

Wobec bezradności w sprawie polskich organów ścigania spróbujmy zatem postawić inne niż akceptowane przez władzę i systemową opozycję hipotezy przebiegu wydarzeń związanych z tragedią polskiej delegacji państwowej, udającej się na uroczystości katyńskie.

Rozważmy zatem hipotezę, że katastrofa Tu-154 M może być wynikiem dogrywki niedokończonej w II wojnie światowej gry o władztwo nad Polską. Być może zatem zrozumienie kulisów śmierci gen. Sikorskiego pozwoliłoby we właściwym świetle odczytać także przyczyny, z powodu których doszło do katastrofy smoleńskiej.

 

Kto stał za zamachem na Naczelnego Wodza gen. W. Sikorskiego?

 

W dniu 4 lipca 1943 r. w katastrofie lotniczej nad Gibraltarem zginął Naczelny Wódz Wojska Polskiego, premier rządu na uchodźstwie, gen. Władysław Sikorski. Nastąpiło to w niespełna trzy miesiące po ujawnieniu przez Niemców w dniu 11 kwietnia 1943 r. faktu odkrycia pod Smoleńskiem, w miejscowości Katyń, masowych grobów polskich oficerów. W tym czasie Polska już czwarty rok mężnie stawiała w Kraju i na wszystkich frontach opór niemieckiemu najeźdźcy. Ważyły się też, bez naszej wiedzy i zgody, przyszłe losy naszej Ojczyzny. Niektórzy polscy patrioci – m.in. Władysław Studnicki, obawiając się, że zwycięstwo Anglosasów i Sowietów w wojnie przyniesie Narodowi Polskiemu kolejne pasmo nieszczęść, wzywali rząd gen. Sikorskiego do wycofania się z wojny i zmniejszenia przez to zadawanych polskiej ludności cywilnej, w okupowanym przez Niemców Kraju, cierpień. W innym jednak rozwiązaniu sprawy polskiej w czasie wojny i przede wszystkim po jej zakończeniu zainteresowani byli Anglosasi i Sowieci, a przede wszystkim działająca zakulisowo struktura, dążąca do zbudowania Nowego Porządku Świata – masoneria.[1]

Już przed II wojną światową Richard Nikolaus hrabia Coudenhove-Kalergi, przewodniczący Unii Paneuropejskiej, proponował, także polskim władzom sanacyjnym, budowę w Europie federacyjnego państwa „od Polski po Portugalię”, by stawić czoła wzmagającej się presji Rosji na Europę.[2] Inicjatywą zainteresowany był sam Józef Piłsudski, ale z uwagi na dojście Hitlera do władzy w Niemczech sprawa nie nabrała rozmachu. Dalszy rozwój idei europejskiej oraz wzrost wpływów masonerii zależał od zniszczenia III Rzeszy.[3]

W kierunku zmontowania jedności europejskiej podążał też, już w latach 1924-1927, inny jej pionier – Józef Hieronim Retinger. „Próbował konstruować zjednoczoną Europę zaczynając od wykazania państwom europejskim i wszystkim świadomym Europejczykom, że tylko przez zjednoczenie można rozwiązać wszystkie problemy ekonomiczne i jednocześnie zapobiec wojnom…. W roku tym [1940] narzędziem planów unifikacyjnych Retingera stał się gen. Władysław Sikorski. Pod wpływem Retingera stał się przekonanym federalistą i często podkreślał konieczność tworzenia regionalnych federacji małych narodów europejskich, które z czasem mogłyby utworzyć jedną wielką unię europejską.”[4]

Gen. W. Sikorski (po lewej) i Józef Retinger (po prawej).

Gen. W. Sikorski (po lewej) i Józef Retinger (po prawej).
Źródło: http://www.spirituallysmart.com/blair.html

Józef Retinger był tłumaczem i doradcą politycznym polskiego premiera. Reprezentował on jednak zupełnie inne – niż polskie – interesy i część historyków uważa, że mógł mieć związek ze śmiercią naszego Naczelnego Wodza.

Włoski badacz masonerii i tajnych sekt Epiphanius podaje, że Józef Retinger był masonem i Żydem, że współpracował z „Pułkownikiem” Edwardem Mandellem House’m i założył w 1954 r. w Holandii Kluby Bildenberg.[5] Dalej zaś informuje, iż: „Józef Retinger urodził się w 1887 r. w Krakowie jako syn zamożnego Żyda. Został osierocony w wieku 4 lat i przygarnięty przez hrabiego Zamoyskiego, który w 1906 r. wysłał go na studia na Sorbonę. Tam Józef poznał m.in. André Gide’a. Już wówczas, mimo swego młodego wieku, Retinger był prominentną postacią masonerii szwedzkiej. Prawdopodobnie był on również Nieznanym Zwierzchnikiem martynizmu. Wszystko to znacznie ułatwi mu dostęp do ważnych osobistości, w tym do ‘Pułkownika’ Mandella House’a, człowieka Masonerii iluministycznej, synarchistycznej i teozoficznej spod znaku ‘Mistrzów Mądrości’, członka Round Table i jednego z założycieli amerykańskiej CFR (Coucil of Foreign Relations- P.P.). Retinger był przez pewien czas agentem tajnych służb, a następnie został dyplomatą. Korzystając ze wsparcia miliardera Nelsona Rockefellera, członka Pilgrims (Pilgrims’ Society – P.P.), będzie on głównym inicjatorem utworzenia w 1954 r. Klubu Bildenberg – ,superparlamentu’ zarezerwowanego dla elit biznesu i polityki, który działa na obu brzegach Atlantyku.

Idee Retingera, czyli wyższych kręgów Masonerii (obecne także bardzo wyraźnie w Pilgrims’ Society i w Fabian Society), ukazują pewną drogę, do której nawiązuje m.in. poniższy tekst, zamieszczony w ‘Biuletynie Ośrodka Kultury Europejskiej’:

Bez niego Europejska Liga Współpracy Gospodarczej, Ruch Europejski i Nasz Ośrodek Kultury Europejskiej nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Kongres Europy, który odbył się w Hadze, był również jego dziełem. Wtedy to zrodził się pomysł powołania Rady Europy. A sięgając do mniej odległej przeszłości – to on był pomysłodawcą i to on kieruje dziś Klubem Bildenberg, mającym za zadanie działać na rzecz porozumienia i unii atlantyckiej. (Bulletin du Centre de Culture Européenne nr 5 (1960/61)”[6]

Epiphanius wyjaśnia, że Kluby Bildenberg są „uprzywilejowanym forum, na którym imperium amerykańskich Rockefellerów spotyka się z potęgą europejskich Rotszyldów.” Ujawnia także, że „Retinger został wprowadzony w brytyjskie środowisko fabiańskie (Fabian Society – P.P.) w 1913 r. Dziesięć lat później był już jednym z najważniejszych dygnitarzy lóż polskich i szwedzkich”; „Retinger, który przez niemal pół wieku był kluczową, zakulisową postacią światowej polityki, utrzymywał bliskie stosunki z ‘Pułkownikiem’ Housem, z możnym żydowskim rodem Warburgów i z członkiem Pilgrims Żydem Morgenthauem, a ponadto z międzynarodowymi bankierami: Herbertem H. Lehmannem, członkiem B’nai Brith i Pilgrims’ Society, oraz z Bernardem Baruchem, wybitnym ‘Pielgrzymem’ i działaczem CFR. W kołach globalistycznych wpływy Retingera sięgały tak daleko, że nazywano go ‘His Grey Eminence’ (Jego Szara Eminencja).”[7]

Epiphanius wyjaśnia też, że Coucil of Foreign Relations – CFR (amerykańska Rada ds. Stosunków z Zagranicą) powstała w 1921 r. i „Pierwotnie instytucja ta ograniczała się właściwie do jednego człowieka – był nim J.P. Morgan, za którym stała, rzecz jasna, fortuna całej rodziny Morganów. Należy dodać, że ród ten reprezentował interesy Rotszyldów w Stanach Zjednoczonych, a ponadto świadczył usługi na rzecz Rockefellerów, Warburgów oraz współpracował z Bernardem Baruchem, Otto Kahnem i z Schiffami.

Od początku CFR spełniała rolę głównego łącznika między wielką finansjerą amerykańską, kompaniami naftowymi, międzynarodowymi koncernami a rządem Stanów Zjednoczonych…. Z CFR wywodzili się prawie wszyscy amerykańscy prezydenci po F.D. Roosevelcie, łącznie z G. Bushem Juniorem, a także wszyscy Sekretarze Stanu (po 1939 roku), Sekretarze Obrony, dyrektorzy CIA i właściwie cała kadra dowódcza Sztabu Generalnego USA.”[8]

Postać Józefa Hieronima Retingera przybliża także polski badacz Jerzy Chodorowski. Ujawnia on, że Retinger przez 5-6 lat był doradcą masońskiego prezydenta Meksyku Plutarca Eliasa Callesa, na którego rządy przypadały krwawe prześladowania Kościoła katolickiego w Meksyku, oraz że „Gdy aktywność jego zaczęła budzić podejrzenia o agenturalność, gen. Wł. Sikorski miał powiedzieć: ‘nie wiem komu on służy’, ale nie zdymisjonował go. Dopiero w 1943 r., na trzy miesiące przed swoją śmiercią, zażądał od polskiego kontrwywiadu dossier Retingera.” Z dossier wynikało, że Retinger „miał i ma kontakty z komunistami, działał w Międzynarodowej Federacji Związków Zawodowych – jawnej agendzie destrukcji komunistycznej, sterowanej przez Moskwę, bierze udział w ruchu syjonistycznym, zajmuje wysokie stanowisko w B’nai Brith (‘żydowskiej masonerii’), a raport wywiadu brytyjskiego stwierdził, że Retinger dostarczył ambasadorowi sowieckiemu obszerne sprawozdanie z wizyty Generała w Stanach Zjednoczonych.”[9]

Z biografii Józefa Retingera można wywnioskować, że podejmował on współpracę z różnymi wywiadami i przekazywał informacje mocarstwom, lecz zawsze pozostawał wierny ideom wolnomularskim. Jego działalność, choć do końca nie wyjaśniona i budząca kontrowersje, nie mogła więc być sprzeczna z interesami masonerii.

Czy dostarczał jakieś informacje o polskim premierze państwom lub organizacjom, które generała Sikorskiego pragnęły się pozbyć? Niektórzy historycy uważają że tak, skoro będąc nieodłącznym towarzyszem generała Sikorskiego, jego tłumaczem, w ostatniej podróży polskiego premiera udziału jednak nie wziął.[10]

Niewyjaśniony pozostaje w szczególności związek z katastrofą nad Gibraltarem rządu Jej Królewskiej Mości. Sprawę można by wyjaśnić przez analizę materiałów znajdujących się w archiwach brytyjskich. Niestety, pomimo upływu tylu lat od gibraltarskiej katastrofy, pozostają one w dalszym ciągu przed badaczami zamknięte, opatrzone klauzulą „ściśle tajne”.

Skoro Retinger był domniemanym brytyjskim agentem (albo wielokrotnym), i co jest pewne – wolnomularzem-architektem Europy, to miał bezpośredni interes by podejmować działania uniemożliwiające Polsce i generałowi Sikorskiemu prowadzenie takiej polityki, która utrudniałaby anglosaskie zwycięstwo w wojnie i wdrożenie programu integracji europejskiej. Tymczasem w dniu 11 kwietnia 1943 r. radio niemieckie ujawniło sowiecką zbrodnię w lesie katyńskim, a generał Sikorski żądał wyjaśnienia tej sprawy, co spowodowało zerwanie przez Moskwę stosunków dyplomatycznych z rządem polskim. Premier Sikorski stał się niewygodny i niebezpieczny zarówno dla Anglosasów, jak i dla wolnomularstwa, gdyż wycofanie się z wojny Związku Sowieckiego czy tylko Polski, uniemożliwiałoby, a przynajmniej znacznie utrudniało, pokonanie III Rzeszy i realizację planów aliantów. Nie kolidowało natomiast z interesami Anglii i Stanów Zjednoczonych, a tym bardziej masonerii, oddanie Polski pod sowietyzację. Co więcej, w świetle obecnie posiadanej wiedzy nie da się już także zaprzeczyć, że ideały integracji europejskiej (a de facto wolnomularstwa), w które wierzył i które propagował Józef Retinger, są współcześnie w znacznej mierze emanacją ideologii marksistowskiej. 

Należy jeszcze rozważyć kwestię odpowiedzialności za zabójstwo premiera naszego rządu Rosjan. Liczyli oni na to, że Polska stanie się ich łupem na podstawie porozumienia z aliantami (co faktycznie nastąpiło) i myśli o powrocie Władysława Sikorskiego do „wyzwolonej” przez Armię Czerwoną Polski nie dopuszczali. Pozostaje jednak kwestią czy to Sowieci podjęli działania wymierzone w polskiego Naczelnego Wodza, czy też ktoś ich w tym ubiegł. Usunięcie człowieka, który mógł zagrażać osiągnięciu ustalonych w zaciszach gabinetów celów wojny leżało bowiem niechybnie w interesie wielu międzynarodowych graczy. Tym bardziej, że w roku 1943 szala zwycięstwa nie była jeszcze przesądzona.

 

Nowa sowietyzacja Polski w Unii Europejskiej

 

Jeżeli przyjmiemy hipotezę, że zamach na Tu-154 M nastąpił w analogicznych warunkach geopolitycznych i podmiotowych, co śmierć generała Władysława Sikorskiego, to trzeba wziąć pod rozwagę możliwość przyczynienia się do katastrofy smoleńskiej:

  • państw i organizacji międzynarodowych zainteresowanych utrwaleniem polskiego uczestnictwa w Unii Europejskiej, NATO i instytucjach euroatlantyckich;
  • rzeczników zaszczepienia na naszym terytorium „wartości” europejskich oraz multikulturalizmu, ze szczególnym uwzględnieniem judaizmu;
  • podmiotów dążących do eksploatacji ekonomicznej i finansowej Polski i jej obywateli;
  • zmierzających do ustanowienia Mitteleuropy i rewindykacji naszych ziem zachodnich Niemców oraz
  • dążących do narzucenia nam na powrót swojego zwierzchnictwa politycznego Rosjan.

Najczęściej powtarzaną tezą jest, iż zamachu na samolot z polskim Prezydentem na pokładzie w dniu 10 kwietnia 2010 r. dokonali Rosjanie. Sowieci byli przecież zdolni do popełniania potwornych zbrodni, jak w szczególności zbrodnia katyńska.

Z pewnością Rosjanie nie znosili prof. Lecha Kaczyńskiego za jego zaangażowanie w Gruzji i w pomarańczową rewolucję w Kijowie. Kierować się więc mogli pragnieniem zemsty. Trudno natomiast przypisać im polityczny motyw w działaniu przeciwko Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, skoro dalece wątpliwe były jego szanse na reelekcję. Niełatwo jest też znaleźć racjonalny powód przyświecający Kremlowi w eliminacji pozostałych pasażerów prezydenckiego samolotu w kontekście tego, że w ciągu pięciu lat od katastrofy Moskwa nie podjęła przeciwko Polsce bezpośredniej agresji, mającej skonsumować likwidację polskiej elity narodowej w dniu 10 kwietnia 2010 r. Z bezpośrednich relacji dotyczących katastrofy wynikało natomiast, że Rosjanie, w tym w szczególności Władimir Putin, byli sprawą przestraszeni, a co najmniej poruszeni. W ich zachowaniu nie było widać zimnego cynizmu znanego z „normalnego” zachowania czekistów, który ujawniał się czy to w późniejszym mataczeniu w sprawie smoleńskiej, czy w tuszowaniu zbrodni katyńskiej ujawnionej 11 kwietnia 1943 r., czy też w otruciu Aleksandra Litwinienki albo zabójstwach Anny Politkowskiej i Borysa Niemcowa. Władimir Putin bez krętactw przybył na uroczystości pogrzebowe śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, podczas gdy cynicznie postąpili przywódcy Zachodu. Na pogrzeb polskiego Prezydenta nie przylecieli, zasłaniając się trudnymi warunkami atmosferycznymi (wybuchem wulkanu). Czyżby nie mogli spojrzeć Polakom i sobie nawzajem w oczy?

Jeżeliby więc to jednak nie Rosjanie zlikwidowali członków polskiej delegacji do Katynia, to tym bardziej poddać analizie należy pozostałe ewentualności. Wyjaśnienie tej kwestii pozostaje bowiem istotne zwłaszcza w kontekście likwidacji suwerenności Polski, niszczenia naszej narodowej kultury, zalewu naszej Ojczyzny wrogimi polskości ideologiami (w tym antypolonizmem, tolerancjonizmem, poprawnością polityczną i ideologią gender), zniszczenia podstaw naszej narodowej gospodarki, ograbienia nas z majątku narodowego oraz pozbawienia Polaków źródeł dochodu.[11]

Zakładając, że jednym z motywów zamachu na samolot Tu-154 M mogło być pozbawienie Polski tych nielicznych przedstawicieli narodowej elity, którzy zajmowali wysokie stanowiska państwowe lub byli ludźmi społecznie wpływowymi, przez co byliby przeszkodą do wprowadzenia w Rzeczypospolitej ideologii godzących w naszą narodową tożsamość i kulturę, ewentualnie we wciągnięciu Polski w konflikt Rosja – Zachód, a wśród których wymienić trzeba by takie postacie, jak:

to niewątpliwą korzyść z ich eliminacji odnieśliby jednak inni niż Moskwa gracze (państwa i organizacje międzynarodowe). Wielu z nich zapewne zbyt długo czekało na odejście Ojca Świętego Jana Pawła II, który był poważną przeszkodą dla nowej sowietyzacji („europeizacji”) Polski, by tolerować działalność takich osób jak powyżej. Tym bardziej, że Polska znalazła się pod ich kontrolą polityczną i militarną, zapewnianą przez hegemonię amerykańską.[12]

 

Czy jednak wrogiem masonerii był śp. prof. Lech Kaczyński i czy musiałby zginąć razem z powyższymi polskimi patriotami, gdyby za zamachem stali ludzie z cienia? Wszak dobrze znane są więcej niż przyjazne gesty, które Lech Kaczyński jako Minister Sprawiedliwości, a następnie Prezydent RP, wykonywał w stosunku do działających zakulisowo organizacji.[13] Przecież to nie kto inny jak Prezydent Lech Kaczyński wystosował do członków żydowskiej loży masońskiej B’nai B’rith list gratulacyjny z okazji wznowienia przez nią działalności w Polsce. Lech Kaczyński prowadził nadto taką politykę, która nie kolidowała z planami masońskimi. Nie mógł on więc być samoistnym celem ich ataku. Mógłby natomiast zostać poświęcony albo dlatego, iż nie można go było odłączyć od celu faktycznego, albo też dla odwrócenia uwagi od sprawców rzeczywistych.[14]

 

Polska polem bitwy Anglosasów i Niemców z Rosją?

 

Nie sposób zakładać, żeby operacja amerykańskich i niemieckich służb specjalnych w Kijowie jesienią 2013 r. nie była planowana co najmniej na kilka lat wcześniej. Można zatem przyjąć, że również Amerykanie i Niemcy byli żywotnie zainteresowani trwałym skonfliktowaniem Polaków z Rosjanami, a w planowanej agresji na Moskwę – wykorzystaniu nas w charakterze żołnierzy i mięsa armatniego. Ciężko jest uwierzyć, że nie mieli oni swoich agentów w otoczeniu Prezydenta RP i w kręgach związanych z rządem. I być może także w ich działalności należy upatrywać przyczyn „zaniedbań” w przygotowaniu wyprawy do Smoleńska i sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym.

Trudno byłoby również dać wiarę, że Waszyngton i Berlin nie śledzili każdego ruchu polskiej delegacji państwowej udającej się do Rosji. Dysponują więc z pewnością dokumentacją fotograficzną i relacjami bezpośrednich świadków wydarzeń. Jeżeli nie chcą tych informacji przekazać Polakom, to prawdopodobnie są to dane dotyczące podstawowych interesów tych państw i że uwikłane są one w katastrofę, jak też, że nadal zamierzają czerpać z niej korzyści polityczne.

Jeżeliby jednak śledztwo w sprawie smoleńskiej miało rozważać także wątek ewentualnego mataczenia lub przyczynienia się do katastrofy globalistycznych instytucji finansowych (masonerii), Waszyngtonu lub Berlina, to nie byłoby na to politycznej zgody ani Platformy Obywatelskiej, ani Prawa i Sprawiedliwości.

Przyjmując hipotetycznie, że za zamachem na członków polskiej delegacji do Katynia w dniu 10 kwietnia 2010 r. stali rzecznicy globalizacji (masoni) albo nasi zachodni „sojusznicy”, to dlaczego przed przypisaniem sobie odpowiedzialności nie oponowali Rosjanie? I dlaczego utrudniają polskiej Prokuraturze Wojskowej śledztwo i nie chcą oddać wraku samolotu?[15]

Nie bez znaczenia dla wyjaśnienia sprawy pozostaje także to, że w konsekwencji katastrofy smoleńskiej Platforma Obywatelska przejęła kontrolę nad wszystkimi tymi instytucjami państwowymi, którymi kierowały ofiary zamachu. Wyjaśnianie zatem kulisów wydarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 r. musiałoby odsłonić także fakty pozwalające na ocenę czy PO jest jedynie przypadkowym beneficjentem Smoleńska a skandalicznie złe przygotowanie wylotu polskiej delegacji do Katynia, niechęć w wyjaśnianiu sprawy, zamiar pozostawienia śledztwa w rękach Rosjan, nie mają z późniejszym zawłaszczeniem państwa żadnego związku, czy też niektórzy wysocy przedstawiciele rządu Donalda Tuska, a może nawet on sam, mieli swój świadomy udział w wydarzeniach.

Nie można wykluczyć, że jakieś uzgodnienia w tej mierze z Rosjanami mogły być. Wiadomą sprawą było, że Moskwa nie życzyła sobie na swoim terytorium wizyt Lecha Kaczyńskiego. Serdecznie witano natomiast premiera Donalda Tuska, uważanego za polityka dystansującego się od Waszyngtonu, z którym można dojść do porozumienia i któremu premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin składał, nęcące dla każdego autentycznego polskiego patrioty, za jakiego Putin mylnie uważał Donalda Tuska, propozycje odzyskania Lwowa i Kresów południowo-wschodnich. Natomiast wizycie Prezydenta Kaczyńskiego, uznawanego za amerykańskiego wasala, odmawiano statusu wizyty państwowej i związanego z tym wysokiego poziomu zabezpieczenia i honorów. Lekceważenie prof. Lecha Kaczyńskiego przez Kreml było przy tym tak ostentacyjne, że mogło być dla masonerii, ale i USA oraz Niemiec, ważnym punktem odniesienia ich polityki wobec Polski. Ponieważ zaś, co zdaje się wynikać z wypowiedzi m.in. amerykańskiego geostratega Zbigniewa Brzezińskiego, od dłuższego czasu przygotowywali się oni do przeprowadzenia w Kijowie Euromajdanu i osaczenia Rosji, nie można wykluczyć, że polityczne rozegranie nienależycie zabezpieczonej wyprawy polskiej delegacji do Katynia mogło być dla nich pokusą nie do odrzucenia.[16]

Nie można abstrahować również od faktu, że możliwości działania euroatlantyckich i globalistycznych organizacji międzynarodowych oraz służb specjalnych Waszyngtonu i Berlina w Polsce są większe niż Moskwy, a ich zdolność do siania propagandy i dezinformacji praktycznie nieograniczona. Zdarzać się więc mogło i tak, że na konto Rosji zapisywali oni swoje własne działania i prowokacje w Polsce.

Kwestia smoleńska winna nam uświadomić, że uczestnictwo Polski w Pakcie Północnoatlantyckim, a zwłaszcza nasz związek ze Stanami Zjednoczonymi, pozwala służbom państw zachodnich, za zasłoną rzekomej działalności sojuszniczej, manipulować polską opinią publiczną. Wcale natomiast nie chroni nas przez zagrożeniem rosyjskim, lecz na nuklearny atak nas wystawia. Korzyści z uczynienia z Polski strefy buforowej czerpią oczywiście USA, gdyż konsekwencje ich imperialnej polityki ponosiłby inny kraj, na którym rozegrałby się rosyjsko-amerykański konflikt zbrojny. Nie jest to zresztą pierwszy taki amerykański scenariusz. Uczynienie z naszego Kraju nuklearnego pobojowiska było przecież objęte strategią wojny ze Związkiem Sowieckim również za prezydentury Ronalda Reagana.

Jedna z map strategicznych Polski z publikacji wojskowych z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, dotycząca konfliktu nuklearnego NATO z ZSRR na terenie Polski. Niech zapadnie ona w pamięci każdemu, kto chciałby ściągnąć, w imię haseł o wolnej Ukrainie i walki z rosyjskim imperializmem (a w rzeczywistości w celu budowy amerykańskiego-masońskiego Nowego Porządku Świata), rosyjski atak atomowy na nasz Kraj.

Jedna z map strategicznych Polski z publikacji wojskowych z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, dotycząca konfliktu nuklearnego NATO z ZSRR na terenie Polski. Niech zapadnie ona w pamięci każdemu, kto chciałby ściągnąć, w imię haseł o wolnej Ukrainie i walki z rosyjskim imperializmem (a w rzeczywistości w celu budowy amerykańskiego-masońskiego Nowego Porządku Świata), rosyjski atak atomowy na nasz Kraj.
https://forumemjot.wordpress.com/2012/12/15/iii-wojna-swiatowa-w-polsce-mapa-konfliktu-nuklearnego-na-terenie-europy-wykradziona-przez-pulkownika-kuklinskiego/

 

Polska w starciu Waszyngtonu i Berlina z Moskwą nie zrealizuje żadnych własnych interesów. Z pewnością nie można wpisać w cele takiej wojny wypełnienia koncepcji tzw. Międzymorza, skoro nie da się tego uczynić w drodze porozumienia samych zainteresowanych stron. Ani bowiem Ukraina, ani Republika Litewska sobie tego nie życzą, a są one członkami albo sojusznikami NATO. Ponadto dzielą nas krwawe konflikty etniczne z nieodległej przeszłości, w których stawką było nasze biologiczne przetrwanie na Kresach Wschodnich i zachowanie posiadanej tam ziemi. Wspólnocie losów narodów Międzymorza zaprzecza także wykluczająca się pamięć historyczna Polaków, Ukraińców i Żmudzinów. Jeżeli zaś tak trudne jest odbudowanie wspólnej pamięci historycznej etnicznych Polaków, rozdartych na grupę postkomunistyczną i postsolidarnościową, to scalenie w jedną całość różnych etnosów wymagałoby co najmniej wykorzenienia tradycji OUN-UPA. Skoro jednak, weźmy na to redaktor „Polityki Narodowej” Jakub Siemiątkowski, uważa, iż odtworzenie Międzymorza bałtycko-czarnomorskiego jest dla Polski konieczne i celowe, to winien rozważyć dokonanie tego siłami zbrojnymi Polski i naszych prawdziwych sojuszników (np. Węgier). Konieczna byłaby bowiem wieloletnia okupacja i denazyfikacja całej Ukrainy, a za tym szłyby potężne koszty na wojsko i administrację, których obecnie nie jesteśmy w stanie ponieść. Bez uwzględnienia tych uwarunkowań proponowałoby się nam budowę jedynie fikcji wspólnoty Międzymorza, albowiem oparta by ona była na strategii ciągłych polskich ustępstw przed ukraińskim i żmudzińskim szowinizmem, tak jak to czynią politycy Prawa i Sprawiedliwości i co było dewizą prof. Lecha Kaczyńskiego. Na marginesie zauważamy także, że koncepcja Międzymorza jako utopia odrywa polskich patriotów od poważnej dyskusji o sposobie rewindykacji i denazyfikacji tych naszych ziem wschodnich, które utraciliśmy na skutek II wojny światowej, a które zupełnie realnie mogą zostać z Polską ponownie zintegrowane. Tyle że w zupełnie inny sposób i w całkowicie odmiennych uwarunkowaniach, niż wojna NATO z Rosją.

Celów polityki polskiej nie da się zatem osiągnąć poprzez udzielenie zgody na prowadzenie na naszym terytorium wojny pomiędzy obcymi mocarstwami. Mogłoby to bowiem doprowadzić do zagłady naszego narodu, a przynajmniej do podziału polskiego terytorium państwowego pomiędzy sojusznicze Niemcy i aspirujących do stworzenia Judeopolonii, a reprezentowanych przez Amerykanów, Żydów. Skrawkami naszego terytorium pożywiłaby się zapewne również banderowska Ukraina i jadowicie antypolska Republika Litewska. Ta ostatnia tak bardzo przejmuje się bowiem jagiellońskimi mrzonkami polskich polityków, że przyłączy się do każdego państwa proponującego jej rozbiór Polski (chodzi o zamiar zaboru Polsce Suwalszczyzny).

Zniszczenie naszego państwa i narodu satysfakcjonowałoby także masonerię, gdyż fizyczna eliminacja ostatniego dużego katolickiego narodu w Europie usunęłaby przeszkodę dla definitywnego narzucenia nowych emanacji ideologii marksistowskiej także pozostałym krajom dawnego kręgu cywilizacji łacińskiej.

Niektórzy polscy publicyści podnoszą, że korzyścią, którą odnosimy z uczestnictwa w NATO jest to, że chroni nas ono przed agresją innych członków NATO – głównie USA i Niemiec. W świetle powyższych rozważań nie jest to jednak takie oczywiste.

Sprowadzenie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem należy zatem rozpatrywać w znacznie szerszym niż dotychczas kontekście.

[1] http://www.michaeljournal.org/nwo1.htm ; http://www.michaeljournal.org/nwo2.htm

[2] Podsycanie strachu przed Rosją oraz przed faszystami jest stałą strategią paneuropejczyków i euroatylantystów, mającą na celu wyzucie narodów Europy z suwerenności. Jest to widoczne także we współczesnej Polsce w związku z konfliktem na Ukrainie. We wspólnym froncie antyrosyjskiej histerii zwarły bowiem szeregi sterowana z Berlina władza oraz wypełniająca polecenia Waszyngtonu systemowa opozycja.

[3] Polska długo wahała się jaką politykę ma prowadzić wobec rządów Adolfa Hitlera. Ostatecznie gwarancje (prowokacje) brytyjskie popchnęły pułkownika Józefa Becka ku narodowej katastrofie.

[4] J. Chodorowski, Rodowód ideowy Unii Europejskiej, Krzeszowice 2010, s. 231.

[5] Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek świata. Nowy Ład Ekonomiczny. Globalizm. Masoneria i tajne sekty, Wydawnictwo Antyk, s. 316; http://abelikain.blogspot.com/2013/05/ukryta-strona-dziejow.html#!/2013/05/ukryta-strona-dziejow.html

[6] Tamże, s. 387-388.

[7] Tamże, s. 668-669.

[8] Tamże, s. 655-656; http://www.theforbiddenknowledge.com/hardtruth/uspresidentasmasonspt2.htm ; http://www.biblebelievers.org.au/33rd.htm

[9] J. Chodorowski, op. cit., s. 221-223.

[10] http://wolnemedia.net/historia/jozef-retinger-%E2%80%93-kim-tak-naprawde-byl/

https://marucha.wordpress.com/2012/06/07/polski-tworca-grupy-bilderberg-jozef-retinger/

[11] Nie bez znaczenia w sprawie jest zapewne również to, że Polska znajduje się w bezpośredniej strefie oddziaływania konfliktu Rosja – Zachód, wywołanego zamachem stanu w Kijowie i naruszeniem dotychczasowego status quo w rejonie Morza Czarnego.

 

[12] Istotną rolę odgrywać tu mogłyby np. Klub Bilderberg, Instytut Spraw Międzynarodowych (CFR), Komisja Trójstronna, Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

[13] zob. S. Krajski, Masoneria polska 2014, Warszawa 2014,  http://radio.radiopomost.com/z-polski/3665-czy-pis-tez-sluzy-masonerii ; http://www.bibula.com/?p=78282

[14] I spotęgowania reakcji społeczeństwa polskiego, jego oburzenia na Moskwę. Zabicie jakichkolwiek innych, poza Prezydentem, członków delegacji nie mogłoby wszak wywołać tak silnej reakcji antyrosyjskiej w Polsce.

[15] Być może odpowiedzią na tę wątpliwość mogłoby być to, że strategia obronna Rosji zakłada, że jej wrogiem jest Zachód, zwłaszcza zaś Stany Zjednoczone i NATO. Nie może to specjalnie dziwić wobec słów wypowiedzianych w 1997 r. przez Zbigniewa Brzezińskiego” „Ameryka,  sprawująca  bezprecedensową  hegemonię w świecie, nie ma obecnie żadnego rywala.  Ale czy sytuacja  ta utrzyma się w przyszłości?”,  „Dla Ameryki głównym trofeum geopolitycznym jest Eurazja.https://forumemjot.wordpress.com/2012/12/15/iii-wojna-swiatowa-w-polsce-mapa-konfliktu-nuklearnego-na-terenie-europy-wykradziona-przez-pulkownika-kuklinskiego/

Jeżeliby zatem Moskwa zgodziła się na badanie przyczyn katastrofy przez międzynarodową komisję, to stan techniczny urządzeń zapewniających Rosji bezpieczeństwo powietrzno-rakietowe zostałby jej wrogom ujawniony. Poznaliby oni w tym kontekście także wiele innych tajemnic wojskowych Federacji Rosyjskiej i katastrofalny zapewne stan techniczny rosyjskiego systemu obronnego, jak też np. chaos w zarządzaniu i dowodzeniu tym sektorem. Rosjanie mogli też podejrzewać, że katastrofa nie była zwykłym wypadkiem, ale wymierzoną w ich kraj prowokacją. Nie mogli więc pozwolić sobie na żadne międzynarodowe, czy też polskie, śledztwo na swoim terytorium.

Jest też inny aspekt, dlaczego dla Rosjan względniejsze jest zaakceptowanie przypisania im odpowiedzialności za zamach, niż współpraca z polskimi prokuratorami. Rosja kieruje się w walce z wrogami chińską metodą kamuflażu. Gdy jest silna, udaje gołąbka pokoju, a gdy jest słaba – sroży się niczym lew. Lepiej bowiem prezentować się jako imperialne mocarstwo, które może bezkarnie likwidować swoich politycznych wrogów i siać strach swoją potęgą, niż zostać uznanym za lwa pozbawionego zębów.

[16] Tym bardziej, że ewentualna katastrofa odbyłaby się na terytorium Federacji Rosyjskiej i wszystkie podejrzenia skierowałyby się w stronę Moskwy. Scenariusza takiego nie można odrzucić przede wszystkim dlatego, że skutkiem takiej prowokacji byłby wzrost wrogości Polaków wobec Rosji i zgoda dużej części naszego społeczeństwa na udział Polski w wojnie na Ukrainie, a w konsekwencji – w ewentualnej III wojnie światowej.

Myli się Pan, Panie Profesorze

 

Profesor Bogusław Wolniewicz, osoba dla obrony polskości zasłużona, w wywiadzie Czymś się naraziliśmy? zamieszczonym w numerze 14-15 (1298-1299) „Najwyższego Czasu” z 4-11 kwietnia 2015 r. wyraził pogląd, że bez znaczenia dla wiarygodności Andrzeja Dudy jako kandydata na Prezydenta RP jest to, że jego żona jest Żydówką, albowiem jest nią „tylko według norm antysemickich, nie według Talmudu”. Profesor powiedział: „nie przywiązuję do tej sprawy większej wagi. Jest dwóch konkurentów: Duda i Komorowski – i to samo dotyczy żon ich obu.” Z kolei start antysystemowych kandydatów w wyborach prezydenckich Profesor Wolniewicz określił jako błazeństwo – „Nie słucham wcale, co gadają”. W ocenie Profesora kandydaci antysystemowi się ośmieszają i stanowią „folklor wokółwyborczy”.

Z poglądami tymi pozwolimy sobie głęboko się nie zgodzić.

Kandydowanie na najwyższe stanowisko w państwie wymaga, aby sam kandydat oraz osoby z jego rodziny należały do rodzin od pokoleń zaangażowanych w sprawy ojczyźniane. Interes publiczny wymaga zatem aby przeszłość rodziny kandydata była publicznie znana a dobre imię jego familii nieposzlakowane. Wymiernym miernikiem wartości kandydata na stanowisko państwowe, zwłaszcza najwyższe, jest kryterium zasług. Tymczasem ogółowi Polaków postać Pana Andrzeja Dudy pozostaje nieznana, a wiedza o zasługach jego przodków – żadna. Wiemy o tym Panu tylko tyle, co sam o sobie powie i to, co nam powiedzą jego konkurenci wyborczy. Niemniej ujawniona niedawno informacja, że Andrzej Duda do roku 2002 był członkiem Unii Wolności wiele mówi o rzeczywistych poglądach i powiązaniach tego kandydata.

Nie sposób zaprzeczyć tezie Pana Profesora, że o polskości człowieka nie może przesądzać wyłącznie jego etniczne pochodzenie i że żydowskie pochodzenie Pani Agaty Dudy nie musi oznaczać, że będzie ona u boku męża rzecznikiem interesów innego narodu. Wszak już starożytni Grecy skonstatowali, że Grekiem jest nie ten, kto ma greckich przodków, ale ten kto przynależy do kultury greckiej. Niemniej, biorąc pod uwagę, że przedstawiciele narodu żydowskiego żyjący w diasporze często ukrywają przed narodami tubylczymi swoją autentyczną tożsamość, a ewentualnie przyznając się do żydowskiego pochodzenia przodków każą sobie wyłącznie na słowo wierzyć, że są np. „arcypolskimi Polakami”, danie wiary tym deklaracjom winno być oparte o kryteria obiektywne. Wracamy więc do zasług kandydata i jego przodków dla Polski.

Profesor Bogusław Wolniewicz rozróżnia żydowskość według norm antysemickich i według Talmudu. Choć Profesor nie wyjaśnił o jakie normy antysemickie chodzi, to należy przyjąć, że chodzi mu o prawo krwi znane w wielu państwach i narodach. Otóż to według tego prawa, a nie prawa ziemi, uznają za swoich rodaków sami Żydzi. Niezrozumiałe jest więc, dlaczego my Polacy mielibyśmy im tego prawa odmawiać i stosować wobec nich inne kryteria oceny ich etniczności. Tym bardziej, że poza narodem żydowskim i Państwem Izrael prawo krwi jest wiążące w zdecydowanej większości krajów świata. I tak np. w Egipcie Polak żeniący się z Egipcjanką nigdy nie nabędzie egipskiego obywatelstwa i nie będzie mógł ani nabywać nieruchomości, ani piastować jakichkolwiek godności i urzędów. Nie będą również Egipcjanami dzieci urodzone z takiego związku.

Jeżeli zatem według prawa krwi Pani Agata Duda byłaby Żydówką, to Polką mogłaby się stać tylko przez stanowcze zerwanie z narodem przodków, z judaizmem i zakorzenienie się w kulturze polskiej. Choć przypadki takie nie są liczne, tym niemniej w przeszłości zdarzały się. Żeby jednak uznać, że przypadek żony kandydata na Prezydenta mieści się w tej nielicznej grupie wyjątków, niezbędne jest posłużenie się kryterium zasług dla Polski. A te są nieznane, tak jak tajemniczą jest dla Polaków sama postać Pani Agaty Dudy.

Byłoby nadmierną lekkomyślnością powierzanie najwyższej godności w państwie osobie, która nie może wykazać swojego pochodzenia co najmniej na trzy – cztery pokolenia wstecz i której żona jedynie na potrzeby kampanii wyborczej swojego męża stałaby się Polką. Uważając zatem Pana Profesora za osobę szacowną i poważną, należy oczekiwać, że przeszłość rodzinną Państwa Dudów doskonale zna i może o niej swoim honorem i dobrym imieniem publicznie zaświadczyć.

Nie można jednak wykluczyć, że nawet dobre imię Profesora Wolniewicza nie przekona wszystkich wyborców, doświadczonych dwudziestopięcioletnimi rządami ludzi, którzy deklarowali głębokie przywiązanie do kultury polskiej i polskiego patriotyzmu, w czynach zaś źródła naszej tożsamości deprecjonowali a naszą kulturę likwidowali. W grupie tej znajduje się też nadreprezentatywne grono „arcypolskich Polaków”, którzy według Talmudu Żydami mają nie być. Grupa ta nawet ukuła obrażającą rozumność Polaków maksymę, że jakoby w Polsce jest antysemityzm bez Żydów, antysemityzm zoologiczny, a więc że jesteśmy ludźmi chorymi z nienawiści.

Pozwolimy sobie więc nie zgodzić się z poglądami Pana Profesora Wolniewicza, że bez znaczenia jest jakiego etnicznie pochodzenia jest żona kandydata na Prezydenta Polski. Tym bardziej, że tak się jakoś składa, że bardzo wielu kandydatów Prawa i Sprawiedliwości na wysokie urzędy państwowe i samorządowe było pochodzenia żydowskiego lub ze środowiskiem żydowskim byli związani. Przypomnieć choćby należy, że kontrkandydatem Hanny Gronkiewicz – Waltz w wyborach na prezydenta Warszawy był popierany przez PiS Czesław Bielecki. I nie chodzi o to, że była to kandydatura zła, lecz o to, że kandydaci żydowskiego pochodzenia lub mający z Żydami związki rodzinne mają w PiSie, jak się wydaje, statystycznie większą szansę na nominację partii niż osoby takiego pochodzenia lub związków nie posiadający (np. europoseł Janusz Wojciechowski, europoseł prof. Mirosław Piotrowski, czy posłanka prof. Krystyna Pawłowicz).

Jeżeli zatem powodem kompromitacji kandydatów antysystemowych na urząd Prezydenta RP miałoby być to, że według norm antysemickich Żydami nie są, to rzeczywiście należałoby przyznać rację Panu Profesorowi, że ich start to błazeństwo i wokółwyborczy folklor w otoczeniu tych dwóch poważnych kandydatów, którzy normy antysemickie spełniają.

Tezę Profesora Bogusława Wolniewicza, że start w wyborach prezydenckich (a pewnie także parlamentarnych i samorządowych) kandydatów antysystemowych to błazeństwo i ośmieszanie się, uzasadnić można by zapewne także tym, że kandydaci poważni – dzięki swojemu pochodzeniu (m.in. Czesław Bielecki, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Hanna Suchocka) lub pochodzeniu swoich żon (Bronisław Komorowski, Andrzej Duda i Radosław Sikorski) – łatwiej mogą dla swojej kandydatury uzyskać poparcie w kraju i – co wydaje się kluczowe – za granicą.

Nie podzielamy jednak zaufania Profesora Wolniewicza odnośnie polskiej racji stanu, którą jakoby kieruje się Prawo i Sprawiedliwość, na dowód czego możemy przytoczyć:

  • wciąganie przez tę partię Polski w wojnę na Ukrainie, gdzie nie mamy obecnie poważnych interesów, a co może się dla nas skończyć tragicznie,
  • bezkrytyczne wykonywanie poleceń waszyngtońskiego establishmentu, tj. amerykańskich nekonserwatystów – syjonistów[1],
  • popieranie banderowców w interesie polityki amerykańskiej,
  • milczącą zgodę przywódców Prawa i Sprawiedliwości na poniewieranie Polaków na Litwie i czynne atakowanie ich lidera Waldemara Tomaszewskiego (bo ośmielił się zakwestionować zasadność antyrosyjskiego kursu elit w Warszawie),
  • podpisanie przez śp. prof. Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego likwidującego suwerenność Polski,
  • zatrzymanie przez niego na życzenie rabinów ekshumacji w Jedwabnem,
  • ufundowanie z budżetu Rzeczypospolitej Polskiej Muzeum Żydów Polskich służącego prowadzeniu polityki historycznej innego narodu,
  • świętowanie w Kancelarii Prezydenta i w Parlamencie Europejskim żydowskiego święta Chanuka (pod przewodnictwem śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, europosła PiS, Ryszarda Czarneckiego),
  • brak przeciwdziałania na finansowanie z budżetu Rzeczypospolitej Polskiej Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie[2],
  • wystosowanie przez Kancelarię śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego listu gratulacyjnego do członków izraelickiej loży masońskiej B’nai B’rith (Synowie Przymierza)[3], itp. itd.

Może zatem w rozgrywce pomiędzy PiS i Platformą Obywatelską, pomiędzy Andrzejem Dudą a Bronisławem Komorowskim, nie chodzi wcale o starcie sił dobra ze złem, obrońców polskości z jej oszczercami i kolonizatorami, ale o rywalizację dwóch frakcji żydowskich (żydokomuny i judeochrześcijan) a polskojęzyczni rzymskokatoliccy chłopi mają być tylko automatami do głosowania. Wydaje się, że Profesor Wolniewicz winien był wziąć pod rozwagę także taką ewentualność.

[1] http://www.aferyprawa.eu/Polityka/Jak-radykalni-Syjonisci-zdobyli-kontrole-Pentagonu-prof-Iwo-Cyprian-Pogonowski-Blacksburg-USA-729 ; http://www.pogonowski.com/display_pl.php?textid=74

[2] Informacje o tym są ukrywane przed polskim społeczeństwem.

[3] http://3obieg.pl/list-gratulacyjny-lecha-kaczynskiego-do-czlonkow-bnai-brith-w-warszawie

Źródła suwerenności w Polsce

Oparciem dla władzy w państwie mogą być czynniki wewnętrzne lub zewnętrzne. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z krajem suwerennym, w drugim – niesuwerennym.

Wielu zwykłych obywateli mniema, iż ustrój demokratyczny jest dowodem na niepodległość państwa. Nie wyobraża sobie nawet w jaki sposób większość społeczeństwa – mając przecież w ręku kartkę wyborczą – mogłaby akceptować państwo wasalne. Wiedząc coś niecoś z teorii suwerenności ludu, obywatele stawiają zatem znak równości pomiędzy ludowładztwem a niepodległością. Tymczasem są w błędzie.

Źródłem suwerenności państwowej może być oczywiście także lud, o ile jest świadomy ciążącej na nim odpowiedzialności i o ile kierują nim przywódcy służący niepodległemu narodowemu bytowi.

Suwerenem może być jednak również monarcha absolutny, albo też król dzielący władzę z radą panów – możnowładców czy też ze szlachtą bądź burżuazją zorganizowaną w parlamencie. Warstwy wyższe mogą z kolei swojego monarchę obalić i ogłosić republikę. Wówczas suwerenem stają się właśnie one. Taki republikański ustrój miała Anglia w czasach Olivera Cromwella czy też poniekąd Polska od konstytucji Nihil Novi z 1505 r.

Ale zarówno monarchia, republika, jak i demokracja mogą być podporządkowane ośrodkom zewnętrznym. Takimi czynnikami były w przeszłości m.in. Cesarstwo oraz Papiestwo.

Z perspektywy trzystuletniej już niemal tradycji polskiej walki o wolność rzeczą zdumiewającą jest natomiast to, że współczesna Polska swojej suwerenności wyzbyła się dobrowolnie. Zrobiła to nawet oficjalnie, uzyskując na to akceptację demokratycznej większości społeczeństwa. Suwerenem w Polsce od 2005 r. jest więc formalnie Rada Europejska i Komisja Europejska, realizujące swoje kompetencje przy pomocy niewybieralnego aparatu biurokratycznego – eurotechnokratów. Niemniej sposób wykonywania władzy w III RP świadczy o tym, że przeniesienie suwerenności z ludu na rzecz czynników zewnętrznych nie jest w Polsce takie samo, jak w krajach Europy Zachodniej. Nie polega ono na wzajemnym i równomiernym dzieleniu się suwerennością w ramach instytucji Unii Europejskiej, lecz na oddaniu się pod władztwo i opiekę najsilniejszych państw Unii, głównie Niemiec. 

Dlaczego polscy politycy zdecydowali się na taki krok? Dlaczego nie chcieli, aby suwerenem w Polsce był polski lud albo naród? Czyżby obawiali się, że upodmiotowiony naród może ich przywódczej roli pozbawić i powierzyć kierowanie państwem komuś innemu?

Politycy Unii Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Akcji Wyborczej „Solidarność”, a później Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, choć różnili się programami i w wielu kwestiach proponowali rozwiązania odmienne, najwyraźniej jednak polskiemu wyborcy nie ufali. Nie wierzyli bądź to w jego roztropność bądź też – i był to w wielu przypadkach czynnik zasadniczy – byli przekonani, że wolni Polacy przepędzą ich na cztery wiatry.

Lęk przed polskim ludem i tą świadomą swojej tożsamości częścią Polaków, która stanowi Naród Polski, wyraża się w oskarżaniu nas o nacjonalizm i antysemityzm. Zarzuty te skądinąd jasno definiują obce pochodzenie naszych przywódców. Tłumaczą również motywację zdrady stanu, której się dopuścili pozbawiając Rzeczypospolitą niepodległości.

Ale przecież oddanie suwerenności podmiotowi zewnętrznemu nie daje gwarancji Platformie Obywatelskiej i Polskiemu Stronnictwu Ludowemu, że administrować będą Polską wiecznie i że będą mogły one ograbiać Polaków bez końca. Bo przecież suweren zewnętrzny może zlecić zarządzanie nadwiślańskim lennem innej ekipie. Mało tego, jeżeliby suweren uznał, że PO i PSL na nazbyt wiele sobie pozwalają, mógłby pokazać im czerwoną kartkę – albo poprzez presję medialną (czy to za pomocą mediów w Polsce, czy też polskojęzycznych stacji nadających z zagranicy), albo poprzez kompromitację tej ekipy przez służby specjalne.

Być może zatem za sprawowanie władzy w Polsce obecny „rząd” musi się swojemu zagranicznemu panu sowicie opłacać. Cena musi być wysoka tym bardziej, że metody wypełniania przez koalicję PO-PSL funkcji władczych jawnie przeczą deklarowanym w Unii Europejskiej zasadom demokracji, przejrzystości władzy, walki z korupcją, itp.

Gdyby Polska była pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej i dzieliła się suwerennością z innymi jej członkami, to naruszanie w Rzeczypospolitej podstawowych europejskich wartości wywoływałoby na Zachodzie zrozumiałe oburzenie i oskarżenia. Być może nawet sformułowane by zostały żądania obalenia tej władzy, a z pewnością uznania wielu nadwiślańskich satrapów za persona non grata w krajach UE. Udzielono by też zapewne wszechstronnej pomocy polskiej opozycji, a może nawet nałożono by na III RP sankcje ekonomiczne, z zawieszeniem członkostwa w UE włącznie. Taki scenariusz o mały włos nie został zastosowany wobec niepokornych Węgier i byłby z pewnością wdrożony względem Polski, gdyby władzę w naszej Ojczyźnie przejęła partia głosząca program suwerenności narodowej.

Tymczasem Platforma Obywatelska, mimo, że sposób jej postępowania coraz bardziej rodzi skojarzenia z ekipą Gierka albo i Gomułki, uznawana jest na Zachodzie za partnera wiarygodnego, a jej szef Donald Tusk został nawet Przewodniczącym Rady Europejskiej.

Wiele wskazuje zatem na to, że Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe w zamian za zgodę i pomoc Zachodu, zwłaszcza Berlina, na sprawowanie władzy w Polsce, wnosi regularnie haracz w postaci likwidacji kolejnych instytucji Państwa Polskiego, grabieży majątku narodowego (dedykowanej głównie kapitałowi niemieckiemu), przyzwolenia na okradanie Polaków przez zachodnie banki, wreszcie poprzez przyjmowanie ustawodawstwa łamiącego kręgosłup moralny Narodu Polskiego i niszczącego jego samoistność. Wszystkie te działania w sposób oczywisty doprowadzą nas do takiego stanu, że wcielenie istotnych części Polski do Niemiec z nadaniem reszcie naszego Kraju statusu „terytorium wewnętrznego Unii Europejskiej” (eufemistyczna nazwa kolonii) może stać się realnym przedmiotem europejskiej polityki. Bo jakże tolerować w środku Europy bezhołowie?

Smutny jest los Polski tym bardziej, że główna partia opozycyjna, w której polscy patrioci pokładają nadzieję na złamanie władzy niemieckich nadzorców, tj. Prawo i Sprawiedliwość, zachowuje się tak, jakby wcale do odzyskania narodowej suwerenności nie dążyła. Umocowanie dla swej władzy postrzega w Stanach Zjednoczonych i nawet się z tym nie kryje.

Na pierwszy rzut oka zamiana pana z Berlina na Waszyngton wydawać nam się może korzystna. Germanie bowiem są za miedzą i o ich złych wobec Polski zamiarach nie trzeba świadomych Polaków przekonywać. Co innego Stany Zjednoczone. One są daleko. Walczą z Rosją o wpływy w Europie Wschodniej i można nawet liczyć, że u boku Wielkiego Brata uda nam się ugrać jakiś własny interes. Tym bardziej, że Amerykanie łudzą nas, że wyrzucając Moskwę z naszej części kontynentu zrealizują marzenie Józefa Piłsudskiego i Jerzego Giedroycia – Międzymorze.

Uważniejsze przyjrzenie się polityce amerykańskiej każe jednak skonstatować, że USA są przede wszystkim ramieniem syjonizmu i że polityka Waszyngtonu w Europie służy głównie interesom Narodu Wybranego. Obok dominacji niemieckiej Amerykanie mogą nam zatem zafundować umocnienie wpływów żydowskich. Skoro zaś w kwestii polityki historycznej doszło do tak istotnego zbliżenia stanowisk Niemców i Żydów, że odpowiedzialność za Holokaust została przerzucona na nasz naród, to można przypuszczać, że i w innych sprawach znaleźliby wspólny interes na zgubę Rzeczypospolitej.

Czy zatem jest uzasadnione przekonanie części Polaków, że zamiana Platformy Obywatelskiej na Prawo i Sprawiedliwość ma znaczenie dla polskiej suwerenności, czy też drogi do jej odzyskania należy upatrywać gdzie indziej?

Pomóżmy rządowi repatriować Polaków z Donbasu

Rząd chce pomóc Polakom na Wschodzie, ale w tym momencie nie ma pieniędzy…

Bajeczkę tę znamy już od ćwierćwiecza. Rządy Unii Demokratycznej i Akcji Wyborczej „Solidarność” (poprzednicy personalno-ideowi Platformy Obywatelskiej) przekonywały nas niegdyś , że są gorącymi zwolennikami repatriacji Polaków z Kazachstanu. Miała ona objąć grupę od kilkudziesięciu do maksimum stu tysięcy naszych obywateli[1], którzy znaleźli się w Azji Środkowej na skutek deportacji ze wschodniego Wołynia i Podola w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Tymczasem przed uchwaleniem ustawy o repatriacji, w latach 1997-2000 w ramach akcji repatriacyjnej przybyły do Polski zaledwie 1972 osoby. Po uchwaleniu zaś ustawy, w latach 2001-2009 wróciło do Ojczyzny 4070 repatriantów, w tym jedynie ok. 500 osób skorzystało z repatriacji zorganizowanej i sponsorowanej przez gminy, czyli wykorzystując możliwości, które daje ustawa. Pozostali repatrianci przyjechali do Polski na własną rękę, korzystając z indywidualnych zaproszeń.[2] Trzecia RP całkowicie zawiodła. Sprawę „odfajkowano” jako załatwioną i wsunięto głęboko do szuflady. Nie rozumieliśmy dlaczego tak się stało. Przecież widzieliśmy, że środki na repatriację są, skoro rządy marnotrawiły je na wiele bezużytecznych, a wręcz szkodliwych dla Polski przedsięwzięć.

Problem Polaków ze Wschodu wielokrotnie powracał. Za każdym razem jego rozwiązanie rozbijało się o, rzekomo przejściowe, trudności finansowe, proceduralne, itp.  Gdy we wrześniu 2010 r. do Sejmu trafił obywatelski projekt ustawy repatriacyjnej, podpisany przez 215 tysięcy osób, który miał pomóc w powrocie do Polski tysiącom naszych rodaków, deportowanych do azjatyckiej części Związku Radzieckiego, posłowie Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego projekt ten zignorowali, nie nadając mu biegu legislacyjnego.[3] W Stanowisku Rządu w sprawie obywatelskiego projektu ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych przez władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich wskazano, że „Analiza projektu ustawy pod kątem zasad techniki legislacyjnej wykazuje wiele nieścisłości, braków (brak definicji, uszczegółowień) i sprzeczności, do których Rząd szczegółowo odniesie się w toku ewentualnych [sic?!] dalszych prac legislacyjnych.”[4]

Również obecnie, gdy przychodzi do repatriacji do Polski raptem stupięćdziesięciu naszych obywateli  ze wschodniej Ukrainy, rząd Ewy Kopacz powołuje się na określone trudności. Tymczasem raport Najwyższej Izby Kontroli z listopada 2014 r. stwierdza, że to urzędnicy MSW przyczyniają się do znikomego odsetka powrotów Polaków ze Wschodu. Administracja rządowa przez kilkanaście lat nie potrafiła stworzyć systemu rozwiązań prawnych, organizacyjnych ani finansowych wspierających powroty. Zdaniem NIK urzędnicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie dlatego nie chcą pomóc w ewakuacji Polaków ze wschodu Ukrainy, bo nie mają gdzie ulokować uchodźców lub nie mają za co, ale dlatego, że są niekompetentni, oraz nie respektują Karty Polaka, twierdząc, że taki dokument nie jest dla nich wystarczającym potwierdzeniem pochodzenia polskiego i nie stanowi podstawy do wydania zezwolenia dla Polaków z Donbasu na osiedlenie w Ojczyźnie.[5] Wysocy funkcjonariusze państwowi łamią tym samym ustawę z dnia 7 września 2007 r. o Karcie Polaka, która w art. 3 expressis verbis stanowi, że „Karta Polaka jest dokumentem potwierdzającym przynależność do Narodu Polskiego” oraz art. 52 ust. 5 Konstytucji RP, w świetle którego „Osoba, której pochodzenie polskie zostało stwierdzone zgodnie z ustawą, może osiedlić się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na stałe.” Tylko zatem nasza obojętność pozwala rządowi na takie bezprawie.

Były wiceminister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski powiedział, że „podobno pani minister Piotrowska zaleciła premier Kopacz wstrzymać ewakuację z obawy, że za tą setką Polaków ruszą tysiące następnych, a Polska jest podobno nieprzygotowana. A przecież poprzedni minister spraw wewnętrznych – Bartłomiej Sienkiewicz fotografował się na tle ośrodków, w których mieliby być przyjmowani uchodźcy z Ukrainy i twierdził, że Polska jest przygotowana.”[6]

Odrzucając Polaków, rząd Ewy Kopacz przygotowuje się natomiast, wskutek presji Zachodu i organizacji międzynarodowych, do przyjęcia uchodźców ukraińskich (nie-Polaków) oraz syryjskich.[7] Znajdzie się również w budżecie państwa  100 milionów dolarów na wsparcie przedsiębiorców na Ukrainie.[8]

Pas d’illusions, Messieurs Dames! Żadnych złudzeń, moi Państwo![9] Musimy zrozumieć, że Polski dla Polaków za darmo nie dostaniemy. Tyle będzie w niej dla nas miejsca, ile go sobie wywalczymy!

Potrzebna jest nam odnowa moralna Narodu, pobudzająca naszą wrażliwość, krusząca obojętność na sprawy publiczne. Myślimy bowiem: „cóż ja jeden mogę, nic ode mnie nie zależy”. Ewentualnie doradzamy swoim latoroślom: „Wyjeżdżajcie dzieci z tego kraju. Ja tu jeszcze jakoś dożyję, ale dla was przyszłości nie ma tu żadnej”. Albo wręcz mówimy: „Polacy to głupole, z nimi nic nie da się zrobić. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.” I o to właśnie chodzi rządowi. Skłócić Polaków ze sobą, zatomizować, posadzić przed telewizorami i zmanipulować medialnymi kłamstwami. Wówczas rząd będzie spokojny, choć Polska pogrążać się będzie w ubóstwie, beznadziei i zakłamaniu, w systemie wrogim Narodowi, naszej tradycji, religii i interesom gospodarczym.

Najlepszym sposobem na przełamanie zatwardziałości serc Polaków byłyby modlące się publicznie na ulicach polskich miast krucjaty różańcowe.  Skoro udało się tą metodą przebudzić Węgrów, to może się ona powieźć także u nas. Potrzeba tu jedynie wielkoduszności i zapału hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego.

Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że polskiego ludu nie popchną do czynu nawet najroztropniejsze rady napisane w Internecie czy wypowiedziane w klubie dyskusyjnym. Pozostanie on na nie obojętny. Porwać go może jedynie żywy przykład czynu, słowo wykrzyczane na ulicy.

Nie inaczej jest ze sprawą Polaków z Donbasu. Mogłaby ją popchnąć z miejsca wielka demonstracja Wolnych Polaków pod Kancelarią Premiera, domagająca się od rządu wypełnienia postanowień obowiązującego prawa i repatriacji Polaków ze Wschodu. Są już przecież w Polsce siły, które taką manifestację mogą zorganizować. I to do nich z apelem w tej kwestii się zwracamy.

Warto to zrobić również z tego powodu, że manifestacja taka mogłaby połączyć wszystkich polskich patriotów, niezależnie od różniących ich kwestii.

[1] Polacy zamieszkujący kraje byłego ZSRS, nie opuszczając dobrowolnie obszaru ziem polskich w granicach przedrozbiorowych, nie mogą być przez Państwo Polskie uważani za cudzoziemców (w przeciwieństwie do znacznej części „elit” III RP pochodzenia sowieckiego).

[2] http://www.pah.org.pl/nasze-dzialania/146/repatrianci

[3] http://www.rp.pl/artykul/1120211.html

[4] http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&ved=0CC0QFjAC&url=http%3A%2F%2Fbip.msw.gov.pl%2Fdownload%2F4%2F11300%2FstanowiskoRzadu.pdf&ei=tIGiVJPtJojEPOZw&usg=AFQjCNHYW2j2GgGKiG9G_Wyqx3pG_fa4Tg

[5] http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/227715-dr-wyszynski-polacy-z-donbasu-to-bezbronne-ofiary-iii-rp-niekompetencji-urzednikow-i-zgody-na-lamanie-konstytucji

[6] http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/227601-problemy-z-ewakuacja-naszych-rodakow-z-ukrainy-waszczykowski-na-ich-miejscu-czulbym-sie-zdradzony-przez-polske-nasz-wywiad

[7] http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/uchodzcy-z-syrii-przyjada-do-polski,500102.html

[8] http://polskiepiekielko.pl/359-800-000-zl-na-wsparcie-ukrainskich-przedsiebiorcow/

[9]  Trawestacja odpowiedzi cara Aleksandra II, udzielonej polskiej delegacji (wyrażającej nadzieję, że car przywróci Polsce niepodległość): „Point de rêveries, Messieurs!” Żadnych mrzonek, Panowie!  http://www.slownik-online.pl/kopalinski/ECB79D6002315B86C1256580000AE69D.php

%d bloggers like this: